Kroniki Shannary: sezon 2, odcinek 5 i 6 – recenzja

Kolejne dwa odcinki serialu przynoszą pozytywne zaskoczenie. Po tym, co twórcy serwowali nam w poprzednich tygodniach oczekiwania wobec nowych epizodów były niezwykle niskie. Jednak tym razem mamy znaczny wzrost jakości, niemal pod każdym względem. Jeżeli uda się utrzymać tendencję wzrostową, to finał może nam dostarczyć to, co serial powinien mieć do zaoferowania od samego początku.

Ocena recenzenta:
7/10

Kolejne dwa odcinki serialu przynoszą pozytywne zaskoczenie. Po tym, co twórcy serwowali nam w poprzednich tygodniach oczekiwania wobec nowych epizodów były niezwykle niskie. Jednak tym razem mamy znaczny wzrost jakości, niemal pod każdym względem. Jeżeli uda się utrzymać tendencję wzrostową, to finał może nam dostarczyć to, co serial powinien mieć do zaoferowania od samego początku.

Maciej Lehmann

Maciej Lehmann

Tagi:  kroniki shannary 

Odcinki zostały wyemitowane razem, co okazało się bardzo dobrym zagraniem. Fabuły w nich zawarte są ze sobą ściśle związane i znacznie lepiej funkcjonują jako jedna dłuższa historia. Dzięki temu dostajemy twór bardziej spójny i przemyślany, który dostarcza rozrywki na znacznie wyższym poziomie niż dotychczasowe odsłony tej produkcji. Poprawę można zaobserwować w każdym wątku. Większość elementów została dopracowana i sprawia o wiele lepsze wrażenie. Twórcy nie serwują nam już bezsensownych zachowań bohaterów, a wydarzenia nie są w pełni przewidywalne, jak do tej pory. To powoduje, że widz angażuje się w to, co ogląda i znudzenie seansem znika.

Nie da się ukryć, że dotychczas najciekawszą postacią była Eretria – świetnie wykreowana przez Ivanę Baquero. Teraz scenarzyści nadają jej jeszcze większego znaczenia, a jednocześnie odkrywają przed nami informacje, które budzą mieszane odczucia. Z jednej strony poznajemy pewne elementy z przeszłości, które w umiejętny sposób rozbudowują zaplecze emocjonalne Eretrii. Z drugiej zaś to, co obserwujemy na ekranie sugeruje nam, że twórcy ponownie podążają w kierunku, jaki był obecny w sezonie pierwszym. Mianowicie chodzi o wizje jednoznacznien wskazujące, iż była wędrowczyni wraz z powrotem Czarnoksiężnika stanie się jego pionkiem. Jak wiemy, w przypadku Bandona nie wyszło to najlepiej, więc i tym razem można mieć obawy przed skierowaniem tego wątku na ograne schematy i nieciekawe zagrania.

Twórcom w końcu udało się zainteresować widza wątkiem Wila. Shannara wraz z Allanonem i Mareth dociera do Paranoru, aby uratować swego wujka. Mimo że zawarto w tej sekwencji wiele interesujących elementów oraz wartką akcję, to i tak pojawiły się typowe dla serialu błędy. Zostajemy zabrani w podróż do przeszłości, gdzie poznajemy ojca oraz matkę Wila. Całość poprowadzono poprawnie, dostarczając nam nowych informacji na temat głównego bohatera. Wpłynęło to również na rozwój samego bohatera. Przechodzi on pewną przemianę, tworząc sobie nowe spojrzenie na rodziców, co w pewnym sensie zaspokaja jego wewnętrzny gniew wobec ojca. Nie do końca przekonuje nagła zmiana stosunku bohatera do magii. Od początku sezonu był do niej negatywnie nastawiony ze względu na śmierć Amberle. Jednak tutaj przedstawia swemu ojcu magię, a nawet zachęca go do niej i jego przeznaczenia. Nie jest to najlepszy pomysł, ponieważ nie ma swojego uzasadnienia w żadnych wydarzeniach i dzieje się nagle.

Również nie za dobrze wypada zaakcentowanie romantycznego charakteru ich relacji między Wilem a Mareth. Było to oczywiste niemal od samego początku, jednakże twórcy poruszają się tutaj po znanych kliszach i w żaden sposób nie starają się tego urozmaicić. Można mieć nadzieję, że twórcy zaskoczą nas w kolejnych epizodach, wprowadzając pewną świeżość i nieoczekiwane zagrania.

Ciąg dalszy akcji rozwija się już w przewidywalny sposób, aczkolwiek posiadają sprawną realizację i mimo że przypuszczamy, co dalej się wydarzy, możemy czerpać przyjemność z oglądania. Całe starcie z Bandonem prezentuje się znacznie lepiej pod względem technicznym niż walki z poprzednich epizodów. Dość spodziewane było także uśmiercenie Flicka, które jest kolejnym bodźcem do działania dla głównego bohatera. Mimo że sama postać wuja była nam raczej obojętna, to z samej sceny udało się wykrzesać odrobinę emocji. W końcu scenarzyści nadali głębi Wilowi, a wszystkie wydarzenia dają się wykazać aktorsko Austionowi Butlerowi.

W przypadku Bandona można zaobserwować niewielką poprawę. Bohater już ostatnio nabrał trochę charakteru i pewnego wymiaru, który zmienił postrzeganie go jako zwykłego antagonisty, pozbawionego jakichkolwiek motywacji. Rozmowa z Allanonem pogłębia jego charakter i nadaje mu pewnego tragizmu. Jeżeli twórcy nie popadną w schematy, które są przez nich bardzo często wykorzystywane, to ten wątek może rozwinąć się w ciekawym kierunku.

Wątek Jaxa rozbudowuje się w sprawny sposób, jednak w żadnym stopniu nie wychodzi poza ramy schematów. Twórcy usilnie próbują go przeciągnąć na dobrą stronę, wybielając jego czyny i starając się usprawiedliwić jego „zawód”. Dodają do jego sylwetki kolejne tragiczne wydarzenia, które wywierają na niego wpływ i kształtują obecny charakter. Działa to poprawnie, jednakże nie oferuje niczego nadzwyczajnego.

Niestety, w przypadku generała Rigi twórcy poszli w najmniej ciekawym kierunku, całkowicie spłycając bohatera i sprowadzając go do typowego przeciwnika. Jego jedynym motywem działania jest pozbycie się magii – według niego to ona odpowiada za wszelkie zło. Twórcy nie potrafili wyhodować pięknego drzewa z tak ciekawego ziarenka, co niestety skutkuje obojętnością względem bohatera. Trudno zobaczyć w nim coś innego niż trybik napędzający wydarzenia w zamku Tamlin.

Natomiast w Leah twórcy intrygująco prowadzą relację Andera z Lyrią. Zawierają oni sojusz w celu ochrony swoich ludzi. Dynamika między postaciami jest w stanie zaciekawić, dzięki temu widz kibicuje rozwojowi tej komitywy. Jednak szybko nasze oczekiwania zostają ostudzone przez wspomniane wyżej wydarzenia. Są one kluczowe dla fabuły i będą miały spore konsekwencje w kolejnych odsłonach The Shannara Chronicles. Twórcy udowadniają tutaj, że nadal są w stanie nas zaskoczyć i nie boją się podejmować radyklanych decyzji, które mogą znacznie przyspieszyć akcję. Na ekranie sprawdza się to naprawdę dobrze i oferuje emocje, których tak mocno brakowało w poprzednich odcinkach.

Także strona techniczna prezentuje się lepiej niż dotychczas. Sekwencje walk mają bardziej dopracowaną choreografię, a praca kamery nie jest tak chaotyczna, przez co sceny są bardziej przystępne. Efekty specjalne wydają się doszlifowane albo po prostu można było się do nich przyzwyczaić.

Serial w końcu oferuje nam coś, co dostarcza rozrywki na odpowiednim poziomie. Podczas tych dwóch odcinkach można czerpać przyjemność bez zgrzytania zębami. Zaprezentowana historia jest bardziej dopracowana i spójna. Bohaterowie są rozwijani – póki co – w ciekawym kierunku, a przynajmniej większość z nich. Dalsze wydarzenia również zapowiadają się intrygująco i jeżeli twórcy dalej utrzymają ten poziom, to możemy dostać naprawdę dobre zakończenie drugiego sezonu.

Paranor

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV