Templariusze: sezon 2, odcinek 1 – recenzja

Templariusze kontynuują opowiadaną historię w 2. sezonie. Oceniam, jak odcinek wprowadza do nowej serii.

Ocena recenzenta:
7/10

Templariusze kontynuują opowiadaną historię w 2. sezonie. Oceniam, jak odcinek wprowadza do nowej serii.

Adam Siennica

Adam Siennica

Tagi:  templariusze 

Knightfall starają się pokazać inną rzeczywistość świata przedstawionego przez postać Landry'ego. Tak jak zwiastun zapowiadał, najpierw zostaje on wygnany z zakonu, a potem przyjęty na nowo w stopniu nowicjusza. To stanowi podstawa premierowego odcinka, która pozwala skupić się w pełni na templariuszach, bez niepotrzebnych dodatków w postaci romansów czy wątków obyczajowych (w tym wątku dziecka). Najważniejszy jest upadek Landry'ego jako człowieka i templariusza, który pozwala zbudować przemianę bohatera. Upokorzenie, niechęć z każdej strony oraz  jego walka o odbudowanie pozycji i szacunku to wątek z potencjałem, który sprawdza się całkiem nieźle. Widać, że twórcy chcą temu poświęcić sporo czasu, by pokazać, kim Landry się stanie i dlaczego ma nas to interesować. Na plus.

Nie będę owijać w bawełnę: Mark Hamill to wyśmienity dodatek do Templariuszy. Jego postać Talusa to człowiek zgorzkniały, o określonych wartościach i stanowisku, a zarazem mistrz, który przekazuje wiedzę młodym adeptom. Nie ma się wrażenia, że oglądamy Luke'a Skywalkera z Star Wars: The Last Jedi. Talus jest postacią inną, bardziej fanatyczną w swoich poglądach, występującą przeciw Landry'emu. To sprawia, że ten odcinek buduje przed widzami duet mający odgrywać ważną rolę w sezonie. Taki, który ma wyśmienity potencjał i jeśli twórcy go wykorzystają, może to być najmocniejszy punkt 2. sezonu. Zwłaszcza że ta relacja - choć początkowo niechętna - wydaje się, że z czasem ulegnie przeobrażeniu, tak jak i sam Landry. Pewnie wielu widzów dostrzeże w nim jakieś echo Skywalkera, bo mimo wszystko to wciąż mistrz zakonu uczący młodych adeptów, więc wiadomo, czego oczekiwano od Hamilla. Nie zmienia to jednak faktu, że jego postać jest charyzmatyczna, ciekawa i ważna dla sezonu. Nie znika po jednym odcinku, jak niektórzy spekulowali, a nawet bierze udział w scenach akcji. Zaleta, którą twórcy powinni dobrze wykorzystać, bo to po prostu samograj.

Fabularny cel tego sezonu jest prosty i zapowiadał go zwiastun: kontynuacja wątku konfliktu z królem Francji. Od razu jednak staje się on ciekawszy, bo gdy wyjęto z równania wątek obyczajowy w postaci królowej, mamy pełne oparcie na emocjach i polityce. Szczególnie, że do gry wchodzą jeszcze dzieci Filipa, czyli Ludwik oraz Izabella. Ten pierwszy jako brutalny i nieprzewidywalny wojownik ma ciekawy potencjał na przeciwnika, który sprawi bohaterom niemało problemów. Pokazane kroki polityczne są oczywiste, przewidywalne, ale w tym przypadku to dobrze, bo twórcy nie popadają w skrajności i chcą rozegrać to spokojnie, przemyślanie. Spór z templariuszami zaognia się z każdą chwilę (premiera, o dziwo, daje nam trochę walk) i czuć, że pod tym względem zapowiada ciekawszy sezon.

Templariusze wracają z odcinkiem spokojnym, ale przemyślanym. Dobrze nakreślają poszczególne wątki, starając się skupiać na postaciach, gdzie w wyraźnym centrum jest właśnie Landry. Gdy z historii usunięto wątek obyczajowej komplikacji związanej z romansem z królową, akcenty są położone na te miejsca, które są ważne w takich serialach. Na fabule, polityce, odpowiednich postaciach i konfliktach, które będą determinować rozrywkowy charakter sezonu.

Templariusze

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV