Doom Patrol: sezon 1, odcinek 6 – recenzja

Doom Patrol znów zaskakuje. Gdy sądziliśmy, że bohaterowie będą serwowali nam wyłącznie ekranowe wygibasy, ci zaprezentowali swoją mroczniejszą stronę. W dodatku przywołując przy tym na myśl i X-Menów, i horror Lśnienie...

Ocena recenzenta:
7/10

Doom Patrol znów zaskakuje. Gdy sądziliśmy, że bohaterowie będą serwowali nam wyłącznie ekranowe wygibasy, ci zaprezentowali swoją mroczniejszą stronę. W dodatku przywołując przy tym na myśl i X-Menów, i horror Lśnienie...

Piotr Piskozub

Piotr Piskozub

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Zabawa konwencją w serialu Doom Patrol trwa w najlepsze. Choć ostatnie odcinki mogły sugerować, że twórcy odkryli już przed nami wszystkie karty, w Doom Patrol podejście do narracji znów nas zaskoczy, przy czym część widzów będzie z takiego obrotu spraw niezwykle ucieszona, pozostali odbiorcy zaś jedynie wzruszą ramionami. Scenarzyści tym razem postawili bowiem na odejście od wszelkich groteskowo-absurdalnych wstawek, mocniej akcentując mroczną tonację ukazanych wątków. I tak na ekranie zostaje nam zaserwowane poważniejsze w wydźwięku odwołanie do przeszłości Szefa - poznajemy nie tylko jego genezę, ale i pierwsze przymiarki do stworzenia tytułowej drużyny herosów. Co prawda przez opowieść przemkną nawet policjanci zamieniający się w... piniaty, ale najlepiej sprawdzi się przewrotny sposób prowadzenia narracji. Oglądając ostatni odcinek możemy poczuć się tak, jakbyśmy jednocześnie obcowali z X-Menami i bohaterami The Shining. Niepokoi nieco dalsze pogłębianie genez postaci, znów brakuje narratora, jednak Doom Patrol Patrol z pewnością posuwa nas do przodu jeśli chodzi o oś całego sezonu.

Odpowiedzialnym za produkcję nie można odmówić tego, że z wielką swobodą i bez zbędnego zadęcia wprowadzają w historię nowych bohaterów. Śledztwo Jane w sprawie "Doom Patrol" - słów, które zwieńczyły zeszłotygodniowy odcinek, zabierze ją wraz z Larrym i Ritą w dziwaczną podróż, dzięki której poznamy pierwszy skład tytułowej drużyny herosów. Milioner i telepata Mento, kontrolująca ogień i lód Arani, obdarzona elektromagnetycznymi zdolnościami Rhea i jeszcze strzelający wiązkami energii kinetycznej Joshua Clay na dokładkę. Jest tu szkoła dla uczniów z nadludzkimi mocami, aż do bólu przypominająca tę, którą założył profesor Xavier, są wspomnienia o pokonaniu Pana Nikt, rozkochana w swoim mężu Arani; słowem - niemalże idylla. Z każdą kolejną minutą seansu będziemy sobie jednak zdawać sprawę, że z nowymi postaciami zdecydowanie coś jest nie tak, a ich sielanka ufundowana jest na kłamstwie. W dodatku przemieszczając się po Doom Manor poczujemy się, jakbyśmy wraz z Jack Nicholson przemierzali słynny już hotel z Lśnienia - tu trupy zdają się czaić w każdej szafie, a traumy bohaterów nabierają nowego kontekstu. Tak, opowieść o walce z Bractwem Zła i przybywającym pod postacią pośladków Panem Nikt doprowadzi nas do śmiechu, ale tylko na krótką chwilę. Jeszcze większą przyjemnością w trakcie seansu stają się bowiem podjazdowe wojenki psychologiczne, wszystkich ze wszystkimi.

Widać je na każdym poziomie: Cliff chce zdobyć wiedzę o córce, Silas przeniknąć do umysłu Vica, Larry ponownie zmaga się z nieproszonym gościem, który zamieszkuje jego wnętrze, a Rita, jak się okazuje, miała w życiu tak pod górkę, że szef wytwórni wykorzystywał ją seksualnie. To wszystko stanowi jednak tylko uwerturę, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak sprawnie zostaje rozpisana psychologia pierwszych członków Doom Patrol - będzie coś niepokojącego w tych sekwencjach, w których dowiemy się, że w rzeczywistości mamy tu do czynienia z chorymi psychicznie starcami. Ujawnienie tego faktu bodajże po raz pierwszy w tym serialu pozwala nam zrozumieć skalę zagrożenia, z jakim przyjdzie się zmierzyć herosom; Pan Nikt nie jest w ciemię bity, a skoro kilkukrotnie wspomina się jeszcze o jego poplecznikach z Bractwa Zła, to jego starcie z siłami dobra może być nawet większe, niż początkowo zakładaliśmy. Nie ma żadnych wątpliwości, że Doom Patrol Patrol ustawia ramy pod decydującą fazę tej rozgrywki i robi to naprawdę przekonująco. W dodatku twórcy znów wkomponowują w historię intrygujące twisty fabularne, by przywołać choćby ten z nie tak znowu nieżywą córką Cliffa.

Ostatni odcinek Doom Patrol pokazuje nam najdobitniej, że jakiekolwiek próby gatunkowego szufladkowania tej produkcji są zwodnicze i nie mają w istocie większego sensu - skoro już scenarzyści bawią się z nami w kotka i myszkę, to wypada jeszcze nieco poczekać, aby przekonać się o ich faktycznych intencjach. Miało być wyłącznie śmiesznie i bezpardonowo, zrobiło się natomiast zupełnie poważnie i to bez zabiegów na siłę dorabiających do opowieści mroczną stylistykę. Najnowsza seria DC Universe stoi paradoksami; powaga miesza się tu z absurdem, chęć do życia z traumą, nadzieja z rozpaczą. Tak, to bez dwóch zdań dom wariatów. Zanim znów wymkną się spod kontroli, trzeba czasem zrozumieć, czemu w ogóle pochłonęło ich szaleństwo. Oby jednak nie za długo; wszak powoli dobijamy już do połowy 1. sezonu.

Źródło: Zdjęcie główne: DC Universe

Doom Patrol

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV