Mayans MC: sezon 2, odcinek 1 - recenzja

Mayans MC wprowadza nas w drugi sezon dość chaotycznym odcinkiem. Czy to zapowiedź stylu rozpoczynającej się właśnie serii? Zapraszam do recenzji.

Ocena recenzenta:
6/10

Mayans MC wprowadza nas w drugi sezon dość chaotycznym odcinkiem. Czy to zapowiedź stylu rozpoczynającej się właśnie serii? Zapraszam do recenzji.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Pierwsza seria Mayans MC zakończyła się w zadowalającym stylu. Złożona intryga została rozwiązana w satysfakcjonujący sposób, akcja przez większość odcinków stała na wysokim poziomie, a cliffhanger zapowiadał wprowadzenie do głównego wątku kultowych Synów Anarchii. Premierowy odcinek drugiego sezonu kontynuuje tę drogę, jednak można odnieść wrażenie, że twórcy próbują na raz złapać zbyt dużo srok za ogon. Nagromadzenie wątków sprawia, że wydarzenia toczą się niezwykle szybko. Traci na tym wyjątkowa estetyka wypracowana przez Kurta Suttera jeszcze w Synach Anarchii.

Już na samym początku jesteśmy wrzuceni w epicentrum akcji. Mayans muszą uporać się z problemem feralnych narkotyków, ale też wraz z komandosami Pottera i Alvarezem (który teraz pracuje dla Galindo) zniszczyć kolejną placówkę rebeliantów Adelity. Sęk w tym, że motocykliści działają na dwa fronty, a zaatakowany posterunek jest w rzeczywistości siedzibą drobnych przestępców. Mayans i Galindo współpracują z buntownikami przeciwko Potterowi. Wyprowadzają jego komandosów w pole, a następnie bezwzględnie ich eliminują. 

To tylko część rozpoczętych wątków z premierowego odcinka. Najważniejszy z nich dotyczy z pewnością relacji Ezekiela ze swoim bratem. Zaufanie Angela do EZ zostało nadwyrężone po wydarzeniach z finału pierwszej serii. Teraz panowie muszą zjednoczyć się, ponieważ na horyzoncie pojawia się prawdopodobny morderca ich matki – Happy, członek słynnych Synów Anarchii. Jakby tego było mało, dostajemy jeszcze trudną relację Emily z teściową, Pottera nachodzącego Felipe i tajemniczą ciążę Adelity. Każdy z tych wątków dostaje swoje pięć minut. Twórcy postanowili rozpocząć premierową odsłonę z grubej rury, uruchamiając wszystko, co najważniejsze. Szkoda tylko, że zabrakło czasu ekranowego na budowę klimatu, a finałowy utwór muzyczny, wprowadzający do opowieści odrobinę refleksji, to tylko namiastka tego, co zawsze było siłą twórczości Kurta Suttera.

Poszczególne wątki są oczywiście ciekawe i stanowią dobry prognostyk przed kolejnymi odsłonami. Można było jednak wprowadzenie podzielić na dwie części i nie wrzucać wszystkiego na raz do jednego odcinka. Zamiast klimatycznego, wyczerpującego zawiązania akcji, dostaliśmy chaotyczny miszmasz, w którym sceny przelatują tak szybko, że nie ma czasu na staranne nakreślenie kontekstu fabularnego. Cierpią na tym najbardziej relacje pomiędzy postaciami. Widać to na przykładzie Reyesów, których stosunki są sprowadzone do kilku krzykliwych scen. Rodzina Galindo natomiast zupełnie nie istnieje, choć tam na pierwszy rzut oka dzieje się najwięcej. Między Emily i Ditą iskrzy, a my jak na razie musimy zadowolić się fałszywą obustronną kurtuazją. Z pewnością ta toksyczna relacja będzie rozwijana i jeszcze dostaniemy kilka krwistych momentów, ale przydałoby się już na wstępie uwiarygodnić konflikt bardziej wyrazistymi rozwiązaniami.

Serial trzeba natomiast pochwalić za umiejętne granie zagadkowymi motywami. Znamy to z innych seriali. Zasugerowana tajemnica zmusza widzów do śledzenia kolejnych odcinków, dając do zrozumienia, że prawda okaże się wielce smakowitym kąskiem. Tutaj oczywiście mamy to, na co wszyscy czekali, czyli zbliżający się konflikt pomiędzy SAMCRO i Mayans. Happy wkracza na pierwszy plan i teraz będzie odgrywać niezwykle ważną rolę w serialu. Pamiętajmy, że w Synach Anarchii był on protagonistą i niezwykle lubianą postacią, więc teraz jego potencjalnie odmienna rola będzie bardzo interesująca. Końcówka odcinka sugeruje, że szykuje się prawdziwa wojna. Dobrze by było, gdyby konflikt SAMCRO, i Mayans stał się wątkiem przewodnim serialu, ponieważ gra w kotka i myszkę pomiędzy Galindo, Potterem, Adelitą i motocyklistami była domeną pierwszej serii. Czas na coś nowego.

Zbyt dużo, zbyt chaotycznie, zbyt po macoszemu – tak ze swoją opowieścią obchodzą się twórcy w pierwszym odcinku najnowszej serii Mayans MC. Z drugiej jednak strony, serial skutecznie zaostrza apetyty przed nadchodzącymi wydarzeniami. Co przydarzyło się matce Galindo? Kto jest ojcem dziecka Adelity? Czemu Happy polował na Felipe i jego żonę? Pytania bez odpowiedzi intrygują. Czas pokaże, czy odpowiedzi będą równie satysfakcjonujące.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Mayans MC

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV