Przeczytaj w weekend

Fear the Walking Dead: sezon 5, odcinek 6 - recenzja

Nowy odcinek Fear the Walking Dead nudzi i nie oferuje żadnej rozrywki. Do tego twórców ponosi wyobraźnia, której efekty budzą mieszane odczucia. Oceniam najnowszy epizod.

Ocena recenzenta:
5/10

Nowy odcinek Fear the Walking Dead nudzi i nie oferuje żadnej rozrywki. Do tego twórców ponosi wyobraźnia, której efekty budzą mieszane odczucia. Oceniam najnowszy epizod.

Z Fear the Walking Dead zawsze jest ten problem, że trudno traktować ten serial na poważnie. Z jednej strony historia jest pełna dramatów, jak to podczas apokalipsy zombie. Z drugiej przez większość czasu jest po prostu infantylna, a twórców czasem ponosi fantazja w poszukiwaniu oryginalnych pomysłów na stworzenie nowych wątków. I taki był właśnie najnowszy odcinek spin-offu The Walking Dead. W jednym momencie potrafił prawdziwie wzruszyć, a w kolejnym człowiek przecierał oczy w zdumieniu i lekkim zażenowaniu w reakcji na to, co widzi na ekranie. Już pierwsze sceny budziły mieszane uczucia, bo nasi survivalowicze pełni nadziei przyjechali do magazynu, aby naprawić samolot i odlecieć z dziećmi w bezpieczne miejsce. Tylko że całe to podniosłe przemówienie Morgana brzmiało naiwnie i niepoważnie, a nawet jak jakaś parodia. Może to kwestia jego publiczności, która składała się z grupki dzieci. Ale z całym szacunkiem dla tego bohatera - gdyby to Rick Grimes przemawiał, odbiór byłby zupełnie inny. W tym wypadku wyglądało to nieco komicznie.

Podobnie rzecz się ma z najbardziej zapadającą w pamięć sceną w tym odcinku, czyli lotem balonem Stranda i Charlie. Nie wątpię w to, że twórcy celowo chcieli wywołać śmiech na widok gigantycznej butelki piwa przemierzającej horyzont. Dzięki temu też przypomnieliśmy sobie o postaci Jima, który wykazał się heroizmem w poprzednim sezonie. Poza tym pozwoliła na refleksję, dlaczego do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, aby przemieszczać się w tym świecie balonem, ale o klasycznych kształtach. Jednak po tym chwilowym humorystycznym zaskoczeniu przychodzi moment otrząśnięcia się, że Fear the Walking Dead nie jest komedią. Im dłużej trwały te sceny, tym bardziej powodowały konsternację i zażenowanie. Nie wspominając już o słabych efektach komputerowych, gdzie zielone tło z kosza, w którym znajdowali się aktorzy, niemal biło po oczach. Tak samo szybko, jak balon spadł na ziemię, tak przestał śmieszyć ten motyw, który można wręcz nazwać błazenadą.

Wcale nie lepiej prezentuje się wątek Grace, która odkryła, że reaktor znowu może skazić okolicę. Wydawało się, że napromieniowani zarażeni to jednorazowa historia, która nawet była na swój sposób interesująca. Dobrze też było poznać odpowiedź na to, co podczas apokalipsy stało się z elektrowniami atomowymi, podobnie, jak kiedyś wyjaśniono nam, co się stało z ludźmi przebywającymi w stacji kosmicznej na orbicie. Fani komiksu czy serialu są ciekawi takich rzeczy, ponieważ to rozszerza to uniwersum. Natomiast chyba niepotrzebnie twórcy forsują temat skażenia oraz tej bohaterki. To nie jest Czarnobyl, gdzie podczas oglądania to zagrożenie wydaje się niemal namacalne, dzięki niesamowitemu, niepokojącemu klimatowi serialu. W Fear the Walking Dead nawet zainfekowani nie stanowią już tak wielkiego problemu do pokonania, a co dopiero mówić o niewidzialnym niebezpieczeństwie dla życia. To nie jest dobry kierunek, w którym zmierza ten serial, ponieważ nie jest on ani atrakcyjny, ani intrygujący.

Obok tych komediowych i nieprzekonujących motywów Fear the Walking Dead potrafił też w tym odcinku uderzyć w emocjonalne struny. Scena, gdy Annie opowiadała Alicii o stracie rodziców, była wzruszająca i pełna cierpienia. Bailey Gavulic zagrała w niej znakomicie i hipnotyzująco. Od początku wyróżniała się z tej grupy dzieci, ale teraz pokazała pełnię swojego nieprzeciętnego talentu. Dobrze też jej akompaniowała Alycia Debnam-Carey, dzięki czemu ta historia dogłębnie poruszała.

Niestety pozostałe wątki nudziły lub były po prostu przegadane. Nawet wyprawa Johna i Dwighta w poszukiwaniu śladów Sherry nie wzbudzała zainteresowania. Także nawiązanie do historii z The Walking Dead nie spowodowało szybszego bicia fanowskiego serca. Do tego ich wątek rozwinął się w przewidywalny sposób, bo Dorie odnalazł ostatni list do Dwighta, w którym jego żona prosi go o zaprzestanie jej poszukiwań. Nie jest też niespodzianką, że nasz kowboj skłamał na temat listu. Pozostaje nam tylko czekać, aż prawda wyjdzie na jaw, co zapewne doprowadzi do konfliktu z grupą i kolejnych łatwych do przewidzenia wydarzeń. Obym się myliła, bo przewidywalność to gwóźdź do trumny dla tego serialu w obliczu błyskawicznie pogarszającego się poziomu sezonu.

Najnowszy odcinek Fear the Walking Dead spowodował we mnie mieszane odczucia. Z jednej strony zaimponowała mi scena z Annie, której historia chwyciła za serce. Ale z drugiej strony te dziwaczne pomysły z balonem, powrotem Grace czy naprawą zniszczonego samolotu nie przypadły mi do gustu. Ale co do jednego za pewne będziemy wszyscy zgodni – to był nudny i przegadany epizod, w którym zabrakło szwendaczy. Na pewno w kolejnym odcinku obejrzymy kilka makabrycznych scen z zabijaniem zombie – cliffhangerowa końcówka obiecuje nam taki przebieg wydarzeń. Ale czy Fear the Walking Dead zaoferuje dobrą rozrywkę? Miejmy taką nadzieję, bo cierpliwość fanów powoli się wyczerpuje.

Fear the Walking Dead

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV