Ocena recenzenta:
3/10

Transformers: Ostatni rycerz – recenzja filmu

Michael Bay potrafi zaskakiwać: kiedy myślisz, że nic już gorszego nie nakręci, to pokazuje widzom coś w rodzaju Transformers: Ostatni rycerz.

Po filmach z serii Transformers nie spodziewamy się wiele: ot, dynamicznego kina akcji potrafiącego przykuć uwagę na dwie godziny z okładem, pełnego efektów specjalnych i może niezbyt błyskotliwego, ale miejscami potrafiącego rozbawić. A jednak Ostatni rycerz nie spełnia nawet tych, niezbyt wysokich wymagań.

Błędów i braków w tym filmie jest tak wiele, że trudno wybrać rzecz, od której wypada zacząć. Już sam początek przedstawiający bitwę sprzed kilkunastu wieków zwiastuje, co będzie dalej czekać widzów: chaos, brak sensu i logiki, które oddały pierwszeństwo stronie wizualnej.

Zacznijmy może więc od tego ostatniego. W zasadzie nie można się przyczepić wyłącznie do efektów specjalnych; a raczej ich strony technicznej. Twórcy najwyraźniej nie wiedzą, że czasem mniej znaczy lepiej – tutaj Transformers pod różnymi postaciami, obce technologie (a nawet planety) wylewają się z ekranu, ogłuszając widza nadmiarem bodźców. Ich liczba sprawia, że zupełnie nie robią wrażenia, błyskawicznie powszednieją, a nawet zaczynają nużyć. W końcu, ile razy można patrzeć na podobne warianty scen, choćby i najlepiej wykonane?

Podstawową wadą filmu jest brak sensownego scenariusza. Gdzieniegdzie oczywiście na powierzchnię przebijają się jakieś próby opowiedzenia historii, ale ma się wrażenie, że ktoś bardzo nieporadnie skleił dwie lub trzy historie w jedną, a dodatkowo w tym procesie przynajmniej kilka kartek zgubił. Opowieści zdecydowanie brak ciągłości i przynajmniej próby ukrycia, że tak naprawdę nie miało się pomysłu na tę historię. Mamy więc obok siebie dziedziców Merlina, złowieszczą boginię Transformersów, zbliżającą się zagładę świata, ludzi polujących na wielkie roboty czy wątek romantyczny bez żadnego napięcia między postaciami. Najlepszym przykładem niech będzie postać grana przez Isabelę Moner: już w zwiastunach była eksponowana jako dzielna i niezależna dziewczyna, podobnie jest na początku filmu. A potem? Możecie o niej zapomnieć, dopiero w końcówce twórcy jakby sobie o niej przypominają i bez sensu wprowadzają ponownie w wir wydarzeń.

Podobnych zabiegów jest zresztą wiele. Wiele scen czy zwrotów akcji nie ma podwalin we wcześniejszych wydarzeniach – zupełnie jakby twórcy nagle wpadali na pomysł: „dodajmy jeszcze to, będzie fajnie”. Otóż nie jest. Potęguje jedynie chaos, dodatkowo uwypukla dziury fabularne i wzmacnia znużenie u widza.

Zresztą nie tylko my, siedząc przed ekranem, możemy poczuć się zmęczeni; to samo dotyczy występujących w filmie aktorów. Anthony Hopkins wygląda na znużonego i zagubionego; zresztą jego rola mogłaby zostać pominięta i nikt by tego nie zauważył. ‌Mark Wahlberg idzie już chyba tylko siłą rozpędu, odbębniając pańszczyznę i licząc zera na koncie, a występ Laury Haddock sprawia, że naprawdę zaczynamy tęsknić za Megan Fox.

Całość może pociągnąłby humor, ale i tutaj nie znajdziemy wiele dla siebie. Żarty są wymuszone, przewidywalne i mało zabawne, a do tego ma się wrażenie, że scenarzyści za cel postawili sobie wsadzenie ich w każdy możliwy moment przestoju akcji.

Idea stojąca za Ostatnim rycerzem wydaje się prosta: wsadźmy do scenariusza wszystko, co się podoba widzom (przynajmniej w założeniach), pokażmy wszystko dwa razy szybciej (czyli wywalmy „zbędne” fragmenty bez akcji), a potem jeszcze dodatkowo wytnijmy część scen, żeby móc pokazać więcej efektów specjalnych. Jednym słowem: jeśli ktoś szuka filmu na poparcie tezy, że komputerowe efekty specjalne skierowały kino w ślepą uliczkę, to akurat w filmie Baya znajdzie do tego doskonały argument.

Źródło: fot. materiały prasowe

Poznaj recenzenta

Tymoteusz Wronka
Piszę o popkulturze, a przede wszystkim książkach i komiksach, już kilkanaście lat. Wyrosłem na fantastyce, ale obecnie chętnie sięgam po inne gatunki. Cenię przede wszystkim oryginalność, dobrze skonstruowanych bohaterów i wizję. Lubię dobrą rozrywkę, ale nie pogardzę też poważniejszymi produkcjami.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
0 -

Ben Affleck ukradł batarang. Warner Bros.…

Jak się okazuje, włodarze studia Warner Bros. wysłali do Bena Afflecka wezwanie do zapłaty za…

Adam Siennica
0 -

Box Office: Liga Sprawiedliwości poniżej oczekiwań.…

Włodarze Warner Bros. mają trudny orzech do zgryzienia. Otwarcie filmu Liga Sprawiedliwości box office jest…

Piotr Piskozub
0 -

Liga Sprawiedliwości: fani chcą wersji Zacka…

Fani przygotowali specjalną petycję, w której domagają się, aby studio Warner Bros. pokazało film Liga…

Adam Siennica
0 -

Supergirl, Arrow, Flash i inni razem.…

Już w poniedziałek 27 listopada w USA zostanie wyemitowany crossover seriali Arrow, Flash, Supergirl oraz…

Piotr Piskozub
0 -

Nie żyje Charles Manson. To on…

Zmarł Charles Manson, jeden z najbardziej znanych morderców XX wieku. To on stał za zabójstwem…

Piotr Piskozub
0 -

Ujawniono obsadę niezrealizowanego Justice League Mortal.…

W sieci opublikowano listę aktorów, którzy mieli zagrać w niezrealizowanym ostatecznie filmie George'a Millera, Justice…

Co o tym sądzisz?