Kwiat szczęścia - recenzja filmu [TOFIFEST 2019]

Kwiat szczęścia to jeden z najbardziej nietypowych filmów, jakie obejrzałem na Tofifest 2019. Jessica Hausner zrobiła coś bardzo specyficznego, ale czy dobrego?

Ocena recenzenta:
6/10

Kwiat szczęścia to jeden z najbardziej nietypowych filmów, jakie obejrzałem na Tofifest 2019. Jessica Hausner zrobiła coś bardzo specyficznego, ale czy dobrego?

Adam Siennica

Adam Siennica

Tagi:  tofifest 2019 

Kwiat szczęścia to bardzo nietypowy film, który został zrealizowany w specyficznym stylu. Jessica Hausner opowiada historię tytułowego kwiatu, który jest eksperymentem naukowym mającym za zadanie poprawiać nastrój właściciela. Można by pomyśleć, że z takiej opowieści niewiele jest do wyciągnięcia, ale czeka nas tu istna gatunkowa mieszanka dramatu, horroru ze szczyptą sci-fi i thrillera konspiracyjnego. Nic jednak nie jest w tym jednoznaczne i oczywiste, a to sprawia, że seans staje się intrygującym doświadczeniem.

Cała ustalona konwencja jest bardzo specyficzna i można uznać, że Jessica Hausner świadomie prowadzi aktorów w określony, trochę mechaniczny sposób, gdzie na pierwszy rzut oka może wydawać się, że aktorsko nie dzieje się tam wiele, ale to mylne wrażenie. Widać to w osobie Emily Beecham (fani seriali znają ją z Into the Badlands), która w roli głównej bohaterki staje się fascynującą postacią kobiety, która wplątuje się w wielkie problemy. Beecham podkreśla wiele niuansów i emocjonalnych subtelności, które perfekcyjnie są wyłapywane przez oko kamery. Czuć, że w tym wszystkim kryje wiele niejednoznaczności, które są przez nią podkreślane pozornie prostymi narzędziami. Co prawda, pozostali bohaterowie, choć są podobnie "mechaniczni" (czasem ekspresją przypominają zombie, ale o tym więcej w dalszej części recenzji), to mimo wszystko stają się tłem dla Beecham, której historia jest w centrum wydarzeń. Nawet partnerujący Ben Whishaw jest tak jakby narzędziem fabuły, a nie jej pełnoprawnym graczem.

Czuć, że Jessica Hausner wydaje się być w jakimś stopniu zafascynowana kulturą japońską. Czuć to w muzyce (użycie określonej stylistyki i tradycyjnych instrumentów) oraz w inspiracjach tym, jak Japończycy poważnie i ciekawie traktują symbolikę kwiatów. Są to oczywiście niedosłowne zaczerpnięcia, ale zdecydowanie odczuwalne. Jest to element budujący trochę hipnotyczny klimat opowieści, który zdecydowanie udziela się podczas seansu,

W tym wszystkim jest oczywiście więcej treści, bo to nie tylko kwestia sztucznie stworzonego kwiatu, który zaczyna przejmować kontrolę nad ludźmi. Jessica Hausner w bardzo niekonwencjonalny sposób wykorzystuje tropy gatunkowe, aby poruszyć pewne kwestie rzeczywistości, bo ta historia wydaje się skora do rozmaitych interpretacji. Być może dostrzegalny wnioski mogą wydawać się dziwne i banalne, ale reżyserka solidnie stara się je kształtować, pozwalając widzom dostrzec własną wersję celu tej fabuły. Z jednej strony jest to oczywista krytyka korporacji dążących do zysku za wszelką cenę, a z drugiej kwestia ludzkiego szczęścia i tego, jak go osiągamy. Główna bohaterka dąży do niego poprzez pracę, ale konsekwencją są nadszarpnięte relacje z synem. Problem prostego i naturalnego osiągania prawdziwego szczęścia jest jakąś oznaką naszych czasów, bo to uczucie gdzieś umyka w pogoni za szybkim tempem życia i pieniędzmi. Skoro zabójczy kwiat ma poprawiać nastrój i dawać to pozytywne uczucie, czy zatem Kwiat szczęścia jest krytyką sztucznego poprawiania nastroju? Hausner, pokazując postaci 'przejętych' przez kwiatki, może sugerować, że są prawie że zombie. Niby tacy sami, ale nie do końca. Nawet kwestia terapii głównej bohaterki jest postawiona w negatywnym świetle. Z tym można mieć problem, bo reżyserka nie proponuje klarownego wniosku, który powinien się nasunąć po obejrzeniu. Brak czytelności tego aspektu może spowodować, że pojawią się krzywdzące i błędne interpretacje. 

Być może ewentualne kolejne seanse dałoby lepszy obraz całokształtu tej historii, ale Kwiat szczęścia nie jest lekkim i przyjemnym filmem, motywującym do takiego rozwiązania. Ogląda się go z zaciekawieniem, a nietypowe inspiracje horrorem dają film pobudzający ciekawość. W tym wszystkim jednak trochę brakuje emocji, a sama Emily Beecham to za mało, by trafić w punkt. Kwiat szczęścia ma zbyt wiele nierówności popadających w skrajności, co samo w sobie jest ciekawe, ale ostatecznie daje zaledwie niezłą rzecz.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Kwiat szczęścia

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV