Przeczytaj w weekend

„Wonder Woman #01: Krew”: Sprawa rodzinna – recenzja

Wonder Woman #01: Krew to pierwszy komiks na polskim rynku w całości poświęcony postaci amazonki. Z jednej strony w dość prosty i względnie elokwentny sposób stara się pokazać uniwersalną historię, czyli tajemnicze pochodzenie księżniczki, zaś z drugiej jest to wydanie najeżone tyloma banalnymi błędami, że przyjemność z czytania ulatuje gdzieś po drodze.

Ocena recenzenta:
4/10

Wonder Woman #01: Krew to pierwszy komiks na polskim rynku w całości poświęcony postaci amazonki. Z jednej strony w dość prosty i względnie elokwentny sposób stara się pokazać uniwersalną historię, czyli tajemnicze pochodzenie księżniczki, zaś z drugiej jest to wydanie najeżone tyloma banalnymi błędami, że przyjemność z czytania ulatuje gdzieś po drodze.

Jan Stąpor
Jan Stąpor
Tagi:  recenzja 

Wonder Woman #01: Krew oparta jest na najbardziej uniwersalnym na świecie modelu rozpisywania fabuły, czyli tragedii antycznej. Brianowi Azzarello w kreśleniu kolejnych wątków nieobce są takie tematy jak patologie na tle seksualnym czy rola relacji wewnątrzrodzinnych. Epicentrum wszystkich wydarzeń są poczynania Zeusa, który pała niezaspokojoną żądzą zapładniania kolejnych kobiet (nie robi mu większej różnicy, czy śmiertelniczek, czy amazonek, czy bogiń). Przysłowiowe myślenie penisem, nie zaś mózgiem, napędza więc większość fabularnych trybów, w wyniku których postacie, które nie powinni nigdy się spotkać, nagle są zmuszone ze sobą współpracować. Prowadzi to do zawiązywania kolejnych niejasnych sojuszy, rozłamów oraz bratań rodzinnych, których zwieńczeniem jest wyjawienie tajemniczego pochodzenia Diany. Przy okazji tej historii Azzarello nie omieszkuje zahaczyć o takie tematy jak: walka o dominację, kulturowa przynależność do danego kręgu czy kwestia poczucia tożsamości. W kontekście mitologii greckiej, którą komiks niemalże kipi (na swój sposób), nie wydają się to być najświeższe tematy, jednak są one poprowadzone w przystępny i pozbawiony patetyczności sposób.

Najbardziej w Wonder Woman #01: Krew przeszkadza to, że komiks nie wydaje się być owocem wspólnej pracy wszystkich twórców, którzy przy nim pracowali. Rysownicy preferują zdecydowanie różne style, lecz - co gorsza - także odmienne wizje na kolejnych bohaterów, przez co przy czytaniu towarzyszy uczucie doświadczania dwóch odmiennych historii. Kreska Cliffa Chianga pomimo swej fanaberycznej prostoty jest jeszcze do przyjęcia, jeżeli preferuje się grube i proste linie, natomiast styl Tony’ego Akinsa przywodzi na myśl animacje rodem z kanału Disney XD. U obu szwankują także kadry, które są nad wyraz sztampowe. Kolorysta wydaje się żyć własnym życiem i kolorować kadry w myśl tego, że chciałby wykorzystać każdy odcień z palety – dosłownie, nie boi się żadnego koloru. Byłoby to do przyjęcia, gdyby był to komiks dla dzieci, jednak jest to pozycja teoretycznie skierowana do starszej publiczności. Bardzo też szwankują dialogi, które są nielogiczne, a to, co się w nich wydarza, czasem nijak ma się do historii przedstawionej na obrazkach.

Czytaj także: Serial "Supergirl" zamówiony na sezon przez CBS

Wonder Woman #01: Krew to komiks z niezłym pomysłem wyjściowym i dość świeżą koncepcją na zbudowanie od podstaw mitologii świata księżniczki Amazonek. Niestety, strona techniczna utyka pod tak wieloma względami, że aż trudno zaakceptować to jako spójną historię graficzną, co bardzo przeszkadza w odbiorze całości.

Dylan Baker

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV