Nie z tego świata: sezon 15, odcinek 11 – recenzja

Fortuna kołem się toczy, czyli bracia Winchesterowie szukają straconego szczęścia, a my razem z nimi. Oceniamy nowy odcinek Nie z tego świata.

Ocena recenzenta:
8/10

Fortuna kołem się toczy, czyli bracia Winchesterowie szukają straconego szczęścia, a my razem z nimi. Oceniamy nowy odcinek Nie z tego świata.

Monika Kubiak
Monika Kubiak
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Poprzedni odcinek Nie z tego świata pozostawił nas ze smutnym przeświadczeniem, że bez błogosławieństwa Chucka, Sam i Dean stracili swoje „moce” łowieckie, w zamian zyskując troski życia codziennego do kwadratu, czyli totalnego, przerysowanego pecha. Tonący brzytwy się chwyta, więc za poradą Gartha, Winchesterowie udają się na Alaskę w poszukiwaniu magicznego miejsca, w którym ludzie mogą odzyskać swoje szczęście. Za odpowiednią „opłatą”, oczywiście, przy czym szczęścia się nie kupuje, a wygrywa w niekończącym się turnieju bilarda. Czy Winchesterowie są dobrzy w bilardzie? Jasne, przecież za młodu grywali za pieniądze, by „mieć co do garnka włożyć”, a Dean niejednokrotnie udowodnił, że nie należy go lekceważyć – zwłaszcza gdy udaje „pijanego”. Niemniej, rzucanie swego losu na szalę gry w momencie, kiedy właśnie prześladuje nas pech, wydaje się dosyć ryzykowne. Chociaż nie tym razem.

Opowieść o tajemniczym barze „Lurlene’s” w Utqiaġvik na Alasce została poprowadzona nader zręcznie, wprowadzając świetnie zaprezentowaną postać bogini Fortuny graną przez Lyndę Boyd (która pojawiła się już w Nie z tego świata w roli koronera/djinna w Pac-Man fever) i wiele, bardzo miłych dla oka scen z Winchesterami, wdzięcznie i z dużą dozą uroku osobistego pochylającymi się nad stołem bilardowym. Puenta zmagań z Fortuną okazała się urocza, przypominając, że Sam i Dean mają w sobie wiele empatii i altruizmu, co potrafiła docenić nawet bogini. Ergo, czasem opłaca się mieć serce na właściwym miejscu.

Wisienką na torcie było zamówienie w przydrożnej kafejce przez braci dwóch kaw i jednego kawałka ciasta, ale z dwoma widelczykami – bo na więcej nie starczyło im pieniędzy, czy porównanie Deana do lekkiej, wakacyjnej książki, podczas gdy on wolałby być Tołstojem.

A propos serca na właściwym miejscu, dużym zaskoczeniem był drugi wątek odcinka, a mianowicie Castiel na tropie zmartwychwstałego Jacka, ku jego i naszemu zaskoczeniu konsumującego serce, zdawałoby się – niewinnej ofiary. Nie tego się spodziewaliśmy po powrocie Jacka, prawda? Jednakże bez obaw, nie taki nefilim straszny, jak go monitoring namalował, wobec czego pod koniec odcinka nie zabrakło ratunku, uścisków i ponownego zjednoczenia się Team Free Will w poszerzonym składzie. Chuck powinien zacząć się bać…

Ogółem, w Gamblers powiało starym, dobrym Nie z tego świata, zarówno pod względem scenariusza pióra Meredith Glynn i Davy’ego Pereza, wyrazistych postaci drugoplanowych (choćby sprzedawczyni w przydrożnej kafejce, Evie - barmanka z „Lurlene’s”, Pax – syn Fortuny, czy kowboj o ksywce Joey Six), muzyki (jakże adekwatnie wykorzystane „North to Alaska” Johnny’ego Nortona), jak i pięknych ujęć, dobrego operowania kamerą i klimatycznego oświetlenia. Chciałoby się więcej takich odcinków, gdy tymczasem do końca finałowego sezonu zostało ich raptem… 9, a przed nami ponad miesięczna przerwa w nadawaniu. Szykujmy chusteczki…

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Nie z tego świata

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV