Nielegalni: sezon 1, odcinek 10 (finał sezonu) – recenzja

Nielegalni w finałowym odcinku dają dobre rozwiązania realizacyjne, jest nieźle aktorsko, jednak fabularnie coś kuleje. Oceniam.

Ocena recenzenta:
4/10

Nielegalni w finałowym odcinku dają dobre rozwiązania realizacyjne, jest nieźle aktorsko, jednak fabularnie coś kuleje. Oceniam.

Norbert Zaskórski

Norbert Zaskórski

Tagi:  recenzja 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Konrad i jego zespół muszą powstrzymać Kubę, a raczej Safira zanim ten dokona zamachu z użyciem wąglika. Jak się okazuje, terrorysta współpracuje z Miszą Popowskim, za którego przyzwoleniem ma doprowadzić do śmierci pasażerów jednego z promów w Szwecji. Wolski prosi o pomoc Lindę i Sapo, ważnym ogniwem całej operacji staje się również Hans, który wspomaga syna informacjami z pierwszej ręki. Wszystko zmierza do ostatecznego starcia z Safirem. W tym czasie nowym szefem AW ma zostać Ewa. Jednak radość z powodu objęcia  stanowiska zostaje zaburzona przez pewnego rosyjskiego gangstera.

Niestety finałowy odcinek pełen jest mniejszych lub większych głupotek fabularnych, dziwnych skrótów narracyjnych i dziur logicznych. Daje się to zauważyć od razu w jednej z pierwszych scen, w której agenci przetrząsają cały dom matki Safira, jednak żaden nie pomyśli, żeby sprawdzić najważniejszą rzecz, czyli komputer. Dopiero kobieta w dobrej wierze pokazuje szpiegom nagranie na laptopie. Podobnie jest w scenie rozmowy Jagana z Miszą, gdzie panowie na głos dywagują o zamachu na prom, a w pokoju obok znajduje się Hans, który zapewne wszystko i tak słyszy. W dodatku z ogromną łatwością nagrał konwersację na telefon. Jakoś trudno mi zaakceptować to, jak w tym odcinku w większości momentów pokazana jest nieudolność elitarnych służb specjalnych różnych krajów, w tym Polski. Mało inteligentne wybory, brak konsekwencji w prowadzeniu śledztwa, to tylko niektóre z czynników zawartych w odcinku. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich postaci, jednak nie jest to sposób kreowania interesujących bohaterów i ich losów.

Również postać głównego czarnego charakteru nie wzbudza mojego entuzjazmu. Szczerze mówiąc myślałem, że Kuba okaże się po prostu jakimś ważnym, rosyjskim szpiegiem z możliwością rozwoju w być może kolejnej serii. Jednak wykreowanie tej postaci na trudnego do złapania antagonistę potraktowano w moim mniemaniu trochę po macoszemu. Tę tajemnicę rozwiązano jakby mimochodem, bez zbytniego budowania napięcia, co sprawiło, że ten element był raczej bezbarwny. Poza tym jako główny czarny charakter nie sprostał po prostu wyzwaniu. Mimo ciągłych zapewnień na ekranie innych bohaterów, że jest on naprawdę inteligentnym i przebiegłym złoczyńcą, to w trakcie prowadzenia historii kompletnie nie było tego niestety widać. Ukoronowaniem tego słabego występu jest sama scena śmierci Safira z rąk Sary, która w ogóle nie była szokująca i stanowiła mało emocjonujący finał starcia agentów z terrorystą. To wiąże się bezpośrednio z innym słabym aspektem narracji, a mianowicie relacją Sary i Safira, która jak dla mnie jest kompletnie bezbarwna i trącająca ekranowym fałszem. Dlatego zabieg fabularny dotyczący zakończenia służby przez agentkę w wyniku traumy jest dla mnie zupełnie nieprzekonujący.

Podobnie nieprzekonująco wypadają motywacje drugiego antagonisty produkcji, czyli Miszy Popowskiego. A raczej powinienem napisać wypadałyby, gdyby takie istniały. Tak naprawdę do końca epizodu nie dowiadujemy się, co kieruje szefem rosyjskich szpiegów w kwestii zamachu. To dziwne, ponieważ Misza wydawał mi się jedną z lepiej napisanych postaci w produkcji, jednak tutaj czuć pewien zgrzyt charakterologiczny. Jednak podobny zarzut nie występuje u mnie, jeśli chodzi o postać Hansa Jorgensena, który w wydaniu Andrzeja Seweryna po raz kolejny prezentuje się świetnie. Szczególnie jego relacja z Jaganem i Konradem doskonale działa w ukazanej przez twórców historii. Ten rodzaj wzajemnego zrozumienia i szorstka przyjaźń, która występuje w więzi dwóch rosyjskich szpiegów, jest czymś wyjątkowym i spełnia rolę pewnego, emocjonalnego fundamentu mrocznego świata. Widać to w ostatniej scenie tych dwóch bohaterów, w której Jagan zostaje wysłany, aby zlikwidować Hansa. Natomiast w tej drugiej relacji, Jorgensena z Wolskim, Andrzej Seweryn i Grzegorz Damięcki wcielający się w bohaterów bardzo sprawnie operują w tej strefie szarości, gdzie pozytywne emocje między szpiegami mieszają się z tymi negatywnymi.

Kolejnym i tak naprawdę ostatnim pozytywnym aspektem finałowego epizodu jest jego realizacyjna strona, choćby w scenach akcji. Są one nakręcone z pełnym szacunkiem twórców dla gatunku. Mają one w sobie odpowiednie napięcie i dynamikę, także w tym aspekcie na pewno widz nie może się nudzić. Doskonałym przykładem jest tutaj sekwencja na statku, gdzie akcja jest nam odpowiednio dawkowana; jest środkiem do budowania emocji, nie tylko zgrabnym dodatkiem. Każdy z bohaterów dostał tutaj swoje pięć minut i zostały one wykorzystane w pełni. Bardzo dobrze zrealizowana scena. Pod tym względem jest naprawdę dobrze. Jednak nie zmienia to faktu, że oczekiwałem czegoś więcej po finale serialu Nielegalni. Aktorzy dwoją się i troją w swoich kreacjach, ale nie do końca scenariusz pozwala im na zaprezentowanie się z dobrej strony, z pewnymi wyjątkami. Jest dobrze jeśli chodzi o aspekt realizacyjny scen, jednak znacznie słabiej wypada element budowania narracji i prowadzenia spójnej fabuły. Szkoda.

Nielegalni

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV