Flash #02: Pęd ciemności – recenzja komiksu

Po wspaniałym starcie najszybszy człowiek świata potyka się na pierwszym zakręcie. Recenzujemy drugi tom Flasha z DC Odrodzenia.

Ocena recenzenta:
5/10

Po wspaniałym starcie najszybszy człowiek świata potyka się na pierwszym zakręcie. Recenzujemy drugi tom Flasha z DC Odrodzenia.

Mateusz Horbaczewski
Mateusz Horbaczewski

Istnieje wiele sposobów na pozbawienie superbohaterów ich potęgi. Począwszy od związanego z postacią odpowiednika kryptonitu, przez wymyślne pułapki po zwyczajne dorównanie rywalowi siłą mocy negującej jego zdolności. Druga odsłona Flasha wydana w serii DC Odrodzenie próbuje tego ostatniego, doprowadzając do starcia z tytułowym Flash #02: Pęd ciemności.

Na początku tomu dochodzi do konfliktu między Kid Flashem a jego mentorem. Chłopak jest sfrustrowany tym, że Flash nie chce ujawnić mu swojej tożsamości. Barry Allen tymczasem jest zły na podopiecznego za to, że jego działania zagrażają cywilów oraz na to, że chłopak ignoruje swoje codzienne obowiązki, żeby nosić maskę i walczyć z przestępczością. Barry odmawia dalszego trenowania Wally’ego. Kid Flash, chcąc udowodnić, że nie potrzebuje nauczyciela, zamierza w pojedynkę rozwiązać zagadkę tajemniczego cienia, który widziano na ulicach Central City.

Cień okazuje się być Shade’em, zreformowanym złoczyńcą, który stracił kontrolę nad swoją mocą. Należąca do niego wcześniej Ciemność zmusza go do czynienia potworności. Shade, Barry i Wally wpadają w mroczną pułapkę.

W porównaniu do The Flash, Vol. 1: Lightning Strikes Twice, kolejna przygoda Flasha nie przekonuje. Oczywiście, można się kłócić, że Piorun był kolejną historią o walce bohatera ze złym sprinterem, ale to, jak zarysowano postacie Godspeeda czy Meeny, a także relację najszybszego człowieka świata z Wallym, sprawiało, że nabrała wyrazu.

Właśnie tego brakuje w drugim tomie – interesujących bohaterów. Bezosobowi złoczyńcy, tacy jak wyzwolona Ciemność nie są i nie mogą być przekonujący. Z tego powodu, najnowszy adwersarz Flasha jest niczym odpowiednik „kosmicznej chmury”, która pojawiła się w kilku nieudanych filmach opartych o komiksy. Ciemność wybiera sobie parę „awatarów”, przez które komunikuje się z bohaterami, rzucając swoje zwyczajowe groźby. Może chociaż ta dwójka jest interesująca? Niestety, wybór tych postaci nie mógłby być bardziej sztampowy. Cała główna historia jest jak niewielki epizod z treningu Wally’ego, który spokojnie mógłby się zmieścić w jednym zeszycie zamiast zajmować większość tomu. Dialogi również są dość pretensjonalne, a szczytem tego jest „naukowa” prawda wypowiedziana przez jedną z postaci: „pęd ciemności jest równy prędkości światła”.

Znacznie lepiej prezentuje się zamykający tom rozdział, w którym Barry i Iris wybierają się na randkę, a Kid Flash broni miasta pod nieobecność mentora. Chociaż trudno potraktować poważnie to, że młodzieniec nadal nie zgadł, że przyjaciel ciotki jest również starszym sprinterem, superbohaterowie przyzwyczaili nas do tego typu zabiegów. Pomijając to, dostajemy ciekawą historię, w której Flash wreszcie może pogodzić się z tragiczną utratą Meeny i nawiązuje bliższą relację z Iris. Wally tymczasem wykazuje się jako prawdziwy bohater Central City, powstrzymując kryminalistów zagrażających miastu.

Ilustracje prezentują się marnie. Chociaż są lepsze i gorsze momenty, rysunki są na ogół sztywne. Sprinterzy w biegu wyglądają przesadnie statycznie, jakby stali, a linie często układają się w dziwaczne krzywizny. Kamienne twarze postaci dodają wrażenia sztywności. Ostatni rozdział prezentuje się lepiej również na tym polu.

Ponieważ randka z Iris to ostatni rozdział tomu, pozostaje mieć nadzieję, że historia Shade’a była tylko krótkim potknięciem w biegu Flasha.


Poznaj klawiaturę multimedialną Logitech K400+

Źródło: fot. Egmont

Flash #02: Pęd ciemności

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV