Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
3/10

The Originals: sezon 5, odcinek 13 (finał serialu) – recenzja

The Originals to dobry serial, który pokazał, że można zrobić coś lepiej i ciekawiej, niż w ckliwych Pamiętnikach wampirów. Tak było przez niezłe 4 sezony, ale to się zmieniło w finałowej serii, która okrutnie obniżyła jakość. Kiepski finał to jedynie kropka nad i.
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Sam początek odcinka The Originals jest popisem twórców w negatywnym znaczeniu. Nie ma tu mowy o przemyśleniu czy dopracowaniu, są jedynie skróty, które mają pasować do danej wizji. Fakt, że Hope nagle ot tak pojawia się dokładnie w tym miejscu, gdzie Klaus zamierza odebrać sobie życie, jest absurdalny i pozbawiony sensu. Pomijam już niezgodność z tym, ile trwa przemiana wilkołaka podczas pełni księżyca, bo przecież dopiero co się przemieniła, a tu kolejna teleportacja – jest znowu człowiekiem i właśnie wtedy, gdy ma zareagować. Nie ma mowy też o emocjach, bo młoda aktorka za każdym razem nie jest w stanie przekonująco je pokazać lub jest źle prowadzona. Taki początek jest tylko przedsmakiem tego, jak bardzo zły jest to odcinek.

Przez cały finał mamy to, co kilkakrotnie miało miejsce w różnych okolicznościach w Pamiętnikach wampirów, więc jak ktoś oglądał, skojarzy schemat. Wiemy więc, że Klaus musi umrzeć, więc co daje nam Julie Plec i jej pomocnicy? Tyradę ckliwości, sentymentalizmu, kiczu i wypełniania odcinka pożegnaniami, które nie niosą ze sobą potrzebnej dawki emocji, a jedyne sztuczne przedłużanie czasu ekranowego do przygotowanej kulminacji. Wiem, że to finał, więc siłą rzeczy pewna doza nostalgii czy ckliwości jest wskazana, ale twórcy przekroczyli wszelkie granice, robiąc z relacji rodzeństwa coś, co trudno znieść. To szybko staje się nudne i puste. Nie niesie żadnej wartości rozrywkowej. Coś, co było zaletą całego serialu, staje się wadą jego finału.

Najgorsze są jednak wątki poboczne, które wpisują się ponownie w trend pierwowzoru o wampirach, a nie to, co ten serial pokazywał przez cztery sezony. Z jednej strony jest zbyteczny i męczący wątek Freyi i jej żony, które chcą, aby Vincent został ojcem ich dziecka. Wszystko na siłę przedłużane sztuczną dramaturgią, która i tak doprowadza do przewidywalnego zakończenia. Biorąc pod uwagę fakt, że romantyczna relacja Freyi była najgorszym wątkiem sezonu (może i całego serialu?), a odcinek jej ślubu jednym z najgorszych w historii The Originals, trudno się więc dziwić, że ten trend jest utrzymany. Wątek poprowadzony fatalnie, bez krzty emocji, autentyczności czy sensu. Zasadniczo to jego zbyteczność w tym odcinku jest jeszcze bardziej bolesna. To takie odznaczenie z listy: fani chcą happy endu tej postaci, więc ją dostają. A patrząc na amerykańskie portale – oceniają to pozytywnie. Ja jednak nie mogę tego zrobić, bo jest to wątek niepotrzebny i źle zrealizowany. Solidny pomysł został ukazany w bezmyślny sposób, który nie ma za grosz wyczucia czasu (wszyscy smucą się Klausem, a ona tu o dzieciach gada…) i emocjonalnego znaczenia. Z drugiej strony mamy Rebekę i Marcela, których romans oczywiście musiał też doczekać się happy endu. Przesłodzone do granic możliwości i to bez tego, co czyni wątek romantyczny czymś pozytywnym i wywołującym jakieś emocje. Pustka i kolejny raz sztuczne zapewnianie bohaterom szczęśliwego zakończenia pomimo wcześniej wprowadzanie głupich przeszkód.

Z wątków o podłożu romantycznym ponownie trafia w punkt relacja Klausa z Caroline. Nie wiem, co się stało z aktorami, że tak się zmienili po Pamiętnikach wampirów, ponieważ ponownie ich wspólne sceny ogląda się kapitalnie. Chemia pomiędzy nimi jest dostrzegalna, emocje są odczuwalne, a konkluzja, choć słodko-gorzka i ckliwa  (w tym miejscu, dzięki tej dwójce), ma sens i potrafi poruszyć emocje. To właśnie też pokazuje jedyną zaletę finału i jest nią Joseph Morgan, który błyszczy w tym odcinku. Pomimo tego, że dostaje fatalny i momentami przeokrutnie kiczowaty materiał, potrafi wyciągnąć z niego wiele, nadając wszystkiemu emocji, charakteru i przekonać nas, że oglądamy finalną przemianę Klausa w dobrego gościa. To jego talent tutaj wybucha na tle przeciętności, banału i przewidywalności. Oby aktor dostał jakieś dobre role, by się nie marnował.

Ostatnia scena jest tym, co wywołuje najbardziej mieszane odczucia. Elijah decyduje się umrzeć razem z Klausem. Początkowo stwierdziłem, że to jednak głupie i przekombinowane, za bardzo w klimacie fanfika nastolatki, który Julie Plec i spółka zbyt często wprowadzali w Pamiętnikach wampirów. Jednak, jeśli by się nad tym tak zastanowić, ta decyzja ma sens. W końcu sensem życia Elijah było pilnowanie i ratowanie Klausa przed nim samym. Ich braterska więź staje się tym, co powinno mieć kluczowe znaczenie w tym odcinku kosztem bezdennie głupio przedstawionych wątków romantycznych. Ta relacja wybrzmiewa dopiero w ostatniej scenie, gdy możemy zrozumieć to i w pewnym sensie zaakceptować. Nawet jeśli Elijah powinien po prostu przeżyć i pilnować swojej bratanicy (co miałoby większy sens), niż tak oddawać życie. Z tego też powodu odczucia pozostają mieszane, a sama realizacja jednak to pogłębia. To jest ponownie przykład dobrego pomysłu, który na ekranie nie sprawdza się najlepiej. Nie mogę zarzucić aktorom namacalnego zbudowania emocji i poruszenia widza w jakimś stopniu, ale znowu zbyt dużo tu idealizowania śmierci i poświecenia, zbyt mało głębi, która w tej scenie powinna być obecna.

The Originals to dobry serial, który potrafił pokazać, że nie trzeba krążyć w bagnie banałów i romantycznych relacji w stylu marzeń nastolatków, by opowiedzieć o wampirach. Tutaj zawsze była ważna relacja rodzinna, a miłość była na drugim, a nawet trzecim planie. To zmieniło się w bardzo złym finałowym sezonie, za który odpowiadała wspomniana Julie Plec. To tylko dowód, że jej podejście do opowiadania historii nie współgrało z tym, jak inne osoby dobrze rozwinęły ten serial. Jedynie potwierdziły, że pani Plec ma określoną wizję i grupę odbiorców, do których ja zdecydowanie nie należę.

Poznaj recenzenta

Adam Siennica
Zastępca redaktora naczelnego naEKRANIE,pl. Dziennikarz z zamiłowania. Fan Gwiezdnych Wojen od ponad 20 lat, wychowywał się na chińskim kung fu, kreskówkach i filmach z dużymi potworami. Nie stroni od żadnego gatunku w kinie i telewizji. Choć boi się oglądać horrory. Uwielbia efekciarskie superprodukcje, komedie z mądrym, uniwersalnym humorem i inteligentne kino. Najważniejsze w filmach i serialach są emocje. Prywatnie lubi fotografować i kolekcjonować gadżety ze Star Wars.

Najlepsze z 24h

Michalina Reda
-

Thor: Ragnarok – takie plakaty rozdano…

Na zakończenie zdjęć do filmu Thor: Ragnarok, ekipa i aktorzy dostali w prezencie świetne plakaty.…

Michalina Reda
-

Fatalne otwarcie nowego filmu Spaceya. Zarobił…

Billionaire Boys Club to prawdopodobnie ostatni film z udziałem Kevina Spaceya. Produkcja właśnie weszła do…

Michalina Reda
-

Homer Simpson w prawdziwym życiu. Zobacz…

Miguel Vasquez to artysta, który tworzy trójwymiarowe modele znanych kreskówkowych bohaterów. Jego wizja Homera Simpsona…

Michalina Reda
-

Predator – zobacz nowy dynamiczny spot…

Trwa promocja nadchodzącego filmu Predator, a do sieci trafił kolejny spot promocyjny. Zobaczcie wideo.

Michalina Reda
-

Winona Ryder twierdzi, że poślubiła Keanu…

Winona Ryder i Keanu Reeves odgrywali scenę ślubu na planie Draculi. Teraz aktorka uważa, że…

Michał Kujawiński
-

Fantastyczna Czwórka w Deadpoolu 2? Szkice…

Do sieci trafiły nowe szkice koncepcyjne z filmu Deadpool 2, które zdradzają plany niedoszłego reżysera…

Co o tym sądzisz?