Flash: sezon 6, odcinek 6 i 7 - recenzja

Tylko kilkadziesiąt godzin dzieli nas już od Kryzysu na nieskończonych ziemiach. Oczywiście serialowego, bo my jeszcze chwilę poczekamy, ale kto wie, czy poprzedzający to wydarzenie „ostatni” odcinek Flasha nie osłodzi nam oczekiwania.

Ocena recenzenta:
7/10

Tylko kilkadziesiąt godzin dzieli nas już od Kryzysu na nieskończonych ziemiach. Oczywiście serialowego, bo my jeszcze chwilę poczekamy, ale kto wie, czy poprzedzający to wydarzenie „ostatni” odcinek Flasha nie osłodzi nam oczekiwania.

Paweł Szałankiewicz

Paweł Szałankiewicz

Tagi:  flash 

Ostatnie dwa epizody były od siebie tak różne, jak czekolada Milka produkowana w Niemczech i w Polsce. Wyczuwalne różnice w smaku nie przysłoniły nam jednak dość dużej przyjemności z oglądania tych epizodów. Dostaliśmy w końcu odcinek z bondowskim zacięciem i trochę taki dramat paranormalno-psychologiczny. I każdy z tych epizodów, jak to na Flasha przystało, miał swoje plusy i minusy.

Licence do Elongate jest niczym innym jak takim trochę pastiszem filmów o Jamesie Bondzie. Pastiszem dlatego, bo to autorski twór scenarzystów stacji The CW, a ci, jak wiemy, nawet jeśli traktują temat śmiertelnie poważnie, to wychodzi z tego trochę komedia. Co istotne, w wielu momentach zamierzona, bo w końcu w „agentów 007” wcielają się Ralph i Barry, a część scen jest dosłownie nastawiona na to, aby bawić. I sprawdza się to naprawdę dobrze. Dostajemy fajną scenerię, wiele bondowskich żarcików i klasycznego – zwłaszcza jak na ten film bad assa. Warto przy tym zaznaczyć, że ten epizod stanowi bardziej hołd dla filmów o agencie jej królewskiej mości kręconych lata temu, niż tych współczesnych. Stąd przeciwnik jest maksymalnie przerysowany, finałowe sceny przewidywalne i oczywiste, a i zakończenie mimo wszystko nie ma tej klasy, co ostatnie bondy z Danielem Craigem. Niemniej trudno powiedzieć, że był to zły odcinek. A jeśli tak, to był tak zły, że aż dobry.

Zgoła inny klimat mamy już w pierwszej odsłonie The Last Temptation of Barry Allen. Ostatnie kuszenie Flasha wyszło naprawdę nieźle. Przede wszystkim po raz pierwszy w serialu podobał mi się Sendhil Ramamurthy w roli Ramseya Russo zwłaszcza w pierwszych scenach rozgrywających się w świadomości Barry'ego. Takiego luzu, a przy tym zabawy nie miał od początku tego sezonu. Jasne, w dalszej fazie już tak dobrze nie było, a szkoda, bo to aktor z niezłym potencjałem zaszufladkowany przez pamiętny serial Heroes, przez co wciąż bardziej gra Mohindera Suresha niż dr. Ramseya Russo.

Niemniej sceny dziejące się głównie w głowie Barry'ego rzucają trochę nowego światła na możliwe rozwiązania nadchodzącego kryzysu i roli Flasha w tym wszystkim. Przy okazji dostajemy poważną konfrontację Flasha ze spersonifikowanym Speed Force. Konfrontację, która pokazuje bohaterowi, że częściowo był po prostu narzędziem w „rękach” mocy. Stąd Barry jest niczym lina przeciągana przez dwie potężne siły z tą różnicą, że w tym przypadku doszło do drastycznego przerwania pewnych wartości, jakimi kierował się Flash, co być może będzie mieć wkrótce opłakane skutki.

Ten epizod dał nam również możliwość zobaczenia, jak faktycznie wyglądają moce Elongated Mana, a przede wszystkim – jak dobrze może je wykorzystywać w walce z przestępczością. Bo nie czarujmy się, dotychczas dostawaliśmy jakieś proste popłuczyny zapewne wynikające z marnego budżetu na efekty specjalne, który miał być wykorzystywany przede wszystkim na animowanie Flasha. Nie wspominając o tym, że to co najlepsze, zapewne zachowują na nadchodzący kryzys, od którego dzieli nas zaledwie jeden odcinek. A patrząc po tym, jak wygląda ten sezon, po raz pierwszy można w ciemno założyć, że ostatnie kuszenie Barry'ego Allena będzie dobrą rozrywką przed najważniejszym serialowym crossoverem w świecie Arrowerse.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Flash

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV