BH90210 - sezon 1, odcinek 4 i 5 - recenzja

BH90210 zbliża się do końca i niestety nadal pozostawia z mieszanymi odczuciami. Najnowsze odcinki podkreślają problemy.

Ocena recenzenta:
4/10

BH90210 zbliża się do końca i niestety nadal pozostawia z mieszanymi odczuciami. Najnowsze odcinki podkreślają problemy.

Adam Siennica

Adam Siennica

Tagi:  bh90210 

BH90210 pod koniec pierwszego sezonu coraz bardziej rozczarowuje. Jest w tym jakiś pomysł, ale wszystko  rozpływa się pod naporem zbytecznych wątków (romans Jenny z ochroniarzem), kiepsko, schematycznie prowadzonych ważnych tematów (odkrywanie seksualności przez Gabrielle) i wszelkimi uproszczeniami w relacjach, które cały czas nie wykorzystują potencjału, jaki ten serial ze sobą niesie. Przecież widzimy, że pomysł jest, ale wszystko wydaje się bezpiecznie, tworzone po linii najmniejszego oporu i bez odwagi.

Najgorsze jest marnowanie szansy, jaką sugerowały budowane wątki. Weźmy na przykład stalkera Briana, który jakoś tam intrygował, bo był tajemniczy i nie było to do końca klarowne. Gdy dochodzi do konfrontacji i dostajemy najbardziej oczywistą odpowiedź, że to jego syn, trudno nie potraktować tego inaczej niż z obojętnością. Cała dramaturgia i podejrzenia czegoś więcej znikają w oka mgnieniu i zastępuje tego mdły wątek obyczajowy z próbą budowania relacji Briana z nowym synem i przedstawienia go swojej serialowej rodzinie. Oczywiście jest sugestia na końcu 5. odcinka, że coś więcej może być rzeczy, ale to i tak nie zmyje niesmaku budowy czegoś tak łopatologicznego i oczywistego. 

Podobna sytuacja tyczy się wątku podpalacza scenografii w studiu, który ot tak raz dwa poza kadrem zostaje rozwiązany. A twórcy wykorzystują ten motyw do wprowadzenia gościnnego udziału kolejnej postaci z Beverly Hills, 90210, której pewnie większości widzów nawet nie pamięta. Ta jedna scena interakcji z tym bohaterem jest jedną z lepszych rzeczy w tych odcinkach, bo sam fakt braku znajomości został stosownie wyśmiany przez postać Shannen Doherty, która nie ma zielonego pojęcia, kim on jest. To nadal jednak za mało, by można było mówić o udanej realizacji całego zamierzenia.

Twórcy BH90210 starają się poruszać ważne społecznie wątki w satyrycznym wydaniu, ale robią to niezwykle nieumiejętnie. Cała kwestia #MeToo to pokaz braku scenariuszowej wizji, pazura i odwagi, by wyśmiać coś ze smakiem i klasą, jednocześnie nikomu się nie narazić. Zamiast tego dostajemy bezpieczne rozwiązania, które mogą wywołać lekki uśmiech i na tym koniec. Kwestia kontraktu na związek romantyczny w pracy czy pokazanie działania koordynatorki scen intymnych to dobre pomysły, ale kompletnie zmarnowane. Przekraczające granice smaku, nieśmieszne i marnujące szanse. Szczególnie ten drugi wątek został potraktowany absurdalnie, zamiast z dobrym, komediowym zacięciem. Choć widać, że był w tym jakiś pomysł, ale zabrakło ręki, by go zobrazować, by zamierzona przez twórców puenta się sprawdzała.

Lepiej wypada kwestia pierwszego czytania scenariusza i walki o to, by go poprawić. Jest tam kilka trafnych puent, które doskonale wyśmiewają niektóre podejścia do tworzenia współczesnych seriali przez osoby, które nie mają ani talentu ani zielonego pojęcia, co robią. Szkoda, że uwaga twórców została poświęcona wątkowi relacji Iana ze scenarzystką, bo te kilka scen pokazało, że była tutaj lepsza i bardziej atrakcyjna fabularnie droga.

BH90210 nie sprawdza się, bo z każdym kolejnym odcinkiem jest gorzej. Serial Odcinki pokazał, jak można perfekcyjnie wyśmiewać kulisy pracy w amerykańskiej telewizji i choć BH90210 bardzo chce iść tą samą drogą, brakuje odwagi i utalentowanych twórców, którzy mogliby zobrazować absurdy w taki sam komiczny sposób. Sama nostalgia nie wystarcza, by ten serial ciągnąć dłużej niż jeden sezon.

Źródło: zdjęcie główne: Shane Harvey/FOX

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV