Rękawica Nieskończoności – recenzja komiksu

Na polskim rynku ukazała się Rękawica Nieskończoności - komiks, który w kontekście MCU i Avengers: Endgame nabiera nieco innego znaczenia. Na tę pozycję rodzimi miłośnicy świata herosów czekali od dawna.

Ocena recenzenta:
10/10

Na polskim rynku ukazała się Rękawica Nieskończoności - komiks, który w kontekście MCU i Avengers: Endgame nabiera nieco innego znaczenia. Na tę pozycję rodzimi miłośnicy świata herosów czekali od dawna.

Polscy fani komiksów na to wydarzenie czekali od dawna - na naszym rynku ukazała się Rękawica Nieskończoności. Powiedzieć o tym tomie, że jest legendarny, to w zasadzie nic nie powiedzieć. W pewnym okresie był on najlepiej sprzedającą się historią obrazkową wszech czasów, a przecież bez tej opowieści dzisiejsze MCU wyglądałoby zupełnie inaczej. Coś dla siebie znajdą tu więc i zapaleni miłośnicy trykociarzy, i wszyscy ci, którzy rozkochali się w filmie Avengers: Infinity War. Nawet po 27 latach od swojej premiery ten komiks wciąż będzie potrafił przytłoczyć swoim narracyjnym rozmachem i nowatorskimi rozwiązaniami, które w budowaniu struktury fabularnej zaproponował scenarzysta Jim Starlin. Jest coś przewrotnego w zapoznawaniu się z tą historią wtedy, gdy kolejne triumfy święci Kinowe Uniwersum Marvela, a Thanos w ekspresowym tempie urósł do rangi popkulturowego symbolu. Rękawica Nieskończoności pozwoli nam bowiem sprawdzić, jak to wszystko się zaczęło i - co może nawet ważniejsze - w jaki sposób się zakończyło.

Starlin od początku swojej kariery zdradzał fascynację kosmicznymi rejonami uniwersum Marvela; nawet osadzając zasadniczą część akcji na naszej planecie, raz po raz wysyłał kolejnych herosów w odległe zakątki Wszechświata. Nie dziwi więc, że gdy Dom Pomysłów na dobre zdał sobie sprawę ze skali oddziaływania crossoverów na czytelników, stworzenie jego międzygalaktycznej wariacji powierzono właśnie mu. Marvelowski scenarzysta kosmos nie tylko pokochał najczystszą miłością, ale jednocześnie miał tonę pomysłów na to, jak go zespolić, pogłębić, rozszerzyć, uzupełnić. To wizjonerskie podejście da się już wyczuć w samym koncepcie fabularnym, w którym Starlin kumuluje kilka do tej pory drugo- czy nawet trzeciorzędnych wątków.

Protagonistą opowieści staje się więc zakochany po uszy w personifikacji Śmierci Thanos. Jego obiekt westchnień jest jednak wyraźnie nieczuły na zaloty absztyfikanta, więc Szalony Tytan będzie musiał jej zaimponować w mgnieniu oka. Patrząc w Studnię Nieskończoności odkrywa jedną z największych tajemnic Wszechświata: cała kosmiczna moc została zaklęta w sześciu Klejnotach Nieskończoności (zwanych uprzednio Klejnotami Duszy), które razem mogą dać ich właścicielowi niewyobrażalną potęgę. Choćby taką, która unicestwi połowę życia. Najpierw w ramach Wyprawy Thanosa zobaczymy więc, jak Szalony Tytan zdobywa kolejne artefakty, potem w samej Rękawicy Nieskończoności odkryjemy jego obłęd. A przecież na drugim biegunie fabularnym pojawił się już tajemniczy Adam Warlock, który chcąc powstrzymać boga-uzurpatora, naprędce zwołuje drużynę ziemskich herosów, wzmocnionych jeszcze przez najpotężniejsze kosmiczne byty. Szykuje się starcie, jakiego multiwersum jeszcze nie widziało...

Bodajże najjaśniejszym punktem tej historii jest sposób, w jaki Starlin szkicuje atmosferę większego zagrożenia - gdy czytelnik będzie sądził, że na tym polu dotarł już do apogeum, akcenty zostają przesunięte i z kosmicznej otchłani wyłania się jeszcze większa trwoga. W dodatku w tym fabularnym rozmachu scenarzysta ani na moment nie zapomina o zgłębianiu psychiki najważniejszych postaci. Na pierwszy plan wychodzi tu oczywiście Thanos, który w swojej Wyprawie zaprezentuje nam niebywałą inteligencję i spryt, natomiast w Rękawicy stanie się wypisz wymaluj szaleńcem, zdradzającym jeszcze przejawy choroby afektywnej dwubiegunowej. Przytłacza go niemal wszystko: kompleks boskości, niespełniona miłość, dawne błędy, brak kolejnych celów. Uczucie go ogłupia, podobnie jak herosów otumani wizja brania się za łby z najpotężniejszym zagrożeniem, z jakim mieli do czynienia w swojej karierze. Trykociarze są de facto tylko pionkami w partii szachów, którą rozegrają Thanos i Adam Warlock. Nie zmienia to faktu, że po słynnym już pstryknięciu palcami odnajdziemy ich zagubionych, rozgorączkowanych, tracących nadzieję. Przyjrzyjcie się wtedy ich minom i gestom, zwróćcie uwagę na takie smaczki, jak krótka dysputa Wolverine'a i Hulka o swoim tragicznym życiowym położeniu. Światła na końcu tego kosmicznego tunelu wcale nie widać.

Nawet odbiorcom przyzwyczajonym do bardziej współczesnych historii warstwa graficzna Rękawicy powinna przypaść do gustu. Tworzyli ją Ron Lim i George Perez - zaryzykuję twierdzenie, że drugi z nich i po obudzeniu w nocy z miejsca szkicowałby pomysły na rozbicie kolejnego multiwersum w drobny mak. Obaj z wielką konsekwencją i staranną precyzją dbają o potęgowanie rozmachu historii; znajdziemy więc tu szerokie panoramy, zmiany perspektyw, przeskalowywanie postaci, choć prawdziwą perełką stają się zwłaszcza te ilustracje, w których Perez dzieli stronę na kilka pomniejszych kadrów po to, by oddać zmieniające się na twarzach emocje czy zapowiadać jeszcze jeden kosmiczny kolaps. W pamięć zapada również znakomicie wyeksponowany tu Thanos, którego puste oczodoły przerażają swoją bezdenną otchłanią; doskonale rezonuje to jeszcze w tych rysunkach, w których na obliczu Szalonego Tytana zobaczymy uśmiech szaleńca - tak przejmujący, jak i zawadiacki w swojej naturze.

W moim prywatnym rankingu Rękawica Nieskończoności jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym komiksem, jaki do tej pory ukazał się na rodzimym rynku. Choć historia sama w sobie w ekspresowym tempie podbije nasze serca i umysły, zyskuje ona jeszcze, gdy przełożymy ją do oceny filmowego świata Marvela. Fani MCU w trakcie lektury raz po raz będą mieli wrażenie, że skądś poszczególne wątki kojarzą - pal już licho pstryknięcie palcami; znajomo wybrzmiewa także historia Gamory, jak i sposób, w jaki Srebrny Surfer dostał się do mieszkania Sanctum Sanctorum Doktora Strange'a. A przecież w tej historii znajdziemy nawet subtelne odwołanie do... Donalda Trumpa. Nie będziecie mieć lepszej okazji, by sprawdzić, czy Rękawica podsuwa fabularne rozwiązania w kontekście przyszłorocznego Avengers: Endgame - uzbrojeni w tę wiedzę zapewne przeżyjemy seans jeszcze intensywniej. Na końcu tej kosmicznej wędrówki czeka na nas nieoczekiwane post scriptum; tak, równowaga jest potrzebna, ale zamiast zaprowadzać ją w międzygalaktycznej skali, najlepiej zacząć od odnalezienia jej w samym sobie.

Źródło: Zdjęcie główne: Marvel

Rękawica Nieskończoności

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV