Solid Gold - recenzja filmu [44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni]

Solid Gold to głośny film za sprawą afery na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Gdy po perypetiach wrócił do konkursu, możemy jasno stwierdzić: z wielkiej chmury mały deszcz.

Ocena recenzenta:
3/10

Solid Gold to głośny film za sprawą afery na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Gdy po perypetiach wrócił do konkursu, możemy jasno stwierdzić: z wielkiej chmury mały deszcz.

Solid Gold to film, o którym za sprawą kontrowersji pewnie wielu potencjalnych widzów słyszało. Opowieść bardzo luźno inspirowana prawdziwymi wydarzenia ma pokazać nam Polskę rządzoną przez biznesmena-kryminalistę i policjantów, którzy chcą dorwać króla wybrzeża. Bynajmniej nie brzmi to źle! W tej wizji drzemie potencjał na dobry thriller polityczny, bo oczywiście politycy odgrywają rolę pionków w rozgrywce fabularnej. Wszystko, co dobre w tym koncepcie, nie przekłada się na równie zadowalający efekt.

Nowy film Jacka Bromskiego jest przede wszystkim fatalnie zmontowany i wydłużony do granic możliwości. Ponad dwie godziny seansu szybko się dłużą, bo dostajemy mnóstwo wątków, które nigdy nie zostają zamknięte. Niby dzieje się coś na ekranie, ale nic z tego nie wynika i gdy puenta powinna to spiąć, kładzie cały film na łopatki. Jak cała opowieść straszliwie się wlecze, tak końcowy akt leci za szybko i po łebkach. Tak jakby po drodze reżyser zgubił z godzinę materiału nadającego temu wszystkiemu sens. A jako że jest to film zmontowany z materiału tworzonego na serial, ten kłopot nabiera sensu.

fot. Olaf Tryzna

Problem jednak jest głębszy, bo jest to realizacyjnie film na poziomie słabego kina klasy B z lat 80. lub 90. Sztuczność inscenizacji wielu scen (w tym też tych ze strzelaninami) aż wylewa się z ekranu, zbyt często popadając w kicz i banał. Zbyt wiele razy absurdy i głupoty atakują widza z ekranu, nie pozwalając nawet na przymknięcie oka, bo dominują one w kluczowych wątkach opowieści. Na czele z kulminacją, która jest jednym z największych nonsensów i parady ekranowej sztuczności, jakie zobaczycie w kinie w 2019 roku. Czuć to w decyzjach technicznych Jacka Bromskiego, w dziwnych motywach w scenariuszu związanych z pozbawionymi sensu zachowaniami bohaterów i we wspomnianym montażu budującym chaos opowiadanej historii. Poszatkowanej i złożonej ze scen, które częściej są nudne i chciałyby być czymś lepszym, niż w istocie są. 

A szkoda, bo choć scenariusz nie daje zbyt wiele, atakując widza wspomnianymi przywarami, to Janusz Gajos i Andrzej Seweryn to klasa sama w sobie. Panowie wyciągają ze swoich postaci, co mogą, nadając niektórym scenom czegoś wyjątkowego. Szczególnie tej wspólnej, gdzie choć fabularnie wzbudzają one jedynie konsternacje, tych panów zawsze kapitalnie się ogląda na ekranie. Niestety, ale talent obu aktorów zasługuje na o wiele więcej, niż coś tak niedopracowanego i siermiężnie sklejonego.

Solid Gold to po prostu zły film, który nie niesie ze sobą nic wartego czasu. Realizacyjnie fatalnie i sztucznie wykreowany, acz aktorsko dobry. Pozbawiony jakichkolwiek rzeczy mogących wywołać kontrowersje, które wokół tego filmu narosły. Za długi, nudny i ze zbyt duża dawką niezamierzonego absurdu.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Solid Gold

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV