Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
7/10

The Affair: sezon 4, odcinek 4 – recenzja

W czwartym odcinku The Affair główna intryga nabiera rumieńców. Dzięki kilku sprytnym rozwiązaniom fabularnym opowieść zyskuje na atrakcyjności, dzięki czemu serial zaczyna robić naprawdę dobre wrażenie.

W centrum wydarzeń bieżącego epizodu jest Ben. Postać, która jakiś czas temu została wprowadzona do historii, teraz rozwija skrzydła. Pojawia się w wątku Allison oraz u Cole’a i pod względem fabularnym prezentuje się całkiem nieźle. To bardzo złożony i mało oczywisty bohater. Twórcy w zręczny sposób demaskują jego dwulicowość. W segmencie poświęconym Allison przedstawiony zostaje jako romantyczny „brat łata” i szansa na nową miłość dla bohaterki. U Cole’a natomiast widzimy go jako hipokrytę i oszusta. Oczywiście nie ma co wyrokować w kwestii jego moralności i intencji, bo może się okazać, że to kolejny dobry człowiek zmagający się z przerastającymi go problemami. Postać ta bardzo dobrze robi opowieści, bo dzięki niemu The Affair powraca na tory nieoczywistości i relatywizmu.

Czwarta odsłona to kolejny odcinek, w którym nieobecna jest zmysłowość i namiętność. Jak do tej pory mieliśmy zaledwie kilka krótkich scen seksu, które stanowiły element fabularny, a nie siłę napędową całego serialu. Trudno powiedzieć czy to celowe zagranie, mające zaakcentować inne motywy, czy twórcy zdecydowali się z nieznanych nam powodów zrezygnować z takiej estetyki. Na szczęście nie wpływa to na jakość serialu. Opowieść jest na tyle zajmująca, że możemy przymknąć oko na stopniowe odstępowania od stylistyki, która była znakiem rozpoznawczym produkcji.

Widać to szczególnie w bieżącym odcinku, gdzie dzieje się niezwykle dużo na poziomie emocji. Bohaterowie wreszcie zaczynają artykułować to, co czują. Na pierwszym planie pojawiają się nieprzepracowane traumy i wewnętrzne demony. Allison powraca do tragedii z przeszłości. Całkowicie odsłania się przed Benem, opowiadając o zmarłym synu. Jak widać, nawet po tylu latach nie udało jej się w pełni poradzić z cierpieniem. Nic w tym dziwnego – takie zdarzenia zostają w człowieku na zawsze. Dobrze jednak, że sposób, w jaki Allison mierzy się z urazem, jest zupełnie inny od tego, co widzieliśmy w pierwszych sezonach. Podczas gdy wcześniej obserwowaliśmy losy dążącej do autodestrukcji młodej, złamanej przez życie matki, to teraz spotykamy doświadczoną kobietę, świadomą istoty swojego bólu, szukającą metody, aby go ukoić.

W najnowszym odcinku uzewnętrznia się także Ben na spotkaniu anonimowych alkoholików oraz państwo Lockhart, próbujący uratować małżeństwo. Podczas gdy Ben pokazuje jasną i ciemną stronę swojej osobowości, u Cole’a i Luisy sprawy są dużo bardziej skomplikowane. Cole, zaangażowany emocjonalnie w los Allison, swojej żony oraz córki, miota się, próbując znaleźć remedium na wszystkie problemy. Za radą matki udaje się w podróż, mającą pomóc mu ogarnąć bałagan w jego życiu. Czy będzie to właściwe rozwiązanie fabularne? Takie motywy zawsze są szansą na pewne introspektywne wątki i rozbudowę psychologiczną postaci. Czas pokaże, czy twórcy podejdą właściwie do tej historii.

Odcinek po raz kolejny zostaje otworzony sceną poszukiwań Allison. Wydarzenia z bieżącego epizodu sugerują, że osobą odpowiedzialną za zaginięcie bohaterki może być Ben. Z drugiej strony jednak, The Affair nie raz wodził widzów za nos, serwując finalnie mniej oczywiste rozwiązania. Cieszy za to relacja między Noahem i Cole’em. Wygląda na to, że panowie zakopali wreszcie topór wojenny i zdążyli nawet się polubić. Widać również, że pisarz ma poprawne relacje z Allison i jej córką. Ten progres w stosunkach między głównymi bohaterami jest widoczny i z pewnością będzie miał kluczowe znaczenie dla dalszych rozstrzygnięć.

Najnowszy epizod The Affair to miła odmiana po zeszłotygodniowych „flakach z olejem”. Teraz jest dużo bardziej intensywnie, mimo że serial świadomie odchodzi od estetyki znanej z pierwszych sezonów. Twórcom udaje się zręcznie zanurkować w psychologię bohaterów, dzięki czemu tym razem jest mniej obyczajowo, a bardziej dramatycznie.

Źródło: zdjęcie główne: Showtime

Poznaj recenzenta

Wiktor Fisz
Fan Davida Lyncha, Monty Pythona i H.P. Lovecrafta. Uważa, że sztuka jest jedyną dziedziną życia, w której można sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Bardzo nie lubi tradycyjnej telewizji, jest za to wielkim fanem platform SVOD. Gdyby był producentem serialowym, wydałby wszystkie pieniądze na ekranizację książki „Wieki Światła” Iana R. McLeoda. Wciąż próbuje przekonać córkę, że Vaiana jest lepszą animacją niż Król Lew.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Te bohaterki rzucą na Was urok.…

W sieci pojawiły się nowe prace Chrissie Zullo, cenionej wśród miłośników popkultury artystki, która lubuje…

Piotr Piskozub
-

Lubicie czy nie, ale te figurki…

Do sieci trafiły już zdjęcia figurek kolekcjonerskich z najnowszej serii od DC Collectibles.

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Aquaman – poznajcie kolejnego…

Na Comic-Conie w San Diego pojawiło się kilka przedmiotów promujących film Aquaman - między innymi…

Adam Siennica
-

[SDCC 2018] Krwawa jatka i przekleństwa…

Ruszamy z San Diego Comic-Con na poważnie. Oto mroczny zwiastun serialu Titans opartego na komiksach…

Piotr Piskozub
-

Masz 4 tysiące dolarów? Zadrapana tarcza…

Marvel uruchomił nową linię sprzedażową przedmiotów z MCU - wśród nich znajdziemy tarczę Kapitana Ameryki…

Adam Siennica
-

Ostatni Jedi – ten plakat zaświeci…

Artysta Mark Englert stworzył prawdziwie magiczny plakat filmu Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi. Zobaczcie galerię.

Co o tym sądzisz?