Hellblazer. Tom 1 – recenzja komiksu

Hellblazer, czyli dobrze znany także miłośnikom filmów John Constantine, to postać kultowa. Recenzujemy pierwszy tom serii ze scenariuszem Briana Azzarello.

Ocena recenzenta:
8/10

Hellblazer, czyli dobrze znany także miłośnikom filmów John Constantine, to postać kultowa. Recenzujemy pierwszy tom serii ze scenariuszem Briana Azzarello.

Tymoteusz Wronka

Tymoteusz Wronka

Tagi:  Brian Azzarello 

Hellblazer, początkowo stworzony jako poboczna postać przez Alana Moore’a, z czasem stał się bohaterem pierwszoplanowym, a komiksy o nim tworzyło wielu wielkich twórców ze świata powieści graficznych. Pierwszy tom integrali z jego przygodami zawiera historie napisane blisko dwie dekady temu przez Briana Azzarello.

Na tom składają się trzy długie opowieści uzupełnione o dwie „jednostrzałówki” (sympatyczne, budujące klimat i tło, ale z punktu widzenia narracji tomu pomijalne). Wpierw otrzymujemy Ciężki wyrok, w którym Constantine trafia do amerykańskiego więzienia. Jak ono wygląda od środka widzieliśmy w popkulturze już wielokrotnie i w związku z tym nie będziemy zaskoczeni. Jednakże zupełnie inne odczucie będzie towarzyszyło temu, jak bohater sobie będzie radził wśród więziennych układów.

W drugiej opowieści zatytułowanej Dobre chęci bohater trafia na amerykańską prowincję, napotyka starych znajomych i wpada w sam środek układu, którego nie rozumie. To klimatyczna opowieść częściowo dekonstruująca amerykański mit, a jednocześnie przynosząca niejedno fabularne zakończenie. Ostatnia większa opowieść to Piekło zamarznie…, czyli opowieść nieco w stylu Parszywej ósemki Quentina Tarantino. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona przez śnieżną zamieć w przydrożnym zajeździe. Niemal każdy skrywa jakąś tajemnicę, pojawia się trup, jest też stosowna legenda budząca grozę. Całość jest rozegrana zgrabnie, z odpowiednią dozą napięcia.

Poszczególne historie zilustrowali inni graficy. Najmniej odpowiadały mi pierwsze ilustracje, autorstwa Richarda Corbena. Z jednej strony udające realizm, z drugiej strony przerysowane, wręcz karykaturalne. Zupełnie inaczej wyglądają plansze tworzone przez Marcelo Frusina, ze znacznie bardziej wyrazistą kreską, grą cieniami i uproszczonymi kadrami. Jedną historię rysował Steve Dillon i nie ma tu zaskoczeń – jeśli znacie Kaznodzieję, to dokładnie wiecie, czego można się spodziewać. Z kronikarskiego obowiązku warto jeszcze wspomnieć o zeszycie Pierwszy raz, w którym przedstawiony jest epizod z dzieciństwa Constantine’a. Rysował go Dave V. Taylor, ale niczym specjalnym się nie wyróżnił.

Kilkanaście lat temu przeczytałem serię Azzarello w oryginale. Teraz, w polskim przekładzie, czegoś mi brakowało. Choć Paulina Braiter to bardzo dobra tłumaczka, to jednak niektóre rzeczy są bardzo trudne do oddania. Constantine w Stanach wyróżnia się swą brytyjskością, także w sposobie wysławiania się. W polskim wydaniu praktycznie nie jest to zauważalne, choć jest to „widoczne” dla innych bohaterów tej opowieści.

Hellblazer od Azzarello to seria nietuzinkowa, stojąca gdzieś na pograniczu kryminału noir, obyczajówki i opowieści grozy. Przy czym ta ostatnia, jako element nadnaturalny, pojawia się sporadycznie i wcale nie stanowi motoru dla fabuły. To prędzej ozdobnik, od czasu do czasu czynnik sprawczy, ale tak naprawdę najbardziej przerażający w tym komiksie potrafią być po prostu ludzie.

Źródło: fot. Egmont

Hellblazer. Tom 1

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV