Valerian. Wydanie zbiorcze. Tom 1 (2014)

Valerian

Śr. ocena 10

Znasz tę książkę? Oceń!

0,0

Najnowsza recenzja redakcji

Oceniamy wydanie zbiorcze klasycznego komiksu fantastyczno-naukowego autorstwa Pierre’a Christina i Jean-Claude’a Mezieresa – Valerian. Wydanie zbiorcze. Tom 1.

Valerian. Wydanie zbiorcze. Tom 1 to premierowy w dorobku wydawnictwa Taurus Media integral, prezentujący jedną z najpopularniejszych europejskich serii komiksowych. Podobnie jak wydany w tym roku w tej samej formie Yans #1 czy „Bruce J. Hawker” jest on dla fanów frankofońskich historii obrazkowych sentymentalną podróżą w przeszłość. Polski czytelnik po raz pierwszy zetknął się z „Valerianem” w latach 80. ubiegłego wieku, kiedy to ten kosmiczny agent pojawił się na łamach „Świata młodych”. Potem było jeszcze kilka albumów opublikowanych w magazynie „Komiks”, a następnie długa cisza. To, że dzisiaj po kolejne europejskie serie sięgają z powodzeniem różne wydawnictwa, świadczy o stabilizacji naszego komiksowego rynku. Dzięki temu czytelnicy mogą wreszcie liczyć na pełne wydania wyczekiwanych przez lata klasycznych już serii.

Pierwsze historie z Valerianem ukazywały się w latach 60. w magazynie „Pilote”; dzięki zamieszczonym w integralu dodatkom możemy dowiedzieć się o wielu szczegółach związanych z początkami serii. Z pewnością ów tytuł był jednym z prekursorów science fiction, i to nie tylko komiksowego. Największym zaskoczeniem dla czytelników może być zestawienie kilku ilustracji z kadrami z sagi „Gwiezdne wojny”. Podobieństwo jest wyjątkowo uderzające!

Trzy opowieści zamieszczone w wydaniu zbiorczym świadczą przede wszystkim o poszukiwaniu przez artystów własnej twórczej drogi. Możemy cieszyć się z premierowej, określanej jako album zerowy historii „Koszmarne sny”, w której trafiamy w „mroki” średniowiecza, a co najważniejsze – dowiadujemy się, skąd u boku Valeriana wzięła się Laurelina. W tej nieco naiwnej opowiastce zaskakuje duża dawka elementów fantasy, ale trzeba przyznać, że już tutaj pojawiają się istotne dla tej serii, humanistyczne z ducha motywy będące ostrzeżeniem przed pułapkami przyszłości i postępu. Niczym w „Ślepowidzeniu” Petera Wattsa duża część mieszkańców Ziemi na własne życzenie tkwi pogrążona w marzeniach sennych, a w prawdziwym życiu funkcjonuje jedynie garstka agentów temporalnych i kasta technokratów. To właśnie od ingerencji jednego z technokratów w ludzkie sny rozpoczynamy pierwszą przygodę z Valerianem. W drugiej historii, zatytułowanej „Miasto wzburzonych wód” i rozszerzonej o kilka niepublikowanych we wcześniejszym wydaniu plansz, przenosimy się do postapokaliptycznej scenerii Nowego Jorku. Przy okazji dowiadujemy się, że w latach 80. XX wieku zdetonowanie ładunków jądrowych spowodowało nieodwracalne zmiany na Ziemi. Trzecia opowieść, „Cesarstwo Tysiąca Planet”, to już według słów samych twórców właściwa ścieżka, na którą wkroczyła seria. Przenosimy się do innej galaktyki, poznajemy nowe rasy na nowych planetach, a na koniec dostajemy mocną, zaskakującą puentę.

Czytaj również: TOP 15 – Najlepsze książki 2014 roku

Początki „Valeriana” to czas, kiedy jeszcze nie wszystkie popkulturowe motywy były ograne. Najlepiej mówi o tym okładka pierwszego integrala, na którym Valerian i Laurelina wyglądają raczej jak postacie z „Baśni tysiąca i jednej nocy” niż z klasycznego science fiction. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się widzimy niewielkie smaczki, które rysownik Mezieres umieścił na rysunku: kosmiczny statek lecący wokół planety i czerwoną diodę na przypiętym do pasa Valeriana pistolecie. Ta plansza oddaje całe bogactwo wyobraźni twórców tej francuskiej serii, którzy w początkowych latach jej tworzenia, inspirowani dziesiątkami książkowych dzieł fantastyki chcieli stworzyć ich nowoczesny odpowiednik w komiksie. Każda ścieżka fabularna była możliwa, wszystko mogło się zdarzyć. Jednocześnie był to miszmasz, który miał głęboko humanistyczne założenia u źródła. Przy lekturze pierwszych tomów zaskakuje miejscami poważny, fatalistyczny ton, a w szczególności ponure, nieodwracalne finały „Miasta wzburzonych wód” i „Cesarstwa Tysiąca Planet”. Niech nas nie zwiedzie charakterystyczna dla humorystycznych fabuł kreska i lekki, przypominający dawne komiksy Marvela ton. „Valerian” to rasowe, choć trącące myszką science fiction, którego echa i wpływy do dzisiaj pojawiają się w dziesiątkach ważnych dla gatunku dzieł.

Pokaż całą recenzję

Powiązane Artykuły

Radosław Pisula
Radosław Pisula
weekend
44 -

Valerian i Laurelina – duet spoza czasu

W pułapce czasu ona z nim, czy szczęśliwa gwiazda świeci im? Valerian... W poszukiwaniu Ziemi…

Bartek Czartoryski
weekend
18 -

Komiksariat: każdy koniec to nowy początek

Niejeden z nas zżymał się na niekończące się tasiemce o Batmanie albo na komiksy o…


Co o tym sądzisz?