Menu

Recenzja epizodu: The Foundry (Nie z tego świata)

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!
Ocena recenzenta:8/10

Nie z tego świata: sezon 12, odcinek 3 – recenzja

Wszyscy lubimy dziarskich staruszków. Są mili, energiczni, zabawni i opowiadają często bardzo ciekawe historię. Nie z tego świata w swoim dwunastym sezonie jak na razie okazuje się być taki właśnie fajnym dziaduniem. Bawi i nie nudzi – a wziąwszy pod uwagę ile ma już lat – nas, fanów bardzo to cieszy.

Trzeci odcinek dwunastego sezonu to historia z polowaniem na duchy a jednocześnie bardzo ciekawe studium Mary Winchester – „matki zmartwychwstałej”, która szarpie się w nowej rzeczywistości i ciągle czuje się obco. Widać, że po początkowym szoku zaczyna zdawać sobie sprawę z faktu, że teraźniejszość ją przerasta. Jest zagubiona, kompletnie nie wie jak zachowywać się wobec swoich synów, których właściwie nie zna. Odnajduje się za to znakomicie na pewnym gruncie, jakim jest dla niej polowanie. Z tym jest jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. Polowanie jest tym co ma ją zbliżyć do synów i upewnić, że jest „tu i teraz”. Jednak życzenia mają to do siebie, ze częściej się nie spełniają i chociaż w ostatecznym rozrachunku to ona jest osobą dzięki której sprawa zostaje zamknięta, decyzja którą Mary podejmuje jest zaskakująca dla synów a także dla niektórych fanów. Wyrazy uznania dla Samanthy Smith za aktorstwo i dla scenarzystów za porządne przemyślenie postaci.

Winchesterowie w odcinku The Foundry są w zasadzie tłem, momentami irytującym (szczególnie kiedy pobłażliwie informują Mary o korzyściach płynących z używania cudów technologii). Widać przy tym, że ich uczucia są ambiwalentne. Dean swój niepokój gasi mantrą – „ najważniejsza jest rodzina” a Sam nie bardzo potrafi wyartykułować swoje wątpliwości ale chyba bardziej rozumie matkę od zaklinającego rzeczywistość starszego brata.

ARVE Error: The video is likely no longer available. (The API endpoint returned a 404 error)

Nie obyło się oczywiście bez obecności niezrównanego duetu Castiel – Crowley. Ich wspólne poszukiwania Lucyfera mają niezły potencjał komediowy i dziwię się, że tak rzadko wykorzystują scenarzyści pokłady komizmu tkwiące w postaci Castiela. Groźne miny i nieziemskie światło w tle trochę się przejadły przez te kilka lat. Oby twórcy nie porzucili zbyt szybko agenta Beyonce i agenta Z bo to para perspektywiczna w odróżnieniu od pary Lucyfer – Rowena, która okazała się niezbyt dobrana. A jako, że lubię rudą wiedźmę, jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

Odcinek The Foundry zaoferował widzom bardzo przyzwoitą rozrywkę, dziecięce duchy były upiorne, sprawa dość ciekawa a wątki poboczne bardzo przyzwoitej jakości. Nie z tego świata wracając do korzeni odświeżyło nieco starą formułę co wyszło i serialowi i widzom na dobre. Jak w nowym świecie odnajdzie się Mary i czy jej synowie będą w stanie szczerze zaakceptować jej decyzje, prawdopodobnie fani zobaczą w następnych odcinkach. Ja osobiście kibicuję Mary Winchester w poszukiwaniu nowego celu jej drugiego życia i mam nadzieję, że showrunner – Andrew Daab ma dobre pomysły na dalszy ciąg sezonu.

Źródło: zdjęcie główne: The CW
Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze