Opowieść podręcznej: sezon 3, odcinek 11 - recenzja

W końcówce 3.sezonu Opowieść podręcznej wychodzi z marazmu. Czy spodziewany zwrot akcji i jedna krwawa rozprawa wystarczą, żeby wprowadzić serial na właściwe tory?

Ocena recenzenta:
7/10

W końcówce 3.sezonu Opowieść podręcznej wychodzi z marazmu. Czy spodziewany zwrot akcji i jedna krwawa rozprawa wystarczą, żeby wprowadzić serial na właściwe tory?

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Waterfordowie dostają się w ręce Kanadyjczyków. Fred, uznany za zbrodniarza wojennego, będzie miał, delikatnie mówiąc, przechlapane. A Serena? W recenzji poprzedniego odcinka dywagowałem, że to ona stanowi klucz do najważniejszych rozstrzygnięć w bieżącym sezonie. Jaka była rola pani Waterford w pojmaniu Freda? Jej żal z finału epizodu jest autentyczny i poruszający, ale obserwując zachowanie Sereny z ostatnich odsłon, można zauważyć pewne niepokojące zachowania. Zamyślona, nieobecna, wyciszona. Tak, jakby trawiły ją wątpliwości i wyrzuty sumienia. Oznaczać to może, że jest ona odpowiedzialna za rozwój wypadków. To ona zainicjowała akcję i to ona wystawiła Kanadyjczykom swojego męża. Nie mogąc znieść opresji Gileadu, podjęła jedyną słuszną decyzję. Opuściła zbrodnicze państwo i dała sobie szansę na zbliżenie do córki. Ma to sens, zwłaszcza że na początku sezonu przemiana Sereny wydawała się permanentna.

W świetle powyższego ostatnie wspólne godziny Sereny i Freda są bardzo przejmujące. Żal pani Waterford z końcówki epizodu nie wynika z zaskoczenia i strachu, a z wielkiej miłości do swojego męża, którego czekają wkrótce ciężkie chwile. Opowieść podręcznej zaskakuje kameralną formą przedstawiającą intymne chwile dwójki kochających się ludzi. Serial wreszcie pokazuje ludzką twarz Freda. Oprócz tego, że jest on tchórzliwym, małostkowym człowiekiem, jest też mężczyzną, który kocha swoją żonę ponad życie. Jest dla niej gotów zrobić wszystko. Ona również darzy go wielkim uczuciem, przez co finałowe rozstrzygnięcia są jeszcze bardziej szokujące. Wątek podróży Waterfordów jest miłą odmianą w formie serialu. Obserwujemy dwójkę normalnych ludzi cieszących się chwilą. Znikają gdzieś podziały i system patriarchalny. Pojawia się partnerstwo i prawdziwa miłość. Co z tego, że Fred jest słaby, a Serena zagubiona. Każdy z nas ma swoje przywary. W normalnej rzeczywistości są to po prostu ludzkie wady. Opresyjny system sprawia, że nasze ułomności przejmują nad nami kontrole i niszczą wszystko na swojej drodze.

Wie coś o tym June, która w bieżącym epizodzie dopuszcza się brutalnego morderstwa. Zabija statecznego męża, ojca wesołej gromadki i wielkiego zbrodniarza Gileadu w jednym. Komendant Winslow pada trupem, próbując zgwałcić główną bohaterkę. Postać ta miała wielki potencjał – mogła wprowadzić nas głębiej w świat gileadzkiej polityki. W zamian tego twórcy postanowili wykorzystać ją do pokomplikowania losów June, która teraz musi nieźle się nagłowić, żeby zrealizować swoje plany. Motyw ten ubarwia nieco monotonny wątek June. Nasza bohaterka już od wielu epizodów kręci się w koło. Teraz, można powiedzieć, wreszcie coś się dzieje. Szkoda tylko, że twórcy do tego celu używają tak mało wysublimowanych środków, jak morderstwo jednego z najważniejszych oficjeli Gileadu. Z drugiej strony, obraz Mart, które zacierając ślady po zabójstwie, palą zwłoki Winslowa, jest wielce satysfakcjonujący. Oto jeden z największych zbrodniarzy ginie z rąk swoich ofiar. Zostaje spalony na popiół – to wręcz totalna anihilacja. Jest w tym coś symbolicznego. Czyżby był to zwiastun nadchodzących wydarzeń? Czy taki los czeka cały Gilead?

Mimo pewnych wątpliwości co do wątku June, trzeba przyznać, że twórcy dość finezyjnie wymknęli się z pułapki ogarniającego serial marazmu. Wydarzenia związane z Waterfordami rokują przeniesienie akcji do Kanady, co z pewnością będzie wiązało się z powrotem Emily, Moiry i Luke’a (pamiętacie, w którym odcinku pojawili się po raz ostatni?). Morderstwo Winslowa zmieni natomiast układ sił w Gileadzie. Co prawda jego ciało przestało istnieć i przy dobrych wiatrach sprawa może ujść June na sucho, ale znamienne są słowa Lawrence’a z końcówki epizodu. „Przyjdą po nas”, mówi Joseph, a nam nie pozostaje nic innego, jak być dobrej myśli przed finałowymi rozstrzygnięciami. Nikt nie spodziewa się, że Opowieść podręcznej przemieni się nagle w kino akcji, ale wzrost napięcia i zwroty akcji są jak najbardziej pożądane. Po omawianym odcinku zdecydowanie są na to szanse.

Źródło: zdjęcie główne: Hulu

Opowieść podręcznej

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV