Przeczytaj w weekend

Flash: sezon 5, odcinek 16 – recenzja

Twórcy odpowiadający za serial The Flash długo kazali czekać na dobry epizod, ale w końcu ten długo wyczekiwany moment nastąpił. A przecież każdy z nas miał obawy, że cały sezon zostanie spisany na straty.

Ocena recenzenta:
7/10

Twórcy odpowiadający za serial The Flash długo kazali czekać na dobry epizod, ale w końcu ten długo wyczekiwany moment nastąpił. A przecież każdy z nas miał obawy, że cały sezon zostanie spisany na straty.

Paweł Szałankiewicz

Paweł Szałankiewicz

Tagi:  flash 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Na wstępie warto zaznaczyć jedno – to być może chwilowa zwyżka, jednoodcinkowy prezent, który stacja The CW postanowiła litościwie podarować tym mniej oddanym fanom serialu, w końcu ci ocierający się wręcz o fanatyczne uwielbienie łykną wszystko. Niemniej w tym sezonie The Flash miał wyraźny i bolesny spadek formy. Mało intrygujący Cykada, zbędna często wielowątkowość każdego epizodu i niezwykle marni (może z jednym, dwoma wyjątkami) przeciwnicy odcinka. Brak pomysłu na poprowadzenie 23-odcinkowego sezonu był widoczny, jak księżyc w pełni. Czasem zdarzały się wyjątki, jak ostatni odcinek ze starciem King Sharka z Groddem, ale była to kropla w morzu niedoskonałości, jakie oferował serial. Stąd też miłym, a na pewno dużym zaskoczeniem, był najnowszy epizod „Failure Is an Orphan”. Nasi bohaterowie postanowili w nim spróbować się dogadać z Cykadą i zaoferować przetestowany na King Sharku lek dla metaludzi. Zapowiadało się na kolejny odcinek z cyklu „już go mamy w garści, ale…” z tą różnicą, że wykonanie było o wiele lepsze, niż zazwyczaj. Naturalnie ktoś powie, że to nadal nie był wysoki poziom, jaki znaliśmy z poprzednich sezonów, ale naprawdę – na tym ogromnym bezrybiu wszystko wygląda jak wielka, soczysta ryba.

Wracając do wykonania, to owszem, dostawaliśmy podobne zestawy rodzinnych rozmów i zależności, ale tak jak wcześniej wiało z nich brakiem autentyczności, by nie powiedzieć nudą, tak teraz każda rozmowa – Iris z Norą, Joeya z Cecille czy w końcu Barry’ego z Orlinem miały tę nutę szczerości, jakiej brakowało w wielu odcinkach. Sama akcja (dzięki bogu skupiająca się tylko na jednym wątku) choć niespieszna, dawała uczucie pewnego napięcia. Owszem, z tyłu głowy mieliśmy gotową już odpowiedź na pytanie: „Co może się nie udać?”, ale mimo to przeważała nuta zainteresowania, jakiej chyba dawno nie odczuwaliśmy przy tym serialu. Oczywiście w standardzie (bo w końcu to dopiero 16 odcinek tego sezonu) było to, że coś się właśnie musiało nie udać i przeszkodzić w realizacji planu, nad którym nasi bohaterowie pracowali od dłuższego czasu. Zaskoczeniem w tym była postać, która zniwelowała cały wysiłek, czyli druga Cykada. Ten twist mógł zaskoczyć, choć od momentu pojawienia się jej na ekranie miało się niejasne przeczucie co do tego, kto skrywa się pod maską. Twórcy mogli się w tym momencie pokusić o przeciągnięcie tego motywu do kolejnego odcinka, ale prawdę mówiąc, jeśli czegoś mogliśmy być tym razem pewni, to tego, że tożsamość kolejnej Cykady poznamy szybciej niż Flash swoje moce.

Failure I san Orphan miał w sobie oczywiście wiele niedoskonałości i nielogiczności (Flash przenoszący Cykadę do STAR Labs, choć przecież w jego pobliżu każdy meta traci moce), jednak tym razem nie rzucały się tak mocno w oczy, jak to zazwyczaj bywało. No ale to zasługa zdecydowanie bardziej dopracowanego scenariusza oraz samej realizacji tego odcinka w porównaniu z wieloma poprzednimi. Czy to więc zwiastuje więcej emocji w kolejnych? Niekoniecznie, choć oczywiście mogę się mylić. Niemniej lepiej nie robić sobie nadziei, żeby się ponownie nie rozczarować, zwłaszcza że w tym sezonie to uczucie towarzyszyło nam aż za często. Dlatego cieszmy się choć przez chwilę i z niepokojem wyczekujmy kolejnego odcinka przygód Flasha i spółki.

Źródło: zdjęcie główne: Jeff Weddell/The CW

Flash

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV