Upiorne opowieści po zmroku - recenzja książki

Upiorne opowieści po zmroku to zbiór składający się z wielu różnych tekstów – krótkich opowiadań czy wierszyków. Miały one być przerażające, ale na mnie nie zrobiły dużego wrażenia.

Ocena recenzenta:
3/10

Upiorne opowieści po zmroku to zbiór składający się z wielu różnych tekstów – krótkich opowiadań czy wierszyków. Miały one być przerażające, ale na mnie nie zrobiły dużego wrażenia.

Odniosłem wrażenie, że większość tekstów była pisana na kolanie i że dostałem fragmenty dłuższych dzieł, a nie pełnoprawne opowiadania. Zdaję sobie sprawę, że teksty miały być zaskakujące i pełne zwrotów akcji (tak rzeczywiście jest), ale generalnie powinien istnieć logiczny związek przyczynowo-skutkowy oraz puenta. Czytelnik powinien poznać motywacje bohaterów. Mnie np. ciekawiło, dlaczego pewien facet zakradł się do samochodu z nożem.

Warto zaznaczyć, że autor tego zbioru – Alvin Schwartz – nie jest autorem tych tekstów. On jest tylko, a może nawet aż, zebrał. Na końcu znajduje się opasła bibliografia.

Bohaterzy tych tekstów są najmniej rozwiniętymi postaciami, z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia. Nie wiem, czy ich lubię, czy nie, bo autor (mam tu na myśli autora danego tekstu, a nie pana Schwartza) nie dał im pożyć. Dla mnie to spory minus, bo jednak bohaterzy są ważnym elementem opowiadań.

Zadaniem sześciu ostatnich tekstów było rozbawienie czytelnika. Cóż, to także w moim odczuciu się nie udało. Humor jest kwestią subiektywną, ale nie było żadnego momentu, podczas którego uśmiechnąłbym się choć na chwilę. I nie chce mi się wierzyć, że ktoś dorosły się zaśmieje. Zdałem sobie sprawę, że ta antologia została stworzona chyba z myślą o 10- czy 13-latkach.

Upiorne opowieści o zmroku - okładkaŹródło: Zysk - S-ka

Dla mnie największym plusem są ilustracje, których w środku jest naprawdę dużo. O wiele lepiej budują one klimat grozy, niepokoju czy tajemniczości. Wszystkie zostały stworzone w jednym stylu – czaro-białe, niekiedy trochę rozmazane. Stephenowi Gammellowi należy się duże uznanie.

Wydaje mi się, że ta książka przyda się osobom, które lubią opowiadać historie. Gdyby zamieszczone w zbiorze teksty trochę ubarwić oraz opowiedzieć z odpowiednią intonacją i umiejętnym modulowaniem głosem, to mogłoby z tego wyjść coś naprawdę dobrego. Więc jeśli jesteście opowiadaczami historii, to przyjrzyjcie się bliżej tej książce. Dlaczego trzeba je ubarwić? Bo straszność sporej liczby z tych historii polega na tym, że na końcu opowiadający krzyczy. Tak trochę bez powodu. I to tyle. Taki efekt można odnieść, siedząc w ciszy i nagle krzyknąć. I nie trzeba wtedy nic czytać.

Upiorne opowieści po zmroku są bardzo dobrym przykładem tego, że nie wystarczy wpleść do historii duchy czy jakieś stwory, aby tekst był straszny. Trzeba budować klimat, zrobić ciekawą ekspozycję itd. Generalnie trzeba posiedzieć na pisaniem opowiadania dłużej niż 5 minut.

Zawód – idealne słowo opisujące to, co czuję po lekturze. Zarówno tytuł, jak i samo wydanie sugerują, że będzie to coś strasznego, ale mnie żaden tekst w ogóle nie przeraził. Doceniam oczywiście pomysły autorów, ale wolałbym, żeby teksty zostały bardziej dopracowane.

Źródło: fot. Zysk i S-ka

Upiorne opowieści po zmroku

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV