Legion: sezon 3, odcinek 7 - recenzja

Na finiszu Legion rzuca na pierwszą linię frontu praktycznie wszystko, co istotne. Profesor X, Shadow King z teraźniejszości i przeszłości, David wraz ze swoimi alternatywnymi osobowościami, Syd, Kerry/Cary, matka głównego bohatera... W siódmym odcinku dzieje się naprawdę dużo, ale czy wszystkie wydarzenia mają równy poziom fabularny?

Ocena recenzenta:
7/10

Na finiszu Legion rzuca na pierwszą linię frontu praktycznie wszystko, co istotne. Profesor X, Shadow King z teraźniejszości i przeszłości, David wraz ze swoimi alternatywnymi osobowościami, Syd, Kerry/Cary, matka głównego bohatera... W siódmym odcinku dzieje się naprawdę dużo, ale czy wszystkie wydarzenia mają równy poziom fabularny?

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

Tagi:  marvel 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Oglądając najnowszy epizod, można odnieść wrażenie, że w końcówce serialu twórcy uzmysłowili sobie, że przydałoby się zakończyć historię z sensem, a do tego potrzebny jest solidny zastrzyk fabularny. Czas skończyć więc z dygresjami, sztuką dla sztuki i przerostem formy nad treścią. Niech królują narracja, opowieść i logiczny bieg wydarzeń.

Wszystkie ręce na pokład – można by rzec. Co prawda wśród głównych bohaterów przedostatniego odcinka brakuje Lenny, ale jest prawdopodobne, że i ona dostanie swoje 5 minut w wielkiej konkluzji Legionu. Tym razem opowieść ma nieco rodzinny charakter. Stąd wizyta w domu rodzinnym Davida i oboje jego rodziców na pierwszym planie. Sęk w tym, że ten familijny wątek nie działa, jak należy. O ile w Maroko akcja toczy się w przyjemnym dla widza rytmie, to już spotkanie z Gabrielle Haller nie wnosi nic istotnego do fabuły. Twórcy wyraźnie tu przekombinowali. Chwała im za to, że tym razem postawili na fabułę, jednak nie ma nic atrakcyjnego w przydługawych rozmowach Syd z matką Davida. Sydney wiedziona ideologią „all you need is love”, po raz kolejny daje upust swojemu idealistycznemu światopoglądowi. Niestety widzieliśmy ją w podobnej odsłonie już wielokrotnie (ostatni raz w poprzednim epizodzie) i teraz staje się to po prostu nudne i odtwórcze. Zwróćmy również uwagę na nikłą rolę Kerry/Cary w bieżących wydarzeniach. Bohaterowie tkwią w rezydencji jak w jakiejś przechowalni. Czekają na finałowy epizod, gdzie z pewnością odegrają istotniejszą rolę. Nie zmienia to faktu, że można było ich lepiej zagospodarować.

Na szczęście dużo ciekawiej jest w Maroko. To tutaj toczą się kluczowe wydarzenia. Okazuje się, że David postanowił przenieść się w czasie do momentu pierwszego spotkania swojego ojca z Shadow Kingiem. Mamy okazję więc przyjrzeć się ikonicznym chwilom, które ukształtowały zarówno fabułę Legionu, jak i całe uniwersum komiksowych mutantów. Oczywiście w serialu wszystko przedstawione jest na hawley’owską modłę. Z przyszłości przybywa David, który w oparach szaleństwa robi wszystko, żeby zmienić rzeczywistość. Shadow King, planujący opętać Xaviera ma teraz godnego siebie przeciwnika. Jak na razie jednak nie dostajemy widowiskowej konfrontacji w stylu pojedynku z finału drugiego sezonu. Zamiast tego, w końcowych sekundach, Amahla odwiedza niespodziewany sojusznik w osobie jego samego z przeszłości. Jakby tego było mało, rzeczywistość jest pożerana przez istoty spoza czasu, a David zmaga się z drzemiącym w nim legionem.

Nie można serialowi odmówić złożoności i fabularnej zawiłości. Dobrze, że produkcja ma coś do zaoferowania poza imponującą formą. Bieżący epizod udowadnia, że ci, którzy wieścili produkcji permanentny przerost formy nad treścią, nie do końca mieli rację. Spójrzmy chociażby na postać Davida. Mamy tu protagonistę z krwi i kości, który jest jednocześnie antagonistą. Sprawia to, że serial inspirowany komiksowymi opowieściami pozbawiony jest klasycznego czarnobiałego podziału. Co więcej, twórcy pogrywają z nami co chwilę, zmieniając intencje poszczególnych osób. Wynikiem tego psychologia bohaterów jest tak skomplikowana i złożona, że widz musi bardzo uważać, obdarowując jedną z postaci sympatią, bo kolejne zachowania mogą działać na jej niekorzyść. David, mający w sobie destrukcyjny legion osobowości, sam pogubił się w swoich dążeniach, a los Switch to pokłosie jego szaleństwa. Bohater wykorzystuje podróżniczkę w czasie przedmiotowo, przez co dziewczyna traci na znaczeniu i zwyczajnie się rozpada. David, dla którego niegdyś najistotniejszy był los drugiego człowieka, zatracił się w swojej idyllicznej misji. Wkrótce może się okazać, że przyszłości nie da się zmienić, ponieważ klucz do niej przestał istnieć. Będzie to bardzo ponura lekcja dla głównego bohatera Legionu.

Przedostatni odcinek serialu jest dość nierówny, ale nie można odmówić mu pewnej wielowymiarowości. Obserwujemy zmiany zachodzące w Davidzie, widzimy ewolucję Amahla i naprawdę nie mamy pojęcia, dokąd to doprowadzi. Relacja między tymi postaciami od zawsze była siłą napędową serialu i wszystko wskazuje na to, że historia w tym segmencie wchodzi w decydującą fazę. Z drugiej strony jednak mamy Syd, rodziców Davida i tę nieszczęsną pogoń, która wydaje się nikomu do szczęścia niepotrzebna. Tutaj twórcom wyraźnie zabrakło pomysłów na rozwój postaci i zagospodarowanie ich w jakimś ciekawym wątku. Bieżący epizod obdarty nieco z surrealistycznej formy odsłania fabularne bolączki Legionu. Pokazuje również zalety serialu. Już wkrótce dowiemy się, co przeważy w ogólnym rozrachunku.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Legion

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV