Euforia: sezon 1, odcinek 3 - recenzja

Po dwóch intensywnych jak narkotyczny lot epizodach, Euforia zwalnia, prezentując odcinek, który niewiele wnosi do fabuły, nie oferuje też zadowalającego zgłębienia charakterów postaci – a jednak ciężko pozbyć się wrażenia, że warto czekać na to, co dalej.

Ocena recenzenta:
6/10

Po dwóch intensywnych jak narkotyczny lot epizodach, Euforia zwalnia, prezentując odcinek, który niewiele wnosi do fabuły, nie oferuje też zadowalającego zgłębienia charakterów postaci – a jednak ciężko pozbyć się wrażenia, że warto czekać na to, co dalej.

Choć opowieść wciąż należy do Rue, wątki pozostałych postaci nabierają kształtów, dowiadujemy się też o nich nieco więcej. Niestety – wciąż za mało. Trzeci, niemal godzinny epizod, zaczyna robić to, czego widz mógłby już oczekiwać, jest to jednak jedynie muśnięcie pewnych elementów, z których istotne są jedynie dwa: postać Kat (fantastycznie napisana bohaterka i bardzo interesujący fabularnie wątek) oraz – rzecz jasna – właśnie Rue, której dojmująca bezradność i uzależnienie ukazane są w końcu w nieco mroczniejszej formie.

To jednak absolutnie niewystarczająco jak na prawie 60 minut. Scenariusz odwraca pozostałe wątki plecami do kwestii społecznych, pozwala sobie na nieco więcej humoru, nieco więcej penisów (nie, to wciąż nie jest obsceniczna, bijąca po twarzy próba szokowania nagością, naprawdę) i – niestety – mniej udanych dialogów. Wydaje mi się, że ten odcinek ma poważny problem na poziomie scenariusza, który nieco bagatelizuje i spłyca poszczególne elementy – nie ma nic złego w tym, by dać wytchnąć serialowym postaciom i przede wszystkim widzom, gorzej, jeśli zaburza to siłę produkcji, którą przez dwa pierwsze odcinki było poczucie, że oto serial, który chce potraktować problemy swoich postaci (które są problemami naprawdę istotnymi) nieco poważniej, a przede wszystkim pozostawić wrażenie obcowania z czymś istotnym i godnym głębszych refleksji, a nie spłyconym do poziomu, przepraszam, choćby konkurencyjnych (czyżby?) 13 powodów. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że lekkość, z jaką serial i w tym odcinku gryzie niektóre tematy tabu, a także pomysłowość w ich zobrazowaniu, to wciąż górna półka.

Zarysowanie całego backstory Kat i kierunek, w jaki podąża wątek tej postaci, wyszły naprawdę fajnie, jest to jednak zaledwie nieśmiały start. Poza tym elementem (umówmy się, że ścieżki fabularne wyznaczone dla Rue są, dotychczas, najlepiej napisane i najciekawsze, a relacja z Jules wybrzmiewa i elektryzuje; ta niezwykła chemia między aktorkami niemal wylewa się z ekranu) w odcinku brakuje czegokolwiek, za co ceniłem dwa pierwsze epizody. Nic nie chwyciło mnie za gardło, cięższa problematyka odsunęła się na dalszy plan, a na horyzoncie ani przez moment nie mignęła zapowiedź czegoś, co spróbowałoby choć zahaczyć o jeszcze jeden niewygodny, a realny i wszechobecny problem pokolenia.

Audiowizualnie Euforia to wciąż prawdziwa perełka; aktorstwo młodych bohaterów jest poprawne, a Zendaya wybija się wysoko ponad ich starania, coraz szerzej rozwierając złote wrota do świetlanej przyszłości w Hollywood. I to przede wszystkim dla niej warto przebrnąć przez nowy odcinek – wierząc jednocześnie, że to drobne potknięcie na krętej przecież i nierównej ścieżce.

Euforia

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV