O psie, który wrócił do domu – recenzja filmu

O psie, który wrócił do domu to familijny film oparty na nowej powieści autora bestsellera pod tytułem Był sobie pies. Fabuła skupia się na suce Belli, która przemierza Amerykę, próbując odnaleźć swojego właściciela.

Ocena recenzenta:
5/10

O psie, który wrócił do domu to familijny film oparty na nowej powieści autora bestsellera pod tytułem Był sobie pies. Fabuła skupia się na suce Belli, która przemierza Amerykę, próbując odnaleźć swojego właściciela.

A Dog's Way Home jest obrazem familijnym, jednak w większej mierze nastawionym na najmłodszych członków rodzin. Film idealnie nadaje się na seans z nawet bardzo małymi dziećmi. Mimo że pojedyncze motywy mogą wydać się niezrozumiałe dla młodych widzów, to duża część produkcji jest skomponowana tak, aby nawet kilkulatki nie mogły oderwać wzroku od ekranu, świetnie się przy tym bawiąc. Interakcje pomiędzy zwierzętami, prosta narracja i atrakcyjne wizualia dostarczą dzieciakom rozrywki. Czy jednak fabularnie film również prezentuje zadowalający poziom? Dobrze skonstruowana opowieść mogłaby zainteresować również dorosłych widzów, nawet jeśli narratorką jest psia bohaterka.

Bella to młoda suczka, która zostaje przygarnięta przez Lucasa i jego matkę Terri. Pies jest przyjazny, pogodny i sympatyczny. Nie dość, że wprowadza do domu właścicieli radosne szaleństwo, to jeszcze w szpitalu dla byłych wojskowych służy jako pomoc terapeutyczna. Nieprzyjemne wydarzenia sprawiają, że suczka musi na jakiś czas opuścić swoją rodzinę i zamieszkać ze znajomymi Lucasa w innym stanie. Nie jest jej tam źle, jednak bardzo tęskni za swoją rodziną. Bella ucieka przy pierwszej okazji. W ten sposób rozpoczyna wielką podróż pełną ekscytujących przygód.

O psie, który wrócił do domu
fot. Columbia Pictures Corporation

Bella na swojej drodze spotyka wilki, pumę, niebezpieczną przyrodę i mniej lub bardziej przyjaznych ludzi. Wszystkie ekranowe wydarzenia komentuje nam sama główna bohaterka. Praktycznie przez cały film słyszymy jej głos z offu. Bella tłumaczy, podsumowuje, a czasem nawet relacjonuje to, co w danej chwili się dzieje. Robi to w dość infantylny sposób. Na początku jest to nawet zabawne i urocze, jednak po kilkunastu minutach zaczyna działać na nerwy. Takie rozwiązanie stawia dorosłego widza bardzo szybko na przegranej pozycji. Ciężko dać się uwieść fabule, jeśli praktycznie przez cały czas towarzyszy nam narracja tłumacząca to, co widzimy na ekranie.

Oczywiście powyższe doskonale sprawdza się w przypadku dzieci, które nie zawsze wyłapią wszystkie szczegóły. Dzięki temu, nawet kilkulatki mają szansę nie pogubić się w opowieści (niektóre ważne momenty są podkreślane przez Bellę wielokrotnie). Taka forma doskonale współgra z innymi motywami, na które dorośli mogą kręcić nosem. Fabuła jest uproszczona do granic możliwości, a postacie płytkie niczym kałuża latem. Na pierwszym planie znajdują się zwierzęce relacje. Radosne hasanie, przytulanie się, mizianie i wszelkiej maści dokazywanie. Film dostarcza wielu wzruszeń, jednak bazuje raczej na tanich emocjach. Ponownie jednak – w kategorii dziecięcej jest to jak najbardziej akceptowalne. Wartości przekazywane najmłodszym są chwalebne i na miejscu. Szkoda tylko, że nie przedstawiono tego w uniwersalny sposób, tak aby starszy widz również zaczerpnął trochę mądrości.

Co ciekawe, w filmie pojawiają się momenty, kiedy  robi się bardzo poważnie. Dzieci, które przez większość filmów chichrały się wniebogłosy, obserwując zabawy Belli z dziką pumą, będą musiały skonfrontować się nagle z problematyką taką jak traumy wojenne, zło wyrządzane przez ludzi, a nawet śmierć. W pewnej chwili opowieść, zupełnie niespodziewanie, staje się bardzo ponura. Pojawia się wątek umierania i to w dość makabrycznej formie. Kontrast wynikły z nagłej zmiany tonacji może budzić niesmak. Produkcja mało finezyjnie przekracza granice. W takich właśnie momentach wychodzi na światło dzienne brak podbudowy fabularnej i niewystarczająco dobrze napisane postaci. Być może pierwowzór literacki bardziej skrupulatnie nakreślił kontekst, ale w filmie wyszło to bardzo źle.

O psie, który wrócił do domu niestety nie domaga również pod względem technicznym. Część zwierząt stworzona jest za pomocą CGI. Inne przedstawiono w naturalny sposób. Zestawienie gigantycznej pumy, której za pomocą techniki komputerowej zaanimowano twarz ze zwykłym psem, po prostu bawi. Wychodzi to mało naturalnie i na każdym kroku rzuca się w oczy. Na koniec warto zwrócić uwagę jeszcze na aktorów występujących w filmie. Jak na obraz o zwierzętach, produkcja ma całkiem obszerną i rozpoznawalną obsadę. Zobaczymy tutaj między innymi artystów takich jak Ashley Judd, Edward James Olmos, Wes Studi, Chris Bauer czy Jonah Hauer-King. Nie wspinają się oni jednak na wyżyny swojego talentu, także ich udział w filmie można uznać raczej za dodatkową atrakcję, a nie próbę podniesienia jakości produkcji.

O psie. który wrócił do domu
fot. Columbia Pictures Corporation

O psie, który wrócił do domu to film który z pewnością przypadnie do gustu dzieciom, szczególnie tym uwielbiającym opowieści o zwierzątkach. Nie da się ukryć, że twórcy z widoczną empatią podchodzą do czworonogów. Ładunek emocjonalny jest obecny i może udzielić się również dorosłym. Wszyscy lubimy przecież ciepłe historie z happy endem. Szkoda tylko, że twórcy w czasie pracy nad scenariuszem zrobili sobie długą przerwę na kawę, pozwalając fabule zejść na manowce. Wynikiem tego, obraz O psie, który wrócił do domu nie da traktować się inaczej, niż tylko w kategorii rozrywki dla najmłodszych. Na tej płaszczyźnie film sprawdza się doskonale. Dzięki prostej narracji i olbrzymiej dawce fabularnego cukru, dzieci będą się bawić niezgorzej niż na animowanych produkcjach ze stajni Disneya czy Dreamworks.

Źródło: zdjęcie główne: Materiały promocyjne

O psie, który wrócił do domu

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV