Dziewczyny nad wyraz: sezon 3, odcinek 6 - recenzja

Najnowszy odcinek zabiera widzów we wspomnienia głównych bohaterek, dzięki czemu poznajemy początki ich kariery w magazynie "Scarlet". Ten niecodzienny, jak na ten serial, eksperyment rzuca nowe światło na dziewczyny, które znaliśmy do tej pory.

Ocena recenzenta:
7/10

Najnowszy odcinek zabiera widzów we wspomnienia głównych bohaterek, dzięki czemu poznajemy początki ich kariery w magazynie "Scarlet". Ten niecodzienny, jak na ten serial, eksperyment rzuca nowe światło na dziewczyny, które znaliśmy do tej pory.

Paulina Wiśniewska
Paulina Wiśniewska

Fabuła serialu Dziewczyny nad wyraz kontynuuje dalej wątek ataku hakerskiego na magazyn "Scarlet". Negocjacje widocznie nie sprawdzają się najlepiej i dochodzi do wycieku prywatnej korespondencji e-mailowej wszystkich pracowników. Staje się to punktem wyjścia dla serii mniej lub bardziej interesujących interakcji między postaciami serialu. Część z nich jest faktycznie zabawnych, kilka innych stanowi raczej neutralne uzupełnienie fabuły. Najistotniejszym wydaje się być e-mail Jacqueline, w którym dopuszcza się nieetycznej uwagi wobec jednego ze swoich partnerów zawodowych. I to właśnie przy tej okazji dostajemy flashback z pierwszego dnia stażu Jane w magazynie. Tym samym też obserwujemy początki przyjaźni trójki dziewcząt.

Jest to długa sekwencja, zajmująca znaczną część odcinka. Jest datowana na 2014 rok, co przejawia się zarówno w strojach bohaterek, jak i w muzyce. W tle lecą najpopularniejsze piosenki z tamtego okresu, co jest ciekawym akcentem. Pod względem fabularnym wątek wspomnień wypada dość ckliwie i cukierkowo. Nie można tego nazwać kiczem, ale niektóre sceny na pewno znajdują się niebezpiecznie blisko tej granicy. Widać też transformację charakterów bohaterek. Nie zmienia to faktu, że stanowi to przyjemny kawałek serialowej rozrywki i z łatwością można dać się ponieść wydarzeniom. Nie uważam jednak, by pomysł z flashbackiem był niezbędny na tym etapie serialu. Wydaje się być po prostu ukłonem w stronę fanów i elementem typowo rozrywkowym, a nie koniecznością. Co prawda, dzięki wspomnieniom zapewne lepiej uda nam się zrozumieć wątek Jacqueline i jej ewentualny romans, choć nie do końca jestem przekonana co do tego pomysłu. Warto też dodać, że to właśnie w tej części pojawia się najwięcej elementów, które posiadają wydźwięk motywacyjny. Tym razem serial ma jasny przekaz - ciężką pracą i wytrwałością można osiągnąć sukces.

Odcinek nie jest w stu procentach poświęcony przeszłości. Jak najbardziej są kontynuowane obecne wątki, które powoli komplikują się w dość przyjemny sposób. Dużo czasu poświęcono Jane i jej dziennikarskiemu dochodzeniu. Co prawda nie osiąga żadnych większych sukcesów w pozyskiwaniu informacji, ale jej zawziętość zdaje się rosnąć do nieco niebezpiecznych rozmiarów. Wydaje się, że Jane zmienia swoje priorytety, nie walczy o sprawiedliwość i prawdę, jej motywacje już teraz wydają się mieć podłoże emocjonalne. Jane jest zawzięta i do tego pojawia się pierwsza nuta nienawiści. I mimo że wszyscy dookoła studzą jej zapały, to Jane w dalszym ciągu waha się, czy nie przekroczyć granicy dziennikarskiej etyki. Oliwy do ognia może dolewać fakt, że Ryan jest na nieustannej fali sukcesu, czego nie można powiedzieć o Jane.

Pewnych kłopotów doświadcza również Sutton, choć są one nieco innego kalibru. W tym tygodniu twórcy nie skupiają się za bardzo na jej karierze, ale na kondycji finansowej. Jest to obgadane na kilku poziomach, zarówno we wspomnieniach, jak i poprzez wątek jej matki, a także bezpośrednią konfrontację z Richardem. Najciekawsza jest ta ostania, ponieważ i na tym gruncie twa dwójka bohaterów zmaga się z widocznymi różnicami i póki co ten aspekt ich związku nie był jeszcze w stu procentach adresowany. Jak zwykle i tym razem obyło się bez kłótni i związkowych dramatów, a wyrozumiałość i wsparcie partnerów wylewa się praktycznie z każdej linijki dialogowej. Jeszcze trochę, a zacznę odnosić wrażenie, że Sutton i Richard mają mieć znaczenie terapeutyczne dla tych widzów serialu, którzy zmagają się z różnymi problemami we własnych związkach. Niektóre ze scen wydają się być niczym z filmów instruktażowych poświęconych mediacjom dla par.

Najmniej w odcinku była widoczna Kat, której postać w dużej mierze zmaga się z własnymi uczuciami. Niby gdzieś tam motyw kampanii przewija się w rozmowach, ale największy nacisk położony jest na jej uczucia do menadżerki sztabu wyborczego. Co ciekawe, Tia posiada całkowicie odmienny charakter niż Adena, inne podejście do seksualności, co implikuje inną dynamikę relacji między dziewczynami. Zastanawia mnie tylko, czy cały ten pomysł z kandydowaniem był stworzony tylko po to, by Kat mogła poznać nowy obiekt miłosny, czy twórcy faktycznie zdecydują się popchnąć Kat na serio w stronę polityki. I jeśli tak, to jak bardzo będzie to wpływało na jej pracę w "Scarlet" i czy Kat w ogóle będzie miała szansę zmienić cokolwiek w swojej dzielnicy.

Nie można powiedzieć, że odcinek jest rozczarowaniem. Posiada nieco inną niż zazwyczaj formę, która na pewno znajdzie swoich fanów. W dalszym ciągu jest kolorowo, błyskotliwie, a przyjaźń głównych bohaterek, jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Bez wątpienia tutaj położony jest największy nacisk każdego odcinka, co się opłaca i po prostu obfituje świetnymi scenami. Jak zwykle serial pomija kilka mniej potrzebnych akurat wątków (w dalszym ciągu nie ma żadnej kontynuacji historii Alexa), co czasem pozostawia zwykłe uczucie niedosytu. Powoli daje się odczuć, że serialowi bliżej niż dalej do końca sezonu, ale jest jeszcze wystarczająco sporo czasu by podkręcić trochę akcję. Dlatego czekam cierpliwie i z czystą przyjemnością pozwolę się zaskoczyć.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Dziewczyny nad wyraz

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV