Supernova - recenzja filmu [44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni]

Supernova to debiut reżysera Bartosza Kruhlika, który opowiada o kilku godzinach z życia wiejskiej społeczności i trzech bohaterach. Jedno tragiczne zdarzenie zmieni ich życie.

Ocena recenzenta:
7/10

Supernova to debiut reżysera Bartosza Kruhlika, który opowiada o kilku godzinach z życia wiejskiej społeczności i trzech bohaterach. Jedno tragiczne zdarzenie zmieni ich życie.

Supernova to film opowiadający pozornie oczywistą historię. Oto na drodze przy pobliskiej wsi dochodzi do tragicznego wypadku. Ofiarami są matka i dwójka dzieci, a winowajcą kierowca rządowego samochodu. To stanowi punkt wyjścia do rozwoju oczekiwanego chaosu zgodnie z tym, co możemy sobie wyobrazić: chęć linczu, dramaty bliskich, blokady służb (bo rządowe auto) i trudna praca służb ratowniczych. Może wydawać się to zwyczajne i wręcz nudne, ale dostajemy coś wręcz przeciwnego.

Najciekawsze jest to, że choć domyślamy się, jak każdy zachowa się w takiej sytuacji i że będzie chciano dokonać samosądu, przestaje to mieć znaczenie. Wszystko za sprawą fenomenalnej pracy reżysera, który buduje napięcie jak w dobrym thrillerze. Trzyma przez cały film aż do kulminacji, gdzie teoretycznie może wydarzyć się wszystko, ale jesteśmy ciągle angażowani i zaciekawiani dalszym rozwojem wypadków. To staje się ciekawą mieszanką gatunkową, która choć na pierwszym planie opowiada o ludzkich tragediach, działa dobrze jako thriller z domieszką kryminału. Pod tym względem Supernova pozytywnie zaskakuje.

Tak naprawdę to jest spektakl trzech aktorów - Marka Brauna, Marcina Hycnara i Marcina Zarzecznego. To oni stanowią fundament historii i są jej emocjonalnym centrum. Reżyser świetnie śledzi ich okiem kamery, zwracając uwagę na wszelkie niuanse, a ekspresja panów daje o sobie znać. Nie jest przesadzona z uwagi na tragiczne okoliczności, a często to właśnie ona potrafi poruszyć emocje widzów. Pokazać coś nieoczekiwanego - jak różne wybuchy i zdarzenia stają się wiarygodne, ciekawe i ważne. Dają do zrozumienia, że oglądamy coś prawdziwego i na swój sposób przejmującego. 

Często jest tak, że najważniejsza w filmie jest puenta, czyli zakończenie. Supernova ma tu problem, bo choć przez cały czas trzyma w napięciu, to kulminacja mija i puenta się rozmywa... Brakuje mocnego akcentu na koniec, który by postawił kropkę nad i.  Pozwolił zrozumieć , a przede wszystkim poczuć, do czego to wszystko dążyło. A tego zabrakło, ponieważ dostajemy pseudonaukowy bełkot, który nie ma emocjonalnego i znaczeniowego wydźwięku. Marnuje potencjał budowanej przez cały film historii i staje się skazą na całkiem niezłym filmie.

Supernovamoże nie pobije komercyjnych rekordów, ale jest kinem wartym zainteresowania. Poruszające ukazanie oblicza tragedii i sprawny oraz pełny napięcia sposób opowiadania historii dają seans, na którym nie sposób się nudzić. Pozwalają przyjrzeć się różnym obliczom człowieczeństwa w sytuacji ekstremalnej i zastanowić się nad złem tego świata. Nic tu jednak nie jest czarne czy białe, ma to wszystko drugie dno. Tym bardziej szkoda, że samo zakończenie pozostawia trochę niesmak.

Supernova

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV