Przeczytaj w weekend

Boże Ciało - recenzja filmu [44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni]

Boże ciało jest polskim kandydatem do Oscara, zatem apetyt widzów podczas Festiwalu w Gdyni był ogromny. Czy nowy film w reżyserii Jana Komasy spełnił ich oczekiwania?

Ocena recenzenta:
8/10

Boże ciało jest polskim kandydatem do Oscara, zatem apetyt widzów podczas Festiwalu w Gdyni był ogromny. Czy nowy film w reżyserii Jana Komasy spełnił ich oczekiwania?

Michał Kujawiński

Michał Kujawiński

Boże Ciało jest filmem, którego potrzebowali nie tylko widzowie odwiedzający kina w poszukiwaniu niezwykle ujmującego doświadczenia, ale też osoby wierzące, które gdzieś zatraciły siebie i zapomniały, po co modlą się każdego dnia i w każdą niedzielę odwiedzają kościół. Jan Komasa swoim filmem nie otwiera żadnych drzwi, on zwyczajnie je rozjeżdża, trafiając do naszej świadomości, duszy i przekonań oraz pozostawiając trwały ślad na długo po seansie. Nie dziwią owacje na zagranicznych festiwalach, bo mamy tutaj do czynienia ze znakomitym, ale też niezwykle ważnym filmem.

Bohaterem jest Daniel (Bartosz Bielenia) odbywający karę w poprawczaku. Chłopak znajduje się w nieciekawym środowisku, w którym sam nie stroni od używek i niedozwolonych rzeczy. Zmianę w jego życiu zapoczątkował jednak charyzmatyczny ksiądz (Lukasz Simlat), który nie przychodził do zakładu poprawczego prawić formułek, ale pomóc zatraconym duszom w nieco inny, bardziej konkretny sposób. Daniel w pewnym momencie pragnie zostać księdzem, odnajdując w tym pomyśle swoją drogę. Niestety przez wyrok nie jest to możliwe. Jednak kiedy trafia do oddalonej o setki kilometrów wsi, aby pracować w zakładzie stolarskim, niespodziewanie udaje mu się oszukać młodą dziewczynę. Zakłada fałszywą koloratkę i zostaje ulubionym księdzem tamtejszej społeczności.

Film Jana Komasy nie jest obrazoburczy, jak mogłoby się wydawać, choć nieco inaczej podejmuje temat religii i wiary. W Polsce próbowano przybierać róże perspektywy, aby opowiedzieć takie historie, ale często miały zbyt duże piętno subiektywizacji i bardzo jednostkowo podchodziły do niezwykle delikatnej kwestii, jaką są własne przekonania i wrażliwość religijna. Tutaj nie ma tego problemu, choć bohaterem jest chłopak z ulicy - w tatuażach i popijający piwo w fałszywym stroju księdza. Komasa być może wkłada w ten sposób kij w mrowisko, ale nie wyrządza żadnych krzywd; wręcz przeciwnie - dociera głęboko do nas samych i pokazuje, że można inaczej. W dodatku Boże Ciało jest filmem niezwykle dojrzałym, nie bawi się w stereotypy i przywary, nie pokazuje przerysowanego obrazu wiejskiej społeczności i młodych chłopaków z poprawczaka. Niezwykle ważnym tematem tego filmu jest wiara, nie tylko w Boga, ale także w nas samych i w drugiego człowieka. 

Daniel musi bowiem zmagać się z pogubionymi wiernymi, ale też z ich bólem spowodowanym ogromną tragedią. Chłopak trafia do miasta kilka miesięcy po wypadku samochodowym, w którym zginęło siedem osób, ale na pamiątkową tablicę trafiła tylko szóstka z nich. Ból po stracie, skrzywdzona dusza i brak przebaczenia stają się codziennością części lokalnej społeczności. Scenariusz Mateusza Pacewicza pozwala w znakomity sposób pokazać wszystkie te problemy i trudności bez zbędnego patosu i pułapek, w które można było wpaść bardzo szybko ze względu na konwencję filmu. Działania Daniela jako fałszywego księdza nie raz powodują ogromny śmiech podczas seansu. Jednak film daje miejsce wszystkim bohaterom, nikt nie jest tutaj zaniedbany i choćby poprzez interesujące zwroty akcji całość ogląda się znakomicie. 

To nie oznacza niestety, że film pozbawiony jest wad. Nie jest i wcale nie trudno je dostrzec. Niezwykle mądre i błyskotliwe dialogi przeplatane są niekiedy mniej udanymi, prostymi i utartymi sentencjami. Mimo świeżości i oryginalnego podejścia bywają też ogrywane pewne schematy i klisze. Komasa wychodzi jednak obronną ręką dzięki niezwykle dojrzałej i kameralnej historii ze świetnym głównym bohaterem. Bartosz Bielenia gra fantastycznie i z tym swoim przeszywającym wzrokiem staje się jedną z ozdób filmu. Jego postać jest wielowymiarowa, nie jest kimś, kto postanowił założyć sutannę dla pieniędzy. Nie jest też tylko chłopakiem lubującym się w używkach i zabawie. Przez cały film poszukuje sensu wiary i samego siebie. 

Boże Ciało nie atakuje Kościoła i wierzących. Nie jest filmem o wymiarze ideologicznym, a raczej duchowym i trafia czasami w skostniałe schematy i postrzeganie wiary. Daniel, będąc fałszywym księdzem, robi przez kilka dni dla miejscowych znacznie więcej, niż prawdziwy kapłan przez wieloletnią posługę. Zostało to przedstawione w sposób szczery i naturalny. Tak, że jesteśmy gotowi w to uwierzyć. Całość pozostaje w nas na długo po seansie i może dobrze wpłynąć na wszystkich tych, którzy poczuli się pogubieni i w kościele klepią jedynie formułki, zapominając o sensie nauk religijnych. W filmie pada zdanie, że każdy z nas może być kapłanem i nieść ludziom pomoc. Komasa i Pacewicz właśnie to robią, zostawiając w nas trwały ślad oraz przekonanie, że prawda zawsze zwycięży. 

null

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Boże Ciało

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV