Sposób na morderstwo: sezon 5, odcinek 15 (finał sezonu) – recenzja

Sposób na morderstwo zamyka swój piąty sezon w bardzo dobrym stylu. Odpowiada na kilka pytań, choć z pełną premedytacją pozostawia widzów z jeszcze większą ich ilością.

Ocena recenzenta:
8/10

Sposób na morderstwo zamyka swój piąty sezon w bardzo dobrym stylu. Odpowiada na kilka pytań, choć z pełną premedytacją pozostawia widzów z jeszcze większą ich ilością.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Jeśli którykolwiek z dotychczasowych odcinków można by było porównać do przejażdżki kolejką górską, to właśnie finał piątego sezonu nadaje się do tego najlepiej. Od samego początku wydarzenia są dynamiczne, przyciągają uwagę widza i nie pozwalają na ani jedną chwilę rozproszenia. Nawet takie słodkie przerywniki jak Connor i Oliver bawiący się z małym dzieckiem nie są w stanie uspokoić gęsiej skórki ekscytacji, która pojawia się wraz z rozwojem fabuły.

Finałowy odcinek wziął na barki zamknięcie kilku wątków i podołał temu stosunkowo dobrze. Jednym w wielkich niewiadomych było, kto tak naprawdę odpowiada za morderstwo Nate’a seniora. Tym razem zrzucanie odpowiedzialności z jednego podejrzanego na drugiego przeszło sprawniej i wyszło zdecydowanie bardziej spójnie niż w poprzednim odcinku. Zwłaszcza bardzo przypadł mi do gustu motyw, by kreować Millera jako winnego całemu zajściu, podczas gdy ostatecznie okazał się jednak tym dobrym i szlachetnym facetem. Co tym samym czyni postać Bonnie tragiczną, a zarazem tą, która straciła najwięcej w tym sezonie. Z kolei pokraczny akt miłosierdzia, jakim jest zatajenie tej prawdy przed Natem i Bonnie, wydaje się być tutaj oznaką słabości w charakterach Annalise i Franka. To kłamstwo zapewne wróci w przyszłości i nie zdziwiłabym się, gdyby było przeszkodą nie do pokonania dla późniejszej relacji tej trójki.

Ciekawym zabiegiem był również sposób, w jaki w ciągu jednego odcinka postać Xaviera przeszła z potężnego następcy swojego ojca, do zwykłego popychadła pani gubernator. Dosłownie tuż po kluczowej konwersacji pomiędzy Laurel, Annalise i nim, cały autorytet Xaviera rozpryskuje się na drobne kawałeczki. Jednocześnie staje się jasne, że w serialu dominują kobiety. Zarówno pod względem władzy nadanej (pani gubernator), ale przede wszystkim osobistej charyzmy. Czy mowa tutaj o Annalise czy Tegan, a nawet ostatnio zdruzgotana Bonnie - prawie każda kobieca bohaterka wybija się ponad przeciętność. Zwłaszcza kiedy pokazuje się je w totalnej kontrze do mężczyzn w serialu. Chociażby w tym jednym odcinku, zarówno Nate jak i Emmett, potrzebowali pomocy ze strony pań. Serial stawia na kobiece bohaterki i mam wrażenie, że z każdym kolejnym sezonem męskie postaci stają się coraz mniej potrzebne i widoczne.

Oprócz tych głównych wątków serial wypełniony był po brzegi pomniejszymi tematami. Michaela złożyła wniosek, by poznać tożsamość swoich biologicznych rodziców i już teraz sugeruje się nam pewne połączenie z Annalise. Oczywiście nie dostajemy odpowiedzi, kim jest jej ojciec, ale już teraz kusi się nas kolejną tajemnicą. Piątka Annalise bierze sprawy w swoje ręce i próbuje za wszelką cenę wyrwać Gabriela spod wpływu FBI. Co ciekawe udaje im się to, choć tak naprawdę postać Gabriela jest tutaj bardzo marginalna. “Ściana powiązań” w dalszym ciągu stanowi zagrożenie dla Annalise, a FBI wydaje się podążać krok w krok za naszymi bohaterami. Czy i kiedy coś z tego wyniknie - pozostaje nam czekać na kolejny sezon.

Już traciłam nadzieje wobec Franka, bo ten sezon naprawdę pozbawił go większości atrybutów przypisanych jego postać. Na sam koniec jednak Frank zreflektował się trochę nad swoim własnym zachowaniem. Nawet sam siebie podsumował, że wszyscy lubią go bardziej jako zwyczajnego Franka, niż grzecznego i ułożonego pomagiera Annalise. Kiedy tylko wyciągnął kilka potrzebnych informacji, w swoim “subtelnym” stylu, od razu było wiadomo, że cały serial powrócił na właściwe tory i teraz będzie tylko jeszcze lepiej. Może zabrzmi to mało szlachetnie, ale Frank jest specjalistą od brudnej roboty w tym serialu i tak długo jak wywiązuje się tego zadania, tak długo błyszczy na ekranie.

Odcinek ma kilka bardzo mocnych momentów, które są prawdziwą ucztą dla fanów serialu. Wystąpienie Tegan w obronie Emmetta, rozmowa Annalise z Xavierem, a także konfrontacja Laurel z resztą studentów - to właśnie te elementy sprawiają, że ten odcinek ogląda się wyśmienicie. Relacja Tegan i Annalise, zbudowana na bezpośredniości i lojalności też dodaje dodatkowych wrażeń. Bardzo niewiele rzeczy poszło gorzej w tym odcinku i po dość nierównym sezonie, finałowy odcinek znacząco wybija się ponad resztę.

To, co najbardziej mi zgrzytało to były flashbacki, które ujawniały wszystko. Do tej pory, sceny z przeszłości zazwyczaj odnosiły się do któregoś z głównych bohaterów, były rodzajem ich wspomnień. Teraz jednak, my jako widzowie, dostaliśmy po prostu wgląd w wydarzenia, mimo że nikt z głównych bohaterów nie brał w nich udziału. Oczywiście sprawdza się to doskonale jako odkrywanie nam brakujących puzzli układanki, z drugiej jednak strony jest to bezpośrednie dopowiadanie historii. To, czego Annalise i jej studenci nie mogli odkryć, albo mogli jedynie się domyślać, my jako widzowie widzimy doskonale. Tak samo wystarczyło, że Frank “porozmawiał” z jedną z policjantek i od razu uzyskał odpowiedzi na to, kto zabił Nate’a seniora. W takim przypadku, praktycznie wszystkie wcześniejsze starania Nate’a wydają się być po prostu stratą czasu - zarówno bohaterów, jak i widzów serialu.

Finał sezonu kończy się mocnym cliffhangerem, który bezpośrednio sugeruje, że to jeszcze nie koniec tej historii, a serial ma jeszcze trochę do opowiedzenia. Dochodzi do porwania Laurel i jej synka i zrobiono to w taki sposób, że widz czuje się tak samo zaskoczony jak reszta bohaterów. Co prawda nie do końca jestem przekonana, jak dobry jest to podkład pod kolejny sezon, ale jako zwrot fabularny w tym konkretnym momencie, na pewno jest efektowny. Tym bardziej, że przez cały sezon uśpiono naszą uwagę wobec rodziny Castillo i teraz serial może dowolnie bawić się naszym zaskoczeniem. Co z tego wyniknie? Pozostaje nam tylko czekać.

Serial kończy swój piąty sezon w mocnym stylu, rehabilitując się za swoje poprzednie odcinki. Teraz z perspektywy czasu widać, że z łatwością można było wyciąć kilka niepotrzebnych elementów i scen, a sam sezon miewał raz lepsze, a raz gorsze odcinki. Całość jednak oglądało się przyjemnie, choć zdecydowanie za mało tutaj elementów proceduralnych. Główne wątki bohaterów są prowadzone na wysokim poziomie, ale czuć, że to właśnie na nich skupia się serial. A szkoda, bo do tej pory pamiętam ciarki ekscytacji spowodowane fenomenalnym wystąpieniem Annalise przed Sądem Najwyższym. Finał sezonu niezaprzeczalnie jest jednym z lepszych, w karierze tego serialu, a sam sezon ogląda się z większą przyjemnością niż chociażby dwa poprzednie.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Sposób na morderstwo

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV