Deadpool Classic #01: Brnąc przez lekturę – recenzja komiksu

Kule i czas może i nie imają się Najemnika z Nawijką, jego nadzwyczajny czynnik regenerujący najwyraźniej jednak nie chroni samych komiksów – historie zebrane w tomie Deadpool Classic bardzo brzydko się zestarzały.

Ocena recenzenta:
4/10

Kule i czas może i nie imają się Najemnika z Nawijką, jego nadzwyczajny czynnik regenerujący najwyraźniej jednak nie chroni samych komiksów – historie zebrane w tomie Deadpool Classic bardzo brzydko się zestarzały.

W przypadku tego konkretnego komiksu w czasie lektury trzeba mieć w głowie oryginalne daty wydania zawartych w nim historii: lata 90. ubiegłego wieku. W Polsce kojarzą się choćby z publikacjami TM-Semic, w Marvelu m.in. z eventem Age of Apocalypse czy właśnie Deadpoolem rysowanym przez Roba Liefelda.

Rysowanym w bardzo specyficzny sposób, gdzie każdy mężczyzna przypominał zbudowany z mięśni czołg (można się zastanawiać, czy rysownicy nie dodawali tym postaciom mięśni tam, gdzie ludzie ich nie mają aż tyle), a każda kobieta modelkę o wymiarach 90/60/90, koniecznie ustawioną w pozie, jakby żywcem wziętej ze stron Playboya (w tym ostatnim w Deadpool Classic bryluje zwłaszcza Siryn). Niemalże każda strona wygląda tu jak efektowny kadr z hollywoodzkiego widowiska – wszystko wybucha, budynki się walą, kule świszczą wokół, a nasz bohater w tym czasie kopie/tnie/miażdży/strzela do wroga; Deadpool Classic vol. 1 to zdecydowanie jeden z najbardziej efekciarskich, o ile nie najbardziej efekciarski komiks, jaki w ostatnich latach ukazał się w Polsce drukiem.

W parze za wizualnym rozbuchaniem nie poszło niestety poświęcenie co najmniej takiej samej uwagi fabule. Bo ta wprawdzie jest, ponieważ przez większość komiksu skupiamy się na wątku polowania na Deadpoola i testamencie Tollivera, jego byłego pracodawcy, w zasadzie sprowadza się to wszystko jednak do kolejnych mordobić, z rzadka poprzeplatanych kilkoma spokojniejszymi planszami. Z deszczu pod rynnę, do rwącego potoku, w wodospad – wyraźnie ta formuła przyświecała scenarzystom tej historii. Pozornie ma to swoje plusy, bo przecież nie powinno być nudno, skoro Deadpool co chwilę z kimś walczy, pojawia się też Cable, z wizytami regularnie wpada Jaggernaut, później dołączają Banshee i wspomniana Siryn, są i Slayback oraz Czarny Tom. Jednakże na dłuższą metę jest to nużące, trudno śledzić opowieść, której właściwie nie ma, sporym bólem jest też fakt, że wiele z opisywanych w Deadpool Classic wydarzeń silnie łączy się z innymi, z innych komiksów, nie wydanych w Polsce albo wydanych przez wielu laty, przez co niektóre dialogi i motywacje postaci mogą być niejasne.

Deadpool Classic - okładka
Źródło: Egmont

Fani Deadpoola, którzy Najemnika z Nawijką poznali dzięki filmowi Deadpool oraz wydawanym od ubiegłego roku komiksom z linii Marvel NOW, mogą też nieco się zdziwić, że Deadpool z Deapool Classic #01 nie jest jeszcze tak wygadany, jak ten współczesny, nie nawiązuje tak chętnie do popkultury, nie przełamuje też czwartej ściany. Ten tom to w zasadzie opowieść akcji, humoru natomiast jest tu bardzo, bardzo mało – proporcje są więc inne niż w tym, co ukazuje się obecnie.

Jeżeli więc ktoś nie pała sympatią do czasów TM-Semic i superbohaterów posturą zawstydzających Terminatora, może od Deadpool Classic #01 się odbić. To lektura nużąca, nie oferująca wiele, poza kadrami pełnymi mięśniaków, „lasek” i wielkich giwer.

Źródło: fot. Egmont

Deadpool Classic #01

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV