Nie ma nas w domu - recenzja filmu [TOFIFEST 2019]

Na festiwalu Tofifest odbył się przedpremierowo pokaz nowego filmu Kena Loacha, Nie ma nas w domu. Twórca Ja, Daniel Blake po raz kolejny stworzył świetne, społecznie zaangażowane dzieło.

Ocena recenzenta:
8/10

Na festiwalu Tofifest odbył się przedpremierowo pokaz nowego filmu Kena Loacha, Nie ma nas w domu. Twórca Ja, Daniel Blake po raz kolejny stworzył świetne, społecznie zaangażowane dzieło.

Norbert Zaskórski

Norbert Zaskórski

Perypetie kuriera i jego zwykłej, angielskiej rodziny zapewne nie brzmią jak materiał na ciekawy i wzruszający film. Jednak nie w wykonaniu Kena Loacha. Reżyser specjalizujący się w pozornie prostych historiach z głębokim społecznym przesłaniem w swoim nowym filmie, Nie ma nas w domu, daje po raz kolejny interesującą wiwisekcję środowiska, które sprawia, że zanikają pewne wartości ludzkie, a co najdotkliwsze, również więzi rodzinne. Loach znakomicie okrywa swój komentarz społeczny pod płaszczem bezpretensjonalnej opowieści obyczajowej o bohaterach, z którymi każdy widz może się spokojnie utożsamić.

W centrum tej historii znajduje się rodzina Turnerów. Głowa familii, Ricky, chce za wszelka cenę dobra i dostatku dla swoich bliskich, wobec tego stawia wszystko na jedną kartę i zaczyna pracę na własną rękę jako kurier. W tym czasie jego żona, Abby, wypruwa sobie żyły, pracując jako opiekunka starszych i niepełnosprawnych ludzi. Rodzinę uzupełniają sprawiający problemy syn Seb oraz mała Lisa Jane, która mimo bardzo młodego wieku stara się jak może, aby jej rodzicom było lżej. Niestety ciągła pogoń za marzeniami sprawia, że w rodzinie dochodzi do konfliktów. I tutaj właśnie Loach fantastycznie poprowadził historię, ukazując przemianę wszystkich głównych bohaterów i bohaterek. Reżyser nienachalnie, bardzo delikatnie, ale również paradoksalnie bezkompromisowo pokazuje, jak wymogi środowiskowe doprowadzają do społecznej apatii i niemocy. Loach bardzo sprawnie miesza tutaj obrazy wspierającej się rodziny przeplatane kłótniami i starciami z warunkami życiowymi. Doskonałym przykładem rozprawiającym się ze społeczną znieczulicą jest scena, w której szef Ricka dzwoni do niego, gdy ten jest na pogotowiu i nie martwiąc się jego zdrowiem mówi o stratach, które przyniósł. To scena, która poraża i szokuje w pełni mimo swojego minimalizmu i wyczucia reprezentowanego przez Loacha.

Co najbardziej dotkliwe reżyser nie przedstawia jakiegoś dystopijnego społeczeństwa, ale takie, w którym żyjemy dzisiaj. Nieważne, że akcja historii dzieje się w Wielkiej Brytanii, przesłanie produkcji jest bardzo uniwersalne i spokojnie można je przekuć na inne środowiska. To dodatkowo potęguje siłę komentarza społecznego, który drzemię w tej historii. Jednak najbardziej przekaz wzmacniają sami aktorzy doskonale prowadzeni przez twórcę. Kris Hitchen i Debbie Honeywood jako Ricky i Abby Turnerowie to strzał w dziesiątkę. To duet, który doskonale rozumie się na ekranie i potrafi przekazać emocje i napięcie jakie narastają w rodzinie ich bohaterów przez cały film. Doświadczeni aktorzy są dobrze wspierani przez młodszych adeptów, czyli Rhysa Stone'a w roli Seba i Katie Proctor jako Lisa Jane. Filmowe rodzeństwo potrafi w odpowiednim momencie podbić emocjonalną stawkę sceny lub rozładować napięcie. Bardzo dobry casting w wykonaniu twórców. 

Loach w tym filmie robi bardzo ciekawą rzecz. Mianowicie ukazuje starcie z uwarunkowaniami społecznymi trzech pokoleń bohaterów. Są najmłodsi, do których należą Seb i Lisa Jane, ich rodzice oraz najstarsze pokolenie reprezentowane przez klientów Abby. Reżyser w punkt i bardzo mocno ukazuje, jak zmiany społeczne i wszechogarniająca apatia dotyka każdego z nas, nieważne czy znajdujemy się na końcu życiowej drogi, czy dopiero obranie jej kierunku mamy przed sobą. Nie ma nas w domu to opowieść dająca do myślenia, szokująca, ale również bardzo wzruszająca i dająca pewien promyk nadziei, choć tli się on bardzo słabo. Polecam w pełni. 

Źródło: zdjęcie główne: EONE

Nie ma nas w domu

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV