Fatale tom 4: Modlitwa o deszcz – recenzja komiksu

Popularna seria ze scenariuszem coraz częściej obecnego na naszym rynku Eda Brubakera nieubłaganie zbliża się do końca. W przedostatnim tomie Fatale, w odróżnieniu od wcześniejszego albumu, zagłębiającego się w głęboką przeszłość Josephine i jej poprzedniczek, akcja rozgrywa się coraz bliżej naszej współczesności, a mianowicie w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Ocena recenzenta:
8/10

Popularna seria ze scenariuszem coraz częściej obecnego na naszym rynku Eda Brubakera nieubłaganie zbliża się do końca. W przedostatnim tomie Fatale, w odróżnieniu od wcześniejszego albumu, zagłębiającego się w głęboką przeszłość Josephine i jej poprzedniczek, akcja rozgrywa się coraz bliżej naszej współczesności, a mianowicie w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

W najnowszym tomie powraca również, przedstawiany w prologach i epilogach dwóch pierwszych albumów i spajający całą historię, współczesny wątek Nicolasa Lasha, który miał "szczęście" zetknąć się ze zgubnym wpływem tajemniczej Josephine. Bohater obecnie odbywa karę w więzieniu, pogrążając się w coraz większej desperacji, ale wciąż nie przestaje dociekać prawdy ukrywającej się za przeszłością i postacią nietypowej femme fatale. W międzyczasie okazuje się, że została opublikowana kluczowa dla fabuły książka ojca chrzestnego Lasha, Dominica Reinesa, której maszynopis w dużym stopniu stał się przyczyną nieszczęść bohatera. Nicolas dostaje w końcu oficjalne wydanie Przegranej strony wieczności w swoje ręce i pogrążając się w lekturze, stwierdza, że ta wersja dosyć różni się od pierwotnej. Lash zapewne ostatecznie oszalałby od swoich dociekań, ale wówczas następuje nagły zwrot akcji i bohatera uwalnia z więzienia tajemniczy, działający bezpardonowo osobnik. Zaraz potem scenarzysta robi dokładnie to, do czego już nas zdążył przyzwyczaić w poprzednich albumach, czyli cofa się w czasie, by opowiedzieć następną mroczną historię, w której kolejni mężczyźni będą ulegać fatalnemu urokowi tajemniczej Josephine.

Fatale #4: Modlitwa o deszcz
Źródło: Mucha Comics

Tym razem Brubaker mocno zaskakuje - nie ma skorumpowanych policjantów, zgorzkniałych prywatnych detektywów ani tajemniczych sekt, tylko historia podupadłej muzycznej legendy. I to wcale nie indywidualnej - chodzi bowiem o wywodzący się ze sceny grunge w Seattle, fikcyjny rzecz jasna, zespół o nazwie Amsterdam, który dni świetności dawno ma już za sobą. W pierwszej kolejności poznajemy jego gitarzystę, który by zdobyć fundusze na nagranie nowego teledysku, dokonuje skoku na bank. W drodze powrotnej do rezydencji, w której pomieszkują członkowie zespołu, napotyka na szosie zakrwawioną, błąkającą się kobietę. To oczywiście nasza bohaterka, która - jak się okazuje - wskutek niewyjaśnionego wstrząsu straciła pamięć i nie kontroluje swoich mocy. Dlatego też, nie zdając sobie sprawy z roztaczanej przez siebie, zgubnej aury, zaczyna wpływać na rzeczywistość codziennego życia grupki muzyków.

Mimo że jest to już przedostatni tom serii, Brubaker wcale nie przyśpiesza fabuły, nie idzie na łatwiznę, wciąż rzetelnie opowiada tę pełną mrocznych tajemnic historię. Wiemy oczywiście, że gdzieś tam w jej tle czają się istoty podobne lovecratowskim Przedwiecznym, ale scenarzysta wcale nie ma zamiaru wprowadzać ich w fabułę z wielkim hukiem i wciąż, wraz z rysownikiem Fatale, Seanem Philipsem, oszczędnie dawkuje odbiorcy zarówno obecność tajemniczych istot, jak i ich wizerunki. To "unikanie" tematu przez twórców wcale nie przeszkadza, bo przecież ponownie dostajemy z ich rąk prawdziwie fascynującą historię, której mrok pogłębia jeszcze równoległy wątek brutalnego, seryjnego mordercy, wytrwale poszukującego Josephine. Ed Brubaker tka w najnowszym tomie opowieść o hipnotycznym wręcz oddziaływaniu, w której poprzez dobór takich, a nie innych bohaterów i panujących między nimi relacji (rzecz jasna załamujących się po pojawianiu Josephine) twórcy udaje się nakreślić wyrazisty obraz mrocznej strony show-biznesu. Już sam rytm tej historii ma obezwładniający urok pogłębiającego się, narkotykowego transu, po którym powinniśmy się spodziewać, że na koniec musi przemienić się w prawdziwy koszmar. To koszmar, który chłoniemy z czytelniczą radością, odczuwając jednocześnie podziw dla jego twórców, bawiących się w kolejnych tomach opowieści o kobiecie fatalnej w odniesienia do kilku gałęzi popkultury, łączących z wielką klasą i znawstwem tematu charakterystyczne, przede wszystkim dla horroru i czarnego kryminału motywy.

W tym chyba tkwi największa wartość serii Brubakera i Phillipsa - to połączony z hołdem przegląd istotnych dla rozwoju amerykańskiej popkultury dwudziestego wieku składników, w szczególności odnoszących się do jej mrocznej odsłony. Twórcom udało się w ten sposób stworzyć wyjątkowy miks gatunków w postaci kilku komiksowych pigułek, których zażyciu miłośnicy mrocznych opowieści nie będą potrafili się oprzeć. Teraz pozostaje nam już tylko czekać na finał tej historii i dzięki jej znakomitemu poziomowi, który dotąd zapewniali autorzy, możemy być pewni, że w ostatnim akcie Fatale również nas nie zawiodą.

Fatale #4: Modlitwa o deszcz

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV