Mayans MC: sezon 2, odcinek 3 i 4 - recenzja

Trzeci epizod Mayans MC pozostawiał wiele do życzenia, czwarty już jednak miał znamiona czegoś lepszego. Jak prezentuje się nowy sezon serialu Kurta Suttera? Zapraszam do recenzji.

Ocena recenzenta:
6/10

Trzeci epizod Mayans MC pozostawiał wiele do życzenia, czwarty już jednak miał znamiona czegoś lepszego. Jak prezentuje się nowy sezon serialu Kurta Suttera? Zapraszam do recenzji.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Seans trzeciego odcinka nie napawał optymizmem. Cóż za mało interesująca „zapchaj dziura”. Wątek skorumpowanych gliniarzy skończył się tak, jak się zaczął – bezbarwnie, mało kreatywnie i topornie. Typowy wypełniacz czasu pomiędzy bardziej znaczącymi wydarzeniami. Co gorsza, pozostała część epizodu również nie imponowała atrakcyjnością. Oczywistym jest fakt, że twórcy tym odcinkiem kładli fundamenty pod dalsze wydarzenia. Wprowadzenie Galindo w akcję Pottera, machinacje Emily czy działania Dity będą miały konsekwencje w dalszych odsłonach. Sęk w tym, że można to było zrobić dużo ciekawiej. Po raz kolejny kłaniają się słabości scenarzystów, którzy do pewnych rozwiązań stosują gotowe schematy.

Wynikiem tego, w odcinku zapanowała nuda, której nie była w stanie zmienić ani heroinistka na usługach Mayans MC, ani Emily rozgrywająca swoją partię szachów w urzędzie miejskim. Sytuacji nie poprawił również Alvarez, zamieniający się na moment w dobrego wujka dla cierpiącej dziewczynki. Twórcy próbowali ubarwić historię brudnych glin makabreską z udziałem matki jednego z nich. Nie powiem, masakra z udziałem starszej pani była całkiem zabawna, jednak stanowiła tylko kroplę w morzu marazmu. Czarę goryczy przelała Dita i jej romans z Felipe. Sposób, w jaki twórcy prowadzą ten wątek, woła o pomstę do nieba. Mimo że przeszłość kobiety i ojca EZ może mieć coś wspólnego z zabójstwem matki Reyesów, to i tak całość pachnie nieładnie południowoamerykańską operą mydlaną. Niestety, ta historia nie poprawia się w dużo lepszym czwartym epizodzie. Ma to chyba związek z dość przerysowaną postacią Dity, której osobowość balansuje na granicy czarnej wdowy i babci na gigancie.

Trzeci odcinek kończy się wizytą Reyesów u Happy’ego. To idealny cliffhanger przed spotkaniem, na które wszyscy czekali. Jak wypadł pierwszy cross over SOA i Mayans z prawdziwego zdarzenia? Całkiem nieźle, choć do perfekcji nieco zabrakło. Dyskusyjny wydaje się przede wszystkim finał konfrontacji. Happy wychodzi cało z beznadziejnej sytuacji. Ba, pojawia się nawet pewna nić porozumienia pomiędzy braćmi i członkiem SAMCRO. Bardziej w stylu Suttera i Synów Anarchii byłoby, gdyby Happy dostał kulkę w łeb. Dobrze jednak, że twórcy nie wybielili motocyklisty. Tak, był on mordercą do wynajęcia. Tak, zabił matkę chłopaków. Jest więc bezlitosnym zabójcą – nie ma tu mowy o jakimś nieporozumieniu.

Samo przesłuchanie w domu Happy’ego miało kilka dobrych momentów. Wycinanie tatuaży to motyw żywcem wyjęty z Synów Anarchii, podobnie jak twardziel ze stali, mięknący na widok cierpiącego psa. Ważne też, że wątek zabójstwa matki Angela i Ezekiela wciąż się rozwija. Są już pewne przesłanki, gdzie będzie on prowadził, jednak zostawmy to na razie w sferze dywagacji.

Tortury Happy’ego to clue czwartego epizodu, ale odsłona miała również kilka innych mocnych punktów. Twórcy pozwolili akcji toczyć się w znanym z poprzednich odsłon rytmie, co wyszło całości na dobre. Oczywiście nie obyło się bez mielizn fabularnych i ślepych uliczek (nieszczęsna Dita), ale odcinek robił naprawdę dobre wrażenie. Wreszcie na pierwszym planie znalazła się nieskrępowana akcja. Świetnie wypadła konfrontacja Mayans z „gangiem pakerów”. Dobrze ogląda się te wspaniałe dwukołowce w dynamicznych scenach – widać, że na tego typu rozwiązania poszła spora część budżetu. Warto dodać, że dostaliśmy w tym wątku debiut Roberta Patricka w roli członka Synów Anarchii. Debiut udany,  należy dodać. Wszystko wskazuje na to, że będzie on reprezentantem SAMCRO w toczących się wydarzeniach.

Bardzo dobrze obserwuje się również chemię pomiędzy Adelitą i Galindo. Para bohaterów zaczyna się rozumieć – pojawia się tutaj coś więcej niż tylko zawodowa zależność. Wątek ten został skwitowany akcją z udziałem komandosów Pottera, podczas której Adelita poświęciła się dla dobra sprawy. Przywódczyni rebeliantów w rękach Pottera generuje wiele ciekawych możliwości fabularnych. Fakt, że bohaterka poświęciła się dla Galindo, również będzie miał wpływ emocjonalny na Miguela. Dobry pomysł i odważne rozwiązanie. Pytanie tylko, jak twórcy pociągnął to dalej.

Finał czwartego odcinka to piękny utwór, gwieździste niebo i dwaj bracia jadący na motorach po autostradzie. Właśnie takimi momentami SOA zbudował sobie renomę. Dobrze, że również w Mayans udaje się przemycić podobne motywy. Serial na początku drugiego sezonu jest dość nierówny, ale może z biegiem czasu uda mu się włączyć drugi bieg i złapać odpowiednie tempo akcji?

Źródło: zdjęcie główne: FX

Mayans MC

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV