Menu

Recenzja filmu: Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy

Ocena recenzenta:8/10

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy: Powiew świeżości – recenzja

Polskie kino rozrywkowe kojarzy się głównie ze schematycznymi komediami romantycznymi z niemal niezmieniającą się obsadą. Excentrycy to piękny wyjątek, który pokazuje, że trochę polotu i ryzyka może popłacić.

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy to historia Fabiana (Maciej Stuhr), puzonisty jazzowego, który pod koniec lat 50. powraca do Polski z Anglii. Z miłości do swingu zakłada wraz z grupą miejscowych amatorów big band zdobywający duży rozgłos w okolicy. Poznaje również intrygującą Modestę (Natalia Rybicka), wkrótce wokalistkę jego zespołu i kochankę. W tle rozgrywa się zagadkowy wątek szpiegowski.

Film wprowadza widza we wspaniały nastrój dzięki świetnej muzyce, barwnym postaciom i humorowi na wysokim poziomie. Twórcom udaje się uchwycić urok lat 50. – skupiają się na tym, co pozytywne, a jednocześnie nie zapominają i inteligentnie punktują wszelkie absurdy tamtej epoki. Muzykę jazzową przedstawiają jako okno na lepszy świat dla pogrążonej w marazmie i niedoli społeczności małego miasteczka.

Na szczególne pochwały zasługuje obsada. Bardzo dobrze, szczególnie z wokalnej strony, zaprezentowały się Sonia Bohosiewicz i Natalia Rybicka, a rola Macieja Stuhra świetnie wpisuje się w jego emploi. Jednak najciekawiej dzieje się na drugim planie, gdzie plejada aktorów starszego pokolenia kradnie każdą scenę. Szczególnie w pamięć zapada nagrodzony za swoją rolę w Gdyni Wojciech Pszoniak, który odgrywając przez niemal cały film ten sam gag, wywołuje wśród publiczności kolejne salwy śmiechu.

Od strony realizatorskiej film również nie zawodzi. Stroje, które swoją kolorystyką zapewne bardziej oddają realia lat 50. w USA niż w Polsce, cieszą oko. Zdjęcia są estetyczne, skupione na twarzach bohaterów, a zręczny montaż wprowadza niezbędną dynamikę podczas występów scenicznych. Wszystkie partie muzyczne są przyjemne dla ucha i naturalne, wokale nie sprawiają wrażenia nagrywanych w studiu, co jest częstą bolączką filmów muzycznych.

Film ma jednak swoje słabsze strony. Cały wątek szpiegowski, który okazuje się kluczowy dla fabuły, wydaje się za mało rozbudowany i wpleciony trochę na siłę. Również wszystkie momenty, w których twórcy uderzają w poważniejsze nuty, odwołując się do wojny i traum z nią związanych, wydają się nie na miejscu i wyłamują się z lekkiej konwencji filmu.

Czytaj także: Pierwsza recenzja Excentryków

Pomimo tych małych wad Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy to bardzo dobre kino, które ogląda się z nieznikającym z twarzy uśmiechem. Tak jak jazz był powiewem czegoś nowego, pozytywnego w życiu bohaterów, tak samo ten film jest powiewem świeżości w polskim kinie i dowodem na to, że w rodzimej kinematografii jest miejsce na każdy film – pod warunkiem, że jest tworzony z pasją i przez właściwych ludzi.

Zdjęcie główne: autor M. Makowski WFDiF

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze