Mayans MC: sezon 2, odcinek 5 - recenzja

Nowy epizod Mayans MC prawie w całości skupia się na skomplikowanej akcji odbicia Adelity z rąk komandosów Pottera. Historia ma swój rytm i całkiem przyjemne napięcie, ale wszystko rozmywa się przy mocno niesatysfakcjonującym finale.

Ocena recenzenta:
6/10

Nowy epizod Mayans MC prawie w całości skupia się na skomplikowanej akcji odbicia Adelity z rąk komandosów Pottera. Historia ma swój rytm i całkiem przyjemne napięcie, ale wszystko rozmywa się przy mocno niesatysfakcjonującym finale.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

Tagi:  recenzja 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Pierwsza część odcinka skupia się na przygotowaniach do akcji, w drugiej możemy ją zobaczyć od kuchni. Skoordynowane działania Mayans, ludzi Galindo i rewolucjonistów są niczym misja służb specjalnych, które realizują perfekcyjnie skrojony pod względem taktycznym plan. Smaczku dodaje tutaj fakt, że przeciwnicy naszych bohaterów nie są w ciemię bici i zdołali przewidzieć podstęp ekipy Galindo. Rozwiązanie to przyjemnie komplikuje fabułę, wprowadzając do niej pierwiastek nieprzewidywalności. Wszystko więc jest dobrze rozplanowane, niestety w praktyce kilka motywów nie funkcjonuje, tak jak należy.

Przede wszystkim budzi wątpliwości dyskusyjne zakończenie epizodu. Długie minuty przygotowań, całkiem niezła sekwencja akcji, zaangażowani emocjonalnie bohaterowie, sprowadzony do parteru czarny charakter, a w momencie, gdy powinna nastąpić satysfakcjonująca konkluzja, dostajemy powrót do status quo. W końcowych minutach epizodu Adelita nie wyraża zgody na jej uwolnienie. Chce nadal być męczenniczką, żeby odwrócić wzrok władzy od działań Galindo i pozostałych. Okazuje się więc, że akcja bohaterów była całkowicie niepotrzebna. W ślad za tym fabuła całego odcinka nie ma żadnego znaczenia.

Omawiana odsłona nie przynosi nam nic istotnego w toczącym się biegu wydarzeń. Warto odnotować jedynie, że Angel wyjawia swoim kamratom, iż to on jest ojcem dziecka Adelity. Widzowie to jednak wiedzieli już wcześniej. Z szerszej perspektywy jego sekret nie był więc tak naprawdę sekretem, zwłaszcza że informacja praktycznie w ogóle nie wpływa na stosunek Mayans do Reyesa. Fabularnie zabieg ten jest jednak zrozumiały. Angażuje bohatera w wątek, stawiając go na pierwszym planie. Wynikiem tego, to Angel, a nie EZ odgrywa teraz pierwsze skrzypce. Dobrze, że tak się dzieje, ponieważ twórcy nie nauczyli się wiele, jeśli chodzi o postać młodego Reyesa po pierwszym sezonie. Nadal jest to bohater miałki i bezbarwny, a oszczędna gra aktorska portretującego go JD Pardo nie poprawia sytuacji.

Na szczęście omawiana odsłona nie jest odcinkiem, którego mogłoby nie być. Mimo że nie popycha on fabuły mocno do przodu, dostarcza kawał intensywnej rozrywki. Akcja odbicia Adelity jest dobrze napisana i zrealizowana. Również ciekawie prezentują się kontrdziałania Pottera. Każdy tu dużo ryzykuje i mocno improwizuje. Ta niepewność po obu stronach sprawia, że trudno przewidzieć jak to się wszystko potoczy. Nagły poród jednej z pozorantek w perfekcyjny sposób rozbija rytm akcji i przyjemnie podkręca napięcie. Nieźle wypada również niespodziewane rendez-vous prokuratora z Galindo przed sklepem jubilerskim. Dobrze się ogląda Pottera, który nadal szarżuje aż miło. Maniera tej postaci jest ciekawym urozmaiceniem w serialu, gdzie większość bohaterów wygląda i zachowuje się mniej więcej tak samo.

Łyżką dziegciu w tym zadowalającym odcinku jest oczywiście wątek Felipe i Dity. Tym razem nasza południowoamerykańska opera mydlana zasilona zostaje przez jeszcze jedną postać. Do akcji włącza się Emily, która bez problemów rozszyfrowuje tajemnice przeszłości seniorów. Co prawda nie wie jeszcze, że Felipe jest ojcem jej męża, ale z pewnością wkrótce i ten fakt wypłynie na światło dzienne. Co tu dużo mówić – wątek ten jest nudny, ślamazarny i niepotrzebny. Nie dość, że straszliwie spowalnia akcję, to jeszcze wprowadza do niej schematy fabularne, których wstyd było używać już w telewizyjnych przebojach lat osiemdziesiątych. Wygląda to tak, jakby twórcy chcieli usilnie wprowadzić do serialu jakiś wątek romantyczny i zagospodarowali do tego dwójkę akurat wolnych fabularnie postaci. Oczywiście nie ma nic złego w historii miłosnej starszych ludzi, jednak można to było zrobić dużo bardziej finezyjnie, a przede wszystkim kreatywniej.

Mayans MC znów zaprezentował nam bardzo nierówny poziom i można się zacząć zastanawiać, czy tak będzie już wyglądać serial do końca 2. sezonu. Dobre pomysł w zespół ze sztampami tworzą artystyczny miszmasz, który nie zawsze jest strawny, a co dopiero smaczny. Tym razem nie było tak źle, ale historia o gangu meksykańskich motocyklistów ma dużo większy potencjał, niż prezentowana nam obecnie opowieść sensacyjna nawiązująca do fabuł przepełniających telewizję w latach dziewięćdziesiątych.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Mayans MC

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV