Riverdale: sezon 3, odcinki 21-22 (finał sezonu) - recenzja

Riverdale daje nam w końcu w finałowym odcinku 3. sezonu odpowiedź na frapujące pytanie - kto jest prawdziwym Królem Gargulców? Jednak wątek ten, podobnie jak inne, został mocno wykąpany w zalewie narracyjnego absurdu. Oceniam.

Ocena recenzenta:
4/10

Riverdale daje nam w końcu w finałowym odcinku 3. sezonu odpowiedź na frapujące pytanie - kto jest prawdziwym Królem Gargulców? Jednak wątek ten, podobnie jak inne, został mocno wykąpany w zalewie narracyjnego absurdu. Oceniam.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Archie i Veronica chcą za wszelką cenę wtrącić Hirama do więzienia. Do tego celu wykorzystują pojedynek bokserski, na który Andrews wyzwał Lodge'a. Betty odkrywa natomiast, że na Farmie członkom sekty zostają nielegalnie wycinane organy, które potem są sprzedawane klientom na czarnym rynku. Bohaterka uświadamia Cheryl o sytuacji, jednak wpada w kłopoty, z których wyciąga ją Penelope. Kobieta robi to tylko po to, aby wykorzystać Betty, Archiego, Veronikę i Jugheada w śmiertelnej rozgrywce z udziałem Czarnej Maski i Króla Gargulców.

Przede wszystkim uważam, że wątek Hirama został w tych odcinkach potraktowany bardzo po macoszemu. Wszystko wyglądało tak, jakby twórcy chcieli za wszelką cenę usunąć w kąt ten czarny charakter, aby spokojnie prowadzić historię związaną z zemstą Penelope. Przez to wątek Hirama przeprowadzono bardzo skrótowo tylko po to, aby usunąć go na boczny tor opowieści. Sam pomysł fabularny z walką bokserską, która miała spowodować złapanie na gorącym uczynku gangstera, był nawet niezły, ale już poprowadzenie go przez scenarzystów nie za bardzo. Z ciekawego antagonisty Hiram w tym sezonie cały czas obniżał swoje loty. Ukoronowaniem tego jest właśnie 21. odcinek, w którym wydawać by się mogło przebiegły i przygotowany na wszystko gangster dał się oszukać jak dziecko swoim młodszym oponentom. Intryga, w której uczestniczy Hiram, Archie i Veronica nie ma napięcia, została przeprowadzona na szybko i do bólu przewidywalnie. Przez to została odebrana nam jako widzom jakaś frajda z oglądania nawet ciekawej koncepcji fabularnej. Dostaliśmy w niej również kilka karygodnych głupotek fabularnych, z których wybija się ta z umieszczeniem Hirama w jego więzieniu. Człowiek, którego skazano za oszustwa i przekręty finansowe, zostaje uwięziony w należącej do niego, prywatnej placówce. To tak jakby piłkarz musiał przebywać za karę na boisku, czyli w swoim naturalnym środowisku, w którym czuje się świetnie. Słaby wątek.

Lepiej prezentował się aspekt fabuły dotyczący Penelope i jej zemsty. Twórcom, co mnie bardzo zdziwiło, udało się nawet sensownie połączyć główne osie fabularne  z poprzednich sezonów z tą w obecnym, przez co wydarzenia składają się w sprawny ciąg przyczynowo-skutkowy. Jednak wszystkie części, z których składał się wątek Blossom w finałowym odcinku nie za bardzo się ze sobą zgrywały, z czego powstał istny fabularny potwór Frankensteina. Czarna Maska był ciekawym elementem 2. sezonu, jednak użycie ojca Betty w tym odcinku było już za bardzo wysilone i niepotrzebne, a sama postać została przez twórców potraktowana tak jak Hiram Lodge. Scenarzyści dali mu kilka zdań do powiedzenia, po czym spektakularnie pozbawili go życia. Nie o to raczej chodzi w budowaniu interesujących antagonistów. Podobnie było z Królem Gargulców, którym sterowała Penelope. Sam ten wątek był już wysilony do granic możliwości, dlatego odkrycie, kim był prawdziwy Król Gargulców, było pozbawione jakiegokolwiek napięcia i podniosłości. Sam Chic był kompletnie bezbarwną postacią, co dokładnie potwierdził w finale tego sezonu. Jest to dla mnie antagonista obojętny, podobnie jak jego działania na ekranie. Tak raczej nie powinno być. Najmniejsze zastrzeżenia można mieć do Penelope Blossom, ponieważ mimo tego, że nie była jakąś ciekawą postacią do tej pory, to wykreowanie jej na mistrza gry i przestępcy w białych rękawiczkach przebiegło nawet sprawnie. Można zrozumieć jej motywacje. Założenia planu, aby ukarać dzieci członków Midnight Club, były dosyć sensowne, a prowadzenie rozgrywki przez Penelope w pewnych momentach trzymało w napięciu. Gdyby ten wątek był rozwiązany prościej przez scenarzystów, mógłby być naprawdę dobry. Jednak w tym wypadku niepotrzebnie został ubarwiony w finale o inne aspekty z poprzednich sezonów, tylko po to, aby zaznaczyć, że są połączone ze sobą. To można było nakreślić znacznie delikatniej, a tak niestety wystąpił klasyczny przerost formy nad treścią. Szkoda.

Podobnie jest w przypadku wątku Farmy, który z odcinka na odcinek był coraz bardziej absurdalny a apogeum swojej nieracjonalności osiągnął właśnie w dwóch ostatnich epizodach. Po pierwsze kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie jak twórcy zmieniali w poszczególnych odcinkach sposób nastawienia do Farmy jej członków. Najlepszym tego przykładem jest Cheryl, która w jednym epizodzie zaczyna powoli sprzeciwiać się naukom sekty, potem znowu przeobraża się w jej zagorzałą zwolenniczkę. Takie elastyczne podejście nie powinno mieć miejsca, ponieważ te przemiany nawet nie są wytłumaczone, tylko po prostu scenarzyści dopasowali sobie nastroje do fabuły. To nie świadczy o nich dobrze. Sam wątek Farmy z owianej tajemnicą sfery zamienił się w pełen fabularnych głupotek, bezsensowny element historii. Czego my tutaj nie mieliśmy - wykopywanie zwłok w celach hipnotycznych, nielegalna sprzedaż organów, mistyczne rytuały. To wszystko stworzyło mało zjadliwy koktajl, który męczył w czasie oglądania serialu. Najbardziej jednak żałuje jak wątek Farmy odbił się na kilku, ciekawych postaciach. Szczególnie szkoda mi Kevina, o czym już pisałem w jednej z poprzednich recenzji, który z dobrze napisanego, drugoplanowego bohatera zamienił się w bezmyślne zombie. Podobnie sprawa ma się z Polly, która mimo tego, że nie była wcześniej jakąś mocno eksploatowaną postacią, to czuło się do niej sympatię. Tutaj niestety wychodzi na bezduszną antagonistkę, która chce psychicznie zniszczyć swoją siostrę. Farma jest zdecydowanie jednym z najsłabszych wątków w tym serialu, a już tajemnicze zniknięcie (czy też wstąpienie) prawie wszystkich członków sekty było szczytem absurdu. Szkoda, że ten wątek będzie kontynuowany w kolejnym sezonie, bo nie widzę w nim żadnego potencjału.

Jednak jest pewne światełko w tunelu dotyczące jednej z ostatnich scen finałowego epizodu. Chodzi mi tutaj o scenę, która przerwała sekwencję w barze z udziałem naszych bohaterów. W niej widzimy jak Archie, Betty i Veronica zakrwawieni palą swoje ciuchy i czapkę Juga. Nie powiem, to była intrygująca scena, która może zapowiadać całkiem niezły wątek, oczywiście jeśli twórcy tego nie zepsują. Natomiast nie za dobrze zapowiada się wspomniany przeze mnie wątek Farmy, w którym Betty i Jug będą współpracować z FBI, a konkretnie z bratem obojga (tak, zgadza się, obojga), Charlesem. Nie wiem tak naprawdę po co ta postać została wprowadzona, bo robi się już z tych rodzinnych koneksji swoista Moda na sukces. Ostatnie odcinki 3. sezonu Riverdale mają kilka pozytywnych przesłanek, ale toną one pod słabymi i niestety w kilku przypadkach bardzo głupimi rozwiązaniami fabularnymi, w którym absurd i skrótowość zdominowały niektóre pierwotne, ciekawe rozwiązania.

Źródło: zdjęcie główne: The CW

Riverdale

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV