Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
7/10

Inwazja porywaczy ciał – recenzja książki

Recenzujemy klasyczną, ekranizowaną powieść science fiction Jacka Finneya pt. Inwazja porywaczy ciał. Przeczytajcie.

Inwazja porywaczy ciał to klasyk science fiction jakich mało. Historia o kosmitach, którzy pod osłoną nocą zamieniają ludzi w ich niemalże idealne, choć pozbawione emocji kopie wykluwające się z kosmicznych „strąków”, silnie przemawiała do czytelników, tym bardziej, że została napisana w 1954 roku w środku „zimnej wojny”, gdy Wschód z Zachodem zerkali na siebie podejrzliwie. I chociaż od powieści znacznie bardziej popularne okazywały się jej kolejne ekranizacje (m.in. z 1956 roku w reżyserii Dona Siegela z Kevinem McCarthym w roli dr Bennella, czy znacznie bardziej znana – z 1978 roku w reżyserii Philipa Kaufmana z Donaldem Sutherlandem w roli głównej), czasami warto sięgnąć do oryginału. Tym bardziej, że ku zaskoczeniu czytających, powieść kończy się happy endem, niespotykanym w filmach.

Historia małomiasteczkowego lekarza Milesa Bennella i jego byłej (oraz być może przyszłej) ukochanej Becky, zaniepokojonej dziwnym wydarzeniami rozgrywającymi się w Mill Valley toczy się niespiesznie. Nawet, gdy z czasem wydarzenia nabierają tempa, a czający się w tle niepokój powinien wysunąć się na pierwszy plan, spokojny, leniwy sposób narracji gasi grozę i nie wywołuje żywszych emocji, prawie jak u podmienionych przez kosmitów mieszkańców miasteczka. Czytelnik bardzo chciałby się przestraszyć, ale ma z tym niejaki problem.

Inwazja porywaczy ciał - okładka
Źródło: Vesper

Albowiem Inwazja porywaczy ciał odrobinę trąci ramotką. Jack Finney napisał swoją historię solidnie, według wszelkich porządnych standardów fabuły i dialogów, bez niepotrzebnych dłużyzn (nie licząc społeczno-filozoficznych wtrętów głównego bohatera), ale czegoś w niej brakuje. Jego opowieść przypomina czarno-biały film klasy B, do którego można żywić sentyment, ale przy oglądaniu miejscami dyskretnie ziewamy. Biorąc pod uwagę, że teoretycznie mamy do czynienia z krwistym, przerażającym horrorem, nie jest to najlepsza rekomendacja.

Znasz tę książkę?

Oceń:

0,0

Mimo to należy docenić starania wydawnictwa Vesper, przywracającemu klasykom SF odpowiedni blask (patrz niedawno wydana, pięknie ilustrowana Wojna światów H. G. Wellsa) i warto przeczytać Inwazję porywaczy ciał, by cofnąć się w czasie i przekonać, jak pisywano podobne dzieła na początku lat 50-tych ubiegłego wieku – solidnie, acz bez większego polotu. Zdecydowanie warto również docenić czarno-białe, ciut komiksowe grafiki (i okładkę) Piotra Herli, doskonale wpasowujące się w klimat historii i podkreślające jej staromodny mrok.

A po lekturze, na wszelki wypadek dokładniej przyjrzyjmy się rodzinie i znajomym – czy aby na pewno zachowują się tak, jak powinni?

Źródło: fot. Vesper

Poznaj recenzenta

Monika Kubiak
Bibliotekarka, żona, matka oraz mól książkowy, nerd filmowy i autorka licznych, nie do końca przyzwoitych fanficków ze świata Supernatural.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Przeraża czy nie? Venom…

Do sieci wyciekło zdjęcie, na którym pojawia się filmowy Venom - materiał pochodzi z zaprezentowanego…

Piotr Piskozub
-

Najlepsza rzecz na SDCC 2018? Thanos…

Na Comic-Conie w San Diego pojawił się kolejny materiał z MCU - widnieje na nim…

Michalina Reda
-

[SDCC 2018] Grupa nowych złoczyńców w…

W tym roku swoją premierę będzie miał 2. sezon serialu Iron Fist. Poza teaserem, do…

Piotr Piskozub
-

Bracia Russo nie chcą oglądać się…

Bracia Russo udzielili wywiadu, w którym poruszyli kilka kwestii związanych z przyszłorocznym filmem Avengers 4.

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Słynny pierścień, złoczyńca obsadzony.…

Na Comic-Conie w San Diego odbył się panel poświęcony serialowi Flash. Zaprezentowano zwiastun 5. sezonu…

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Nowy kostium i transgenderowa…

W trakcie Comic-Conu w San Diego zaprezentowano zwiastun 4. sezonu Supergirl - poznaliśmy również kilka…

Co o tym sądzisz?