Arrow: sezon 8, odcinek 2 - recenzja

Po dobrym otwarciu ostatniego sezonu Arrow wraca na swoje miejsce, czyli fabularną i realizacyjną mieliznę.

Ocena recenzenta:
3/10

Po dobrym otwarciu ostatniego sezonu Arrow wraca na swoje miejsce, czyli fabularną i realizacyjną mieliznę.

Paweł Szałankiewicz

Paweł Szałankiewicz

Tagi:  arrow 

Na dobrą sprawę drugi epizod finałowego sezonu Arrow mógłby się ograniczyć zaledwie do dwóch momentów - sceny otwarcia i zamknięcia, czyli tych, w których pojawia się Monitor. Reszta mogłaby właściwie zostać wykasowana bądź jeśli ktoś chce - ze względu na „skrzętnie” skonstruowaną fabułę, zupełnie przerobiona choć jest mało prawdopodobne, aby polepszyło to odbiór odcinka.

Zacznijmy od najgorszego, czyli wydarzeń z przyszłości. To od poprzedniego sezonu zdecydowanie najsłabszy pomysł twórców serialu. Dziecięce przygody potomków Team Arrow ani ziębią, ani grzeją. Są jak niepotrzebny przerywnik głównej osi czasu wydarzeń, dlatego równie dobrze można by wsadzić tam bardzo długie bloki reklamowe, które zapewne byłyby bardziej interesujące i emocjonujące. Tymczasem dostajemy miałką fabułę, bohaterkę z wiecznym PMS i rodzinny konflikt potomków Diggle’a, który przecież jest kreska w kreskę kopią niegdysiejszego konfliktu Diggle’a z jego bratem. Emocjonującej akcji w tym jak na lekarstwo i nic nie zapowiada, że będzie lepiej. Ot - lepiej całość przewinąć, niż tracić na to czas.

W założeniu lepiej jest w głównej osi czasu. Twórcy serwują nam kolejną, trochę sentymentalną podróż Olivera, spotkanie z dawno niewidzianymi postaciami i kontynuację wątku związanego z Monitorem. Fajnie było zobaczyć po raz kolejny Tatsu oraz przekonać się, że China White jest naprawdę fatalnie zarysowanym czarnym charakterem, co widzieliśmy już nie raz w poprzednich epizodach. O ile fabuła poprzedniego odcinka była naprawdę nieźle posklejana, tak tym razem dostaliśmy taki miszmasz, który miał właściwie tylko dawać okazję do kolejnych scen walk (które momentami wyglądały naprawdę nieźle) i mało błyskotliwych dialogów pomiędzy nimi. Dramat Black Canary w tym wszystkim wypadł - nad czym ubolewam, mało wiarygodnie, a ten wątek zdecydowanie miał lepszy potencjał.

Całość ratowało pojawianie się Monitora i chyba będzie trzeba się przyzwyczajać do tego, że będą to jedyne momenty w Arrow, które będą warte obejrzenia. W tym przypadku obym się jednak mylił, bo w końcu to finałowy sezon, a i przerzucanie bohaterów w różne miejsca daje pole do tego, aby jednak tworzyć coś ciekawego i wartego poświęcenia czasu.

Słowem końcowym - nie był to udany odcinek. Potwierdził tylko, że twórcom serialu zupełnie wyczerpały się pomysły na ten serial, dlatego kasowanie go wydaje się koniec końców słuszną decyzją. Zresztą zaczynamy powoli dochodzić do takiego momentu, w którym kolejne epizody będziemy oglądać tylko ze względu na zbliżający się kryzys, męcząc się przy tym niemiłosiernie.

Źródło: zdjęcie główne: Sergei Bachlakov/The CW

Arrow

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV