Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
8/10

Legion: sezon 2, odcinek 7 – recenzja

Legion, w charakterystycznym dla siebie surrealistycznym stylu, prezentuje widzom kolejną parabolę o naszej rzeczywistości. Twórcy serialu tym razem na widelec biorą strach, nieufność i zbiorową histerię.

Tym razem odcinek rozpoczyna się od dygresji Jona Hamma, w której nakreślona zostaje problematyka najnowszej odsłony. Tym razem nieco chaotycznie zrealizowane wtrącenie pokazuje nam, co będzie domeną bieżącej opowieści. Przy pomocy takich motywów jak polowanie na czarownice, troska rodziców o wpływ popkultury na dorastanie dzieci czy psychologia tłumów, twórcy prezentują mechanizmy, w których lęk i obawa rozprzestrzeniają się wśród przedstawicieli danej grupy społecznej i doprowadzają do eskalacji niebezpiecznych i nieobliczalnych zachowań.

Historia stara jak świat, prawda? Teza, która już w pierwszych minutach zostaje postawiona, nie ma w sobie nic odkrywczego. Dobrze więc, że tematykę tę podejmuje Noah Hawley wraz ze swoją wesołą gromadką zakręconych artystów. Już na wstępie możemy być pewni, że forma przekazu tej spowszedniałej treści nie będzie szablonowa i konwencjonalna.

Zanim jednak przejdziemy do potworności z drugiej połowy odcinka, gdzie gigantyczna mrówka podokazuje w industrialnych korytarzach Dywizji 3, serial chcąc nadrobić pewne zaległości w prezentowaniu fabuły, powraca do wątku głównego, serwując nam kilka soczystych odpowiedzi. Kto jest odpowiedzialny za zbliżającą się apokalipsę? Jaką rolę w tym całym bałaganie odgrywa Lenny? Czy Syd z teraźniejszości jest zazdrosna o Syd z przyszłości? Kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za śmierć Amy?

Shadow King, jak moderator opowieści, prowadzi nas przez kolejne lokacje, od jednego bohatera do drugiego. Rozmawiając z Davidem, próbuje uwolnić jego prawdziwą naturę. Składając wizytę Syd z przyszłości, stara się dowiedzieć czegoś więcej na temat zbliżającego się armagedonu. Ani na moment nie traci kontroli nad sytuacją, umiejętnie manewrując pomiędzy poszczególnymi tematami. Jest jak mroczny Fileas Fogg, przechadzający się wśród dziwów tego świata, nie tracąc przy tym ani na moment stylu i wyrafinowania. Navid Negahban jest bezbłędny w roli villaina, który z jednej strony uważa się z boga, z drugiej zakochany jest w ludzkiej sztuce, nawet tak dyskusyjnej jak Frankie goes to Hollywood.

Powrót Shadow Kinga sprawia, ze wątek główny nie tonie w zalewie kolejnych abstrakcyjnych odcinków. Druga część epizodu to jednak kolejny off topic. Historia, której zalążek widzieliśmy już wcześniej, teraz ma swoją kontynuację i konkluzję. Bohaterowie pod wpływem niespokojnej myśli zaczynają kwestionować swoją obecność w Dywizji 3 i zwierzchnictwo admirała Fukyamy. Zaczyna się więc istny przewrót i bunt. Szaleńczy zryw, prowadzący bohaterów w kierunku linczu na osobie, która ich zdaniem stanowi wielkie zagrożenie.

Abordaż w wykonaniu bohaterów może się podobać. Dostajemy całkiem nieźle zrealizowaną scenę walki, podczas której Ptonomy i Cary rozprawiają się z dziesiątkami wąsatych androidek. Później jest jeszcze ciekawiej. Do gry zostaje wprowadzony insektopodobny potwór, symbolizujący wszystko co najgorsze w działaniach głównych bohaterów. Monstrum rozrasta się w świadomości Ptonomy’ego, który poprzez swój strach i niepokój rozprzestrzenia je wśród pozostałych postaci. Gdy potwór jest już na tyle silny, aby przejąć kontrolę nad wszystkimi, rozpoczynają się rządy szaleństwa, a tłum z widłami rusza na zamek Frankensteina.

Oczywiście finalnie pojawia się David, który miażdży zło dzięki swoim mocom. Bogu ducha winny admirał Fukuyama może ponownie przywdziać abażur na głowę, a zagubieni bohaterowie próbują zrozumieć mechanizmy opętania, jakim się poddali. Szkoda tylko Ptonomy’ego, który był prowodyrem tego szaleńczego tańca i według twórców zasługiwał na karę. Bohater zostaje uwięziony w Dywizji 3, co nie oznacza, że już go nie zobaczymy. W Legionie przecież wszystko jest możliwe.

Trochę dygresji, nieco fabuły, szczypta surrealizmu, dawka monster movie, garść komiksowych motywów, krztyna humoru. Legion w najnowszym epizodzie kondensuje wszystko co  najlepsze w tej formule i ponownie wychodzi z tego obronną ręką. Jeśli gigantyczna, oślizgła mrówka nie jest w stanie zepsuć estetyki tego serialu, to możemy być pewni, że Legion nigdy nie trafi na drogę kiczu i groteski.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Poznaj recenzenta

Wiktor Fisz
Fan Davida Lyncha, Monty Pythona i H.P. Lovecrafta. Uważa, że sztuka jest jedyną dziedziną życia, w której można sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Bardzo nie lubi tradycyjnej telewizji, jest za to wielkim fanem platform SVOD. Gdyby był producentem serialowym, wydałby wszystkie pieniądze na ekranizację książki „Wieki Światła” Iana R. McLeoda. Wciąż próbuje przekonać córkę, że Vaiana jest lepszą animacją niż Król Lew.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
0 -

Nie zgadniecie, kto śmiał się z…

Emilia Clarke udzieliła wywiadu, w którym wspomina m.in. okres prac na planie filmu Terminator: Genisys.…

Piotr Piskozub
spoilery
0 -

Avengers: Wojna bez granic – bohaterowie…

W sieci pojawiły się kolejne spoilerowe zdjęcia z filmu Avengers: Wojna bez granic, przedstawiające sekwencję…

Michalina Reda
0 -

Powrót do przeszłości: Zobacz zdjęcia z…

Willow to znany film przygodowy, który w tym roku kończy okrągłe 30 lat. Przypomnijmy sobie…

Adam Siennica
breaking
0 -

Morgan Freeman oskarżony o molestowanie seksualne

Żywa legenda Hollywood w ogniu krytyki. Media donoszą, że aż osiem ofiar Morgana Freemana oskarżyło…

Piotr Piskozub
spoilery
0 -

Avengers: Wojna bez granic – czy…

W sieci pojawiło się kilka nowych informacji na temat filmu Avengers: Wojna bez granic. Dotyczą…

Piotr Piskozub
0 -

Regina King, Don Johnson i inni.…

Poznaliśmy nazwiska sześciorga aktorów, którzy wystąpią w serialowej wersji Watchmen. Są wśród nich Regina King,…

Co o tym sądzisz?