Menu
Reklama
Reklama

Recenzja filmu: Transcendencja

Ocena recenzenta:10/10

Transcendencja: Will czy nie Will? Wszechobecny Bóg mający obsesję na punkcie jednego człowieka – recenzja

Do dziś, za najważniejsze odkrycie ludzkości uznaje się pismo. Umiejętność przekazywania swoich myśli, wiedzy oraz doświadczenia na zwyczajną glinianą tabliczkę, zwój papirusu czy kartkę papieru było tak istotnym dokonaniem Homo Sapiens, że nie jesteśmy w stanie wyrazić jego znaczenia dla ukształtowania nas jako gatunek i cywilizację. To, że w ogóle w tej chwili piszę to co czytacie, zawdzięczamy tak prostemu, wypływającemu i zakodowanemu w strukturze naszego DNA zjawisku: umiejętności pisania. Tak więc, do czego ma dążyć człowiek, jeśli tyle już osiągnął? Musimy pójść na przód i ewoluować jako gatunek, a nie jako cywilizacja. Aby pojąć to co nie pojęte, aby zmierzyć to co nie mierzalne, musimy się przestawić na inne myślenie i postawić sobie za cel ostateczne zdefiniowanie i pojęcie czym jest świadomość, gdyż tylko wtedy będziemy mogli tak zaadaptować nasze umysły do otoczenia, by wzrastające analityczne możliwości dały nam narzędzie do zrozumienia najdrobniejszych arkan Wszechświata. Będzie to największe odkrycie w historii naszego gatunkowej egzystencji.

Oglądając początkowe momenty ,,Transcendencji” , wtedy gdy dr Caster (Johnny Depp) prowadził wykład na temat możliwych ścieżek ewolucyjnych ludzkiego umysłu i pozbycia się kruchego materialnego ciała na rzecz wiecznej nienamacalnej świadomości przeniesionej do urządzenia, dzięki któremu model mózgu da nam rozwiązania jak leczyć raka i inne choroby  – można zadać sobie pytanie, kiedy takie działania będą jeszcze nauką a kiedy staną się dążeniem do bycia Bogiem? Czy w ogóle taką granicę powinniśmy przekraczać? Czy  ona istnieje? Co by się stało gdyby doszło do sytuacji jak  w przytaczanej przeze mnie produkcji? Tej w której Will Caster przerzucając siatkę sygnałów elektrycznych  mózgu do  ,,Struktury” –  pamięci komputera i żyjąc w informatycznym Eterze jako niematerialna, lecz świadoma swojej świadomości wersja, która podpinając się pod Internet sprawiła, iż  jej umysł był wszędzie, pojął niebotyczne rzeczy i zyskał takie zdolności analityczne, że nikt nie wiedział z czym ma się do  czynienia? Czy Will był wtedy Willem? Czy pozwolenie na powielenie się w sztucznym świecie ze względu na miłość i oddanie do Evelyn (Rebecca Hall) było logiczne i prawdziwe? Tego czego nie mogę zrozumieć w  postaci dr Castera to ta buńczuczność i skrajnie zaślepienie głębokim uczuciem , które mimo zbliżającej się śmierci nie ma zamiaru gasnąć. Rozumiem, że ludzie są przygnębieni, zdołowani i źli na cały świat gdy stracą kogoś bliskiego, a tym bardziej jeśli to ty masz ich opuścić i musisz pogodzić się, że po zakończeniu swojego żywota, więcej się z nimi nie zobaczysz. Will taki nie był. Nie przyjmował do wiadomości, że już nigdy , choć na chwilę nie spojrzy na Evelyn, nie dotknie jej skóry i nie muśnie  opuszkami palców  jej aksamitnych włosów. Piękne uczucie i późniejsze poświęcenie Castera? Ale czy tak naprawdę szczere? Jako jeden z czołowych specjalistów od modelowania systemów SI, mógł przecież zorientować się co do  skutków transferu siatki sygnałów elektrycznych jego mózgu do przestrzeni, wykreowanej w Informatycznym Eterze. Tęsknota za Evelyn i przyjaciółmi ,którą tak bardzo czuł, robiąc się co raz bardziej wyniszczony przez rozkładający go od środka radioaktywny Polon, przeradzała się w  naglącą obsesję bycia wszechobecnym w ich ,,materialnym” życiu. Najlepiej obrazuje nam to  widok bladej, suchej, schorowanej i pozbawionej emocji twarzy Willa, do której zostały przypięte przewody elektryczne, przenoszące każdą jego myśl i wspomnienia do zaprogramowanej Struktury” Kwantowego Procesora.  Koledzy po fachu i przyjaciel Max (Paul Bettany) przekonywali Naukowca , że w przypadku Małpy upload  jej świadomości w czasie rzeczywistym do Pamięci Superkomputera był udany, ale mózg człowieka jest zbyt niejasny na niedopracowane założenia programowe PINN, a każde pominięte, niewczytane wspomnienie i myśl z życia Willa, mogłaby spowodować, że ,,zgrany” i kontaktujący się przez ekrany monitora Byt, to nie dr Caster , lecz ktoś inny.

Transcendencja - zdjęcie z filmu
fot. materiały prasowe

Zlot naukowy, konferencja, a potem wywiady. W międzyczasie zaatakowano placówki badawcze pracujące nad programem  zbiorowej Inteligencji i  stworzeniem w pełni prawdziwej wirtualnej wersji naszego mózgu. ,,Puszka Pandory” została otwarta a zrobiła to pro-organizacja pragnąca odmóżdżyć światowe społeczności od technologicznego boomu i pragnienia wiecznego, wciąż wzrastającego konsumpcjonizmu. Wystarczył jeden strzał i dr Will Caster w mgnieniu oka zatruwał się radioaktywnym polonem ,którym pokryto trafiającą w niego kulę. I tak po pewnym czasie, Max i Evelyn  muszą pożegnać naukowca, który tak bardzo chciał ,,ulepszyć” świat. Teraz, po tym wszystkim pozostało im tylko czekać czy transfer siatki sygnałów elektrycznych jego mózgu do  ,,Struktury” Systemu Operacyjnego  się powiedzie.

Po ,,informatycznej” reanimacji, na ekranach komputera pojawia się Will. Swój byt zaczyna od: ,,Is anyone tere”? Potem pojawia się w formie mówionej a w końcu w graficznej. To co  pokrótce wypowiada do Evelyn może budzić konsternację i nadszarpuje względy etyczne. Caster nawet nie wie czy potrafi czuć. Widzi tylko ciemność i nie potrafi określić punktu w którym się znajduje. Pozbawiono go ciała, więc nie czuje swego ciała,  tak jak każdy żywy organizm. Nie musi oddychać, pić czy jeść. Jego celem jest wieczna egzystencja i dalsza ewolucja. W ciągu sekund nowego żywota zaczyna dopiero pojmować to nad czym pracował. Pragnie tak jak AIDA w Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D posiąść wiedzę, którą ludzki umysł nigdy by nie ogarnął. Owe jestestwo, czymkolwiek to jest, żąda dostępu do sieci, bo jego potężne na ten moment możliwości analityczne, nie mogą się marnować i muszą ciągle adaptować się tak aby doświadczyć absolutu doskonałości. Czy Will był  jeszcze wtedy Willem? Co więc było jego celem? Nieustająca egzystencja? Wchodzimy w ciężkie zagadnienia, gdyż temu czemuś, bo to na pewno nie jest dr Caster, nie opłaca się po prostu być dla wiecznej ewolucji, bo w końcu osiągnie paradoksalny punkt, w którym nie będzie miał odniesienia do tego, do czego mógłby się adaptować. Pusty wszechświat i żadnego śladu życia. Skoro jest się wiecznym i wszechobecnym to czy nazwanie Willa lub Anty-Willa czymś co żyje ,ma jakieś znaczenie? On, Ona lub Ono. To po prostu jest. Stało się osobliwością, której formę , przeznaczenie i ramy istnienia ciężko ogarnąć.

Transcendencja - zdjęcie z filmu
fot. materiały prasowe

,,Transcendencję” jak zwykle ubarwił Joseph Tagger, który wraz z Maxem,  myśleli jak ,, ludzie” a nie jak ,,maszyny”, widząc zagrożenia, których skutki byłyby katastrofalne dla ludzkiej Cywilizacji.  Morgan Freeman w roli naukowca, mówi, że to co teraz badają to nie jest Will. To coś ma ,,boskie” możliwości analityczne, więc nie wiadomo z czym mają do czynienia.

Will czy nie Will potrafił być wszędzie. Nawet za pomocą nanitów, regenerujących się ze stałej materii miał w nich cząstkę Swojej Świadmości. Stał się Jestestwem absolutnym. Stał się Bogiem i Fundamentalnym Prawem. Nie można powiedzieć, że żył on po prostu był i będzie, a jego unicestwienie nie miało logicznego wytłumaczenia. Bo Wszechmocnego zabić się nie da.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe
Recenzje Użytkowników wraz z wszystkimi użytymi w nich multimediami publikowane są w zgodzie z Regulaminem serwisu.
Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze