Złodziej z przypadku - recenzja filmu
Reżyser takich klasyków jak Requiem dla snu, Czarny łabędź czy Zapaśnik wraca z kolejną opowieścią. Czy Darren Aronofsky dalej trzyma poziom? Sprawdzamy.

Mamy rok 1998, o czym przypominają nam górujące nad miastem wieże World Trade Center. Gdzieś tam w nowojorskiej dzielnicy East Village o czwartej nad ranem swoją zmianę kończy Hank (Austin Butler) – chłopak, który żyje w cieniu swojej przeszłości. Miał on bowiem zostać wielkim bejsbolistą, ale pewne wydarzenia przekreśliły jego marzenia. Teraz pracuje w niedużym barze i topi swoje smutki w hektolitrach alkoholu. U jego boku niestrudzenie trwa kochająca go mimo wszystkich niedoskonałości dziewczyna (Zoë Kravitz). Życie płynie im spokojnie, ale pewnego wieczora sąsiad Russ (Matt Smith) – facet wyglądający jak brytyjski punk żywcem wyjęty z lat 80. – prosi ich o opiekę nad kotem, gdy sam będzie w podróży. Ta z pozoru błaha przysługa zamienia się w ciąg wydarzeń okraszonych przemocą, krwią i śmiercią. O czym Hank przekonuje się już następnego dnia, gdy dwóch skinheadów spuszcza mu łomot. Okazuje się, że sąsiad wplątał go w sam środek mafijnej walki.
Złodziej z przypadku w reżyserii Darrena Aronofsky’ego znacznie różni się od jego poprzednich produkcji. Twórca przyzwyczaił nas do dużo cięższego kalibru. A tu dostajemy lekki kryminał z domieszką komedii, który przypomina połączenie stylu braci Safdie i Guya Ritchiego. Widać to zwłaszcza w różnorodności bohaterów, którzy pojawiają się na drodze Hanka. Każdy z nich to indywidualność, dodająca fabule nowych barw. Całość jest prowadzona w bardzo szybkim tempie, więc nie ma miejsca na dłużyzny. Co ciekawe, reżyser postanowił sięgnąć tym razem po scenariusz autorstwa Charliego Hustona, który na swoim koncie ma komiksowego Moon Knighta. Zresztą ten tekst jest scenariuszową wersją jego powieści o tym samym tytule, która jest pierwszym tomem serii. Kto wie, może to nie jest nasza ostatnia wizyta w tym zwariowanym świecie.
Produkcja z miejsca urzeka znakomitym castingiem. Austin Butler niesie na swoich barkach ten film, ale ma dobrych pomocników. Aktorzy chyba umówili się, że będą rywalizować o uwagę widza. Każda z postaci jest unikalna i wnosi coś nowego do fabuły – zmienia jej charakter i dynamikę. Nie ma znaczenia, czy są to gangsterzy w postaci chasydzkich braci granych przez Vincenta D’Onofrio i Lieva Schreibera, czy bardzo skupiona na swojej pracy policjantka grana przez Reginę King, czy też zmysłowa pracowniczka służby zdrowia w wykonaniu Zoë Kravitz. Nawet mocno przerysowany Matt Smith z ogromnym kolorowym irokezem na głowie genialnie wpasowuje się w otoczenie. Każda z tych kreacji jest oryginalna i powoduje, że jeszcze bardziej angażujemy się w opowiadaną historię. Ani na chwilę nie możemy się oderwać od ekranu. Aronofsky doskonale prowadzi aktorów. Wie, czego od nich potrzebuje i potrafi to uzyskać.
Przeniesienie akcji do lat 90. nie jest przypadkowe. To poniekąd list miłosny reżysera do dni już dawno minionych – gdy ludzie spędzali ze sobą czas, rozmawiali, a nie byli pozamykani w mieszkaniach, przyklejeni do telefonów i uzależnieni od wirtualnego świata. Tu każdy się z każdym zna. I nie mówię tylko o sąsiadach mieszkających na tym samym piętrze, ale nawet o bezdomnych koczujących co noc w tym samym miejscu. Wszyscy są jakby bardziej na siebie otwarci. Choć równie nieufni jak teraz. Za uśmiechami kryje się pytanie: „Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz?”. Do tego dochodzi ścieżka dźwiękowa składająca się z utworów, które każdy widz, wychowujący się w tamtych czasach, doskonale kojarzy. Gdy z ekranu lecą hity Davida Bowiego czy Madonny nóżka sama zaczyna wystukiwać rytm.
Złodziej z przypadku to moim zdaniem znakomita propozycja dla osób, które w kinie szukają odpoczynku. Nowa pozycja od Aronofsky’ego nie jest oczywiście pustą rozrywką. Zostawi nas w krótkiej zadumie nad tym, czy życie faktycznie układa nam się tak, jak sobie tego życzyliśmy. Może się okazać, że to najlepsza pora, by stawić czoła demonom z przeszłości, które nas hamują. Ten film przede wszystkim jednak dostarcza niezobowiązującej zabawy. Pewnego wytchnienia, którego tak bardzo potrzebujemy po ciężkim tygodniu, a może nawet miesiącu.
Poznaj recenzenta
Dawid MuszyńskiRedaktor naczelny naEKRANIE.pl. Dziennikarz filmowy. Publikował między innymi w: Wprost, Rzeczpospolita, Przekrój, Machina, Maxim, PSX Extreme. Fan twórczości Terry’ego Pratchetta. W wolnym czasie, którego za dużo nie mam, gram na PS4, czytam komiksy ze stajni Marvela i DC, a jak nadarzy się okazja to gram w piłkę. Można go znaleźć na:



naEKRANIE Poleca
ReklamaKalendarz premier seriali
Zobacz wszystkie premieryDzisiaj urodziny obchodzą
ur. 1971, kończy 54 lat
ur. 1959, kończy 66 lat
ur. 1981, kończy 44 lat
ur. 1990, kończy 35 lat
ur. 1986, kończy 39 lat

