Repertuar kin Nowość Program TV

 

Advertisement  

Advertisement

 

Ocena recenzenta:
9/10

Czwarta władza – recenzja filmu

Steven Spielberg przeprowadza pasjonującą lekcję historii z amerykańskiego dziennikarstwa.

Wolność słowa i wolna prasa to dla Amerykanów nie są puste hasła. Nie są to też przywileje, o które muszą  codziennie walczyć. Gwarantuje je amerykańska konstytucja, co jednak nie oznacza, że rząd nie chciałby tej wolności ukrócić. Zwłaszcza w momentach, gdy na jaw mogą wyjść pilnie strzeżone przez cztery dekady tajemnice. Najbardziej negatywnie do prasy nastawiony jest gabinet prezydenta Nixona. Grozi  procesem karnym każdej gazecie, która na swoich łamach opublikuje choć fragment tajnych rządowych dokumentów. Właściciele dzienników stają więc przed dylematem, czy korzystać z prawa do wolności słowa i informować obywateli o tym, że są okłamywani, czy dać się zakneblować i zastraszyć. Taką decyzję między innymi musi podjąć właścicielka dziennika „The Washington Post” Katherine Graham (Meryl Streep) oraz redaktor naczelny Ben Bradlee (Tom Hanks). I tak zaczyna się nierówna walka nie tylko z władzami, ale także z ludźmi biznesu, którzy posiadają udziały w wydawnictwie i boją się utraty zainwestowanych pieniędzy.

Czwartą władzę Stevena Spielberga można potraktować jako wprowadzenie do Wszystkich ludzi prezydenta w reżyserii Alana J. Pakula. Oba filmy bowiem opowiadają historię administracji rządzonej przez prezydenta Nixona, który w otwarty sposób prowadził walkę z dziennikarzami. To za jego kadencji wiele redakcji utraciło akredytacje do Białego Domu i tym samym możliwość relacjonowania tego, co tam się dzieje. W tym wypadku spotkało się do z ostrą reakcją środowiska dziennikarskiego, które okazywało solidarność z wykluczonymi redakcjami, dzieląc się z nimi swoimi notatkami na znak protestu.

Mimo tego, że Czwarta władza opowiada o latach 70., sam temat jest niezmiernie aktualny. Reżyser stawia odwieczne pytanie, czy obywatele mają prawo do informacji, która rządzącym nie jest na rękę. Czy mają prawo wiedzieć, że są oszukiwani przez ludzi, których wybrali na najwyższe funkcje. Spielberg znakomicie czuje temat, co widać na ekranie. Widać też, że temat jest dla niego ważny. Zresztą nie tylko dla niego. Dawno nie widziałem, by Tom Hanks tak wczuł się w rolę. Jego kreacja Bena Bradlee’a zachwyca. Gdy trzeba, jest poważny, gdy nie, bywa zabawny. Uosabia wszystkie cechy prawdziwego redaktora naczelnego. Świetnie partneruje mu także Meryl Streep jako wydawca. Widzimy jej przemianę z przestraszonej i niezdecydowanej kobiety, która odziedziczyła biznes po mężu, w kobietę idącą na wojnę z najbardziej wpływowymi ludźmi w Waszyngtonie.

Warto także wspomnieć o genialnym Bobie Odenkirku grającym dziennikarza śledczego Bena Bagdikiana i Bradley’u Whitfordzie wcielającego się w stojącego po drugiej stronie barykady członka zarządu „The Washington Post”, strzegącego finansów i niezgadzającego się na publikację dokumentów. Kreacje obu panów są znakomite i wnoszą jeszcze więcej kolorytu do całej opowieści.

Na ekranie zobaczymy także redakcje gazety, o jakiej każdy młody dziennikarz marzy, ale nigdy nie zobaczy, bo takich redakcji już nie ma. Nowe dzieło Spielberga opowiada o minionej epoce, gdzie nie było jeszcze internetu, a dzienniki ścigały się na materiały, które nie powstawały dziesięć minut, ale kilka tygodni. Gdy redakcja nie była uzależnia od działu reklamy, a dla wydawcy nie liczył się przede wszystkim zysk, a dobre imię gazety. Nie trudno też się doszukać pewnej alegorii pomiędzy Nixonem a obecnie urzędującym prezydentem Trumpem, który w podobny kapryśny sposób wyklucza nieprzychylne mu redakcję.

Czwarta władza  łączy w sobie kilka gatunków. Mamy tutaj wątek społeczny i dramat śledczy. Z jednej strony obserwujemy, jak dziennikarze walczą z czasem, by przed deadlinem zdobyć pożądane informacje, z drugiej strony mamy wydawcę, który jest częścią elit waszyngtońskich  i boi się utraty przyjaciół.

Janusz Kamiński, który jest operatorem tego filmu, w znakomity sposób oddał atmosferę, jaka panuje w drukarni, pokazując nam co i rusz, jak układają się litery na prasie, układanej w ostatnich minutach przed uruchomieniem maszyny. Pędzące gazety na taśmach, miejscami rozlany tusz i wielka hucząca maszyna. Widz czuje się, jakby był częścią redakcji.

Czwarta władza może nie jest filmem, który będzie się bił o najważniejsze nagrody, ale na pewno jest produkcją bardzo znaczącą. Warto go obejrzeć, by zrozumieć, czym jest wolność prasy i dlaczego jest taka ważna.

 

 

Czwarta władza

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

2019 rokiem sequeli. Do kin trafi…

W 2019 roku do kin wejdzie przynajmniej 20 sequeli dobrze znanym miłośnikom X Muzy produkcji.

Piotr Piskozub
spoilery
-

W MCU Thanos, w komiksach… Oto…

Choć w MCU Rękawicę Nieskończoności dzierży Thanos, w komiksowym świecie właśnie zmieniła ona swojego właściciela.

Piotr Piskozub
spoilery
-

Barry Allen (nie) umiera. Flash i…

W sieci pojawiły się zdjęcia i wideo promujące kolejne odcinki seriali Flash, Legends of Tomorrow…

Adam Siennica
-

Kim Kolwiek – oto dr Drakken…

Kim Kolwiek doczeka się aktorskiego filmu, który jest w produkcji w stacji Disney Channel. Do…

Dawid Muszyński
-

Co się działo na Vienna Comic…

Już po raz trzeci odwiedziliśmy Vienna Comic Con i musimy przyznać, że jest to jedna…

Adam Siennica
-

Once Upon a Deadpool – polski…

Once Upon a Deadpool to specjalna wersja Deadpoola 2, która została przemontowana pod niższą kategorię…

Co o tym sądzisz?