Listopad - recenzja komiksu

Listopad, wydany w Polsce przez timofa i cichych wspólników, w zamiarze miał stać się minimalistyczną, dającą do myślenia opowieścią o bohaterze, z którym wielu mogłoby się utożsamić, współczuć i emocjonalnie zaangażować. Czy Sebastià Cabot stworzył historię na miarę m.in. Mooncopa Toma Gaulda?

Ocena recenzenta:
5/10

Listopad, wydany w Polsce przez timofa i cichych wspólników, w zamiarze miał stać się minimalistyczną, dającą do myślenia opowieścią o bohaterze, z którym wielu mogłoby się utożsamić, współczuć i emocjonalnie zaangażować. Czy Sebastià Cabot stworzył historię na miarę m.in. Mooncopa Toma Gaulda?

Fabuła komiksu opowiada o Gusie, który pracując w sklepie ze starymi płytami, marzy o wydaniu własnego dzieła i zostaniu sławnym pisarzem. W trakcie kolejnych etapów historii poznajemy jego najbliższe otoczenie, zdolności społeczne i intymne problemy. Jak można się spodziewać, jego życie nie układa się do końca tak, jakby to sobie wyobrażał.

            Sebastia Cabot pisząc i tworząc tę powieść, zapewne korzystał z autobiograficznych wątków, przez co wydawać by się mogło, że będzie to bardzo emocjonalna, pozbawiona złudzeń historia, jednak autor tka całość w jedną, pozbawioną większych zaskoczeń kliszę. Może wynika to z moich oczekiwań, ale naprawdę poczułem się zawiedziony, a momentami nawet zażenowany, np. w momencie, gdy słowa piosenek podkreślają sytuację, którą widzieliśmy i naprawdę nie jest potrzebny dodatkowy komentarz wokalisty. Trochę przypomniało mi to, trudną do wymazania z pamięci, scenę ze Strażników, gdzie Hallelujah Leonarda Cohena oraz efekty specjalne, mają dodać efektowności scenie miłosnej między Black Owlem i Jupiter (co ostatecznie wypala oczy i uszy).

            Od strony graficznej trudno jest mi się przyczepić, ponieważ kolorystycznie całość naprawdę zachowuje spójność, jednak oczywiście nietrudno zauważyć, że twarze poszczególnych bohaterek (Gus i jego kumple są kreowani dość wyraźnie), głównie chodzi mi o byłe kobiety Gusa, niczym się nie różnią.

            Listopad mocno mnie rozczarował. Pozostawił po sobie lekkie zażenowanie i, to dość kolokwialne określenie, bije po oczach pozerstwem. To ostatnie oznacza, że zapowiadała się naprawdę ambitna opowieść, stylizowana na świetną narrację, pozostawiająca czytelnika w świecie domysłów, do których chce się wracać. Historia Gusa zostanie ze mną maksymalnie 2 godziny po przeczytaniu, bo wtedy, po spokojnym przemyśleniu pierwszych wrażeń, jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę, jak bardzo perypetie głównego bohatera mnie nie obchodzą. Przykro mi, bo spodziewałem się zdecydowanie więcej, ale, tak jak nauczył mnie Gus, nie można mieć wszystkiego.

Źródło: fot. Timof Comics

Listopad

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV