Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
9/10

Avengers: Wojna bez granic – recenzja filmu

Bracia Russo po raz kolejny udowadniają, że w świecie Marvela poruszają się najsprawniej ze wszystkich twórców. Recenzja nie zawiera spoilerów.

Przybycie Thanosa na Ziemię zostało zapowiedziane już w Avengersach z 2012 roku. To on stoi za atakiem na Nowy Jork, a to było motywacją dla wszystkich bohaterów do zjednoczenia i działania razem. Każdy z kolejnych filmów przybliżał nas tylko do tego momentu. W końcu Thanos nadszedł i nie bierze jeńców. Mogliśmy się o tym przekonać już w scenie zaprezentowanej podczas zeszłorocznego Comic Conu, w której to Strażnicy Galaktyki natrafiają na dryfującego w kosmosie Boga Piorunów. Od przybycia niszczyciela na statek Asgardian zaczyna się cały film. Jest to niezmiernie mocne i bardzo emocjonalne otwarcie. By nie zdradzać zbyt wiele, mogę powiedzieć, że zwiastun to jedno wielkie oszustwo, które służy tylko temu, by wywołać dyskusję na temat fabuły i postaci. Jednak to jedna wielka ściema. Losy bohaterów w filmie są zupełnie inne. Podobny zabieg Disney zastosował przy promocji filmu Łotr 1. Niektórych ujęć w ogóle w filmie nie ma.

Avengers: Wojna bez granic pod względem scenariusza jest dopracowany w każdym calu. Dialogi nie są przepełnione patetycznymi przemowami o poświęceniu. Film nie uderza w tak moralizatorskie tony. Rozmowy są przeplatane humorem, co sprawia, że prawie trzy godziny w kinie mijają błyskawicznie. Każdy z bohaterów dostaje wystarczająco dużo czasu na ekranie, by się zaprezentować. Nie jest to jakiś telegraficzny skrót. Nie ma też sytuacji, które wydawałyby się sztucznie stworzone tylko po to, by jakiś bohater na chwilę pojawił się na ekranie.

Ten poważny ton też nie jest wymuszony. Kiedy ma być poważnie, to twórcy utrzymują atmosferę bez zbędnego śmieszkowania. Oczywiście jest też sporo humorystycznych scen, z których produkcje Marvela słyną, ale jest to obok filmu Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz jedna z najpoważniejszych produkcji.

Imponuje także rozmach efektów specjalnych, jaki został w tej produkcji wykorzystany. Większość scen powstała z wykorzystaniem green screenu, ale nie czuć tego. Nie przytłaczają one widza. Są tak dobrze zrobione, że w pewnym momencie człowiek wyłącza myślenie i po prostu obserwuje wielki spektakl eksplozji, magii i dziwnych stworów.

Josh Brolin w roli Thanosa jest genialny. W pełni przekonuje mnie jego motywacja do likwidacji połowy populacji całej galaktyki. Wpisuje się to w ostatni trend, w którym czarne charaktery w filmach Marvela mają motywacje zrozumiałe dla widza, a nie zabijają tylko dla samej frajdy odbierania komuś życia. Thanos ma plan, który w jego głowie jest logiczny. Ma się za zbawcę, który uratuje cały wszechświat. I to go napędza. Avengers: Wojna bez granic pod względem aktorskim nie ma słabego ogniwa. Każdy z aktorów staje na wysokości zadania. Podoba mi się, że Chris Hemsworth wciąż pozostaje w roli wyluzowanego i sarkastycznego Thora z poprzedniej części jego solowych przygód. Świetnie wypada także jego spotkanie ze Star Lordem, czyli Chrisem Prattem. Istny pojedynek męskiego ego. Podobna potyczka zresztą toczy się pomiędzy Iron Manem a Doktorem Strange. Dodaje to pikanterii całej opowieści, a panowie nie szczędzą sobie „uprzejmości” nawet w chwili zagłady.

Bracia Russo postanowili, że nie tylko zobaczymy na ekranie prawie wszystkich bohaterów z filmów Marvela, ale także akcja nie ograniczy się tylko do jednej czy dwóch lokalizacji. Nasi bohaterowie podróżują po galaktyce, toczą walki w różnych miejscach świata. Nie zdradzę jednak lokalizacji, by nie psuć Wam zabawy. Jest różnorodnie.

Avengers: Wojna bez granic to najlepszy film Marvela, jaki dotychczas powstał. Czapką przykrywa wszystkie poprzednie, łącznie z Czarną Panterą. Wyciśnie łzy z oczu niejednego fana i to nie w jakiś tani sposób. Decyzje, jakie podejmują bohaterowie, będą trudne. Niektóre ciężko na pierwszy rzut oka zrozumieć. Jednak po przeanalizowaniu możliwości dochodzimy do wniosku, że nie było innego wyjścia. Jedyne pytanie, jakie widz stawia sobie po seansie, brzmi: „Jak oni z tego teraz wybrną?”, bo nie ukrywam, że to nie będzie takie łatwe. MCU zmienia się na naszych oczach i już nic nie będzie takie jak kiedyś. I to jest chyba największy plus tego filmu. Twórcy nie boją się śmiałych i trudnych posunięć. Wielu fanów będzie w szoku, ale takie filmy kochamy najbardziej. Wszyscy mamy chyba już dosyć opowieści, których zakończenie jesteśmy w stanie przewidzieć już w piątej lub dziesiątej minucie. Konia z rzędem temu, kto był w stanie przewidzieć takie zakończenie, jakie serwują nam bracia Russo.

Jest oczywiście jedna scena po napisach i warto na nią poczekać, bo pojawia się w niej jedna dawno niewidziana postać i to ona zapowiada kolejny film MCU i nie chodzi o Ant-Man i Osa.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Poznaj recenzenta

Dawid Muszyński
Redaktor naczelny naEKRANIE.pl. Dziennikarz filmowy. Publikował między innymi w: Wprost, Rzeczpospolita, Przekrój, Machina, Maxim, PSX Extreme. Fan twórczości Terry’ego Pratchetta. W wolnym czasie, którego za dużo nie mam, gram na PS4, czytam komiksy ze stajni Marvela i DC, a jak nadarzy się okazja to gram w piłkę.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Te bohaterki rzucą na Was urok.…

W sieci pojawiły się nowe prace Chrissie Zullo, cenionej wśród miłośników popkultury artystki, która lubuje…

Piotr Piskozub
-

[SDCC 2018] Aquaman – poznajcie kolejnego…

Na Comic-Conie w San Diego pojawiło się kilka przedmiotów promujących film Aquaman - między innymi…

Piotr Piskozub
-

Lubicie czy nie, ale te figurki…

Do sieci trafiły już zdjęcia figurek kolekcjonerskich z najnowszej serii od DC Collectibles.

Adam Siennica
-

[SDCC 2018] Krwawa jatka i przekleństwa…

Ruszamy z San Diego Comic-Con na poważnie. Oto mroczny zwiastun serialu Titans opartego na komiksach…

Adam Siennica
-

Ostatni Jedi – ten plakat zaświeci…

Artysta Mark Englert stworzył prawdziwie magiczny plakat filmu Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi. Zobaczcie galerię.

Piotr Piskozub
-

Masz 4 tysiące dolarów? Zadrapana tarcza…

Marvel uruchomił nową linię sprzedażową przedmiotów z MCU - wśród nich znajdziemy tarczę Kapitana Ameryki…

Co o tym sądzisz?