Peacemaker: sezon 2, odcinek 2 - recenzja spoilerowa
Data premiery w Polsce: 29 sierpnia 2025Kolejny odcinek 2. sezonu Peacemakera to wciąż dobra zabawa, ale pozbawiona większego celu. Co Peacemaker robi dobrze, a w jakich aspektach wywinął orła w tym tygodniu?

Pierwszy sezon Peacemakera okazał się niespodziewanym, przynajmniej dla mnie, hitem. Ta produkcja przypadła mi do gustu. Dorosła, bezczelna, momentami zadziwiająco emocjonalna, a przy tym trafiająca w moje poczucie humoru. Nie inaczej było w przypadku premierowego odcinka 2. sezonu, który z grubej rury wprowadził do DCU multiwersum na szerszą skalę niż dotychczas, a także pokazał, co zmieniło się w życiu bohaterów z oryginalnej serii. Było wulgarnie, z dużą dawką przemocy, ale jednocześnie z ciekawym punktem wyjścia – oto Chris mógł spełnić wszystkie swoje marzenia. Wystarczyło tylko zabić samego siebie z innego świata i zająć jego miejsce. Ale czy to takie proste? Nie do końca. Tak samo nie do końca przypadł mi do gustu 2. odcinek.
Ucieszyło mnie (przynajmniej na początku) spokojne tempo tego odcinka. Po części obawiałem się, że końcówka premierowego epizodu będzie oznaczała, że już na dobre zaczniemy zabawę z multiwersum, ale tak się nie stało. Scenariusz Jamesa Gunna poświęca dużo czasu na uzewnętrznienie emocji najważniejszych postaci. To w końcu nie jest łatwe, żeby zabić samego siebie – nawet z innego wymiaru. Podoba mi się pokazywanie konsekwencji działań naszych "herosów". To, że Chris potrzebuje z kimś porozmawiać. To też pokazuje, jaką drogę przeszedł od 1. sezonu. Nie boi się polegać na przyjaciołach, nawet jeśli bardzo nie chciałby ich tak nazywać.
Relacja Peacemakera z Adebayo jest szczególnie urocza. Danielle Brooks świetnie sobie radzi w tej niemalże matczynej roli, w której musi wszystko tłumaczyć Chrisowi jak dzieciakowi. Ich relację ogląda się z uśmiechem. Jest zabawna, podtrzymująca na duchu. Te postaci świetnie ze sobą grają. Adrian Chase również dołącza do tego grona. Brakowało mi scen z nim i Peacemakerem. Co lepiej łączy przyjaciół niż rozczłonkowanie ciała sobowtóra z innego uniwersum? Scena była makabryczna, ale jednocześnie przekomiczna. Z jakiegoś powodu skojarzyła mi się z odcinkiem Breaking Bad, w którym Jesse i Walter też musieli się pozbyć ciała i nie było to takie proste.

Nowością w obsadzie jest Tim Meadows jako Langston Fleury. To kolejna specyficzna postać, która potrafi jednocześnie zadziwić i rozbawić. Aktor znakomicie się w tym odnajduje. Jest trochę klaunem, a trochę wytrawnym agentem, który wie, jak podejść innych. Na razie zapowiada się ciekawie, ale zobaczymy, co przyniosą kolejne wydarzenia. To jednak wraz z nim pojawiły się pewne problemy, które mam z tym odcinkiem. Mam wrażenie, że zbyt dużo czasu poświęcono na komedię. Niektóre z takich scen mogły trwać krócej, bo nie mówiły wiele o postaciach, nie poruszały fabuły do przodu. To nie jest 22-odcinkowy serial CW! Jesteśmy po dwóch odsłonach z ośmiu, a zapowiadany konflikt Ricka Flaga seniora i Peacemakera nadal nie istnieje. Zamiast tego dostajemy przydługą scenę rozmowy agentów ARGUS w furgonetce, która nic o nich nie mówi i jest tylko po to, żeby wymusić śmiech u oglądającego. W moim przypadku się to nie udało.
Przesadne epatowanie nagością też nie przypadło mi do gustu. Nie miałem nic przeciwko temu w pierwszym odcinku, bo przypomniało mi, że to produkcja dla dorosłych. Z drugiej strony – James Gunn przekonuje, że to ważny fundament dla całego DCU, a podobnymi zabiegami wyklucza uczestnictwo młodszych widzów w poznaniu historii większego uniwersum. Nie wiem, czy to najlepsze podejście do tematu, ale czas pokaże. Wiem za to, że ten odcinek nie potrzebował znów tyle nieuzasadnionej nagości, która nie wniosła nic poza wielkim, metaforycznym napisem: "To serial dla dorosłych".

Moim największym problemem jest natomiast to, że niewiele on wniósł. Zrobił właściwie to samo, co pierwszy. Premiera już zdefiniowała postaci. Chris ma dość tego życia i jest załamany tym, że Harcourt go nie chce. Harcourt z kolei ma problemy z samą sobą i próbuje szukać adrenaliny przez wdawanie się w bezcelowe bójki. Adebayo ma problemy z dziewczyną, a Economos ma dość roboty. Adrianowi z kolei brakuje kumpli, a Rick Flag senior chce zabić Peacemakera. Pierwszy odcinek świetnie to przedstawił, a ten właściwie tylko powtórzył to, co już wiemy. Punkt wyjścia pod koniec tego odcinka jest identyczny, co w poprzednim. Mam poczucie zmarnowanych czterdziestu pięciu minut.
Przyznam za to, że przy Peacemakerze trudno się nudzić. Scenariusz stawia nacisk na emocje i problemy głównych bohaterów, ale jednocześnie oferuje coś rozrywkowego. Tutaj parę żartów (czasem zbyt wiele), tutaj scena akcji lub coś kompletnie absurdalnego. Najlepszym przykładem jest zwierzęcy John Wick, czyli Orzełek. Dostał swoje pięć minut i w brutalny sposób spacyfikował agentów ARGUS, którzy włamali się do domu jego właściciela. Efekty specjalne były na wysokim poziomie, a akcja przemyślana. Dało się nawet poczuć jak w rasowym slasherze, ale z bielikiem amerykańskim w roli głównej. Scena była brutalna, absurdalna i zabawna, czyli miała wszystko, czego można się spodziewać po Peacemakerze. Czekam na duet Krypto i Orzełek!
Dobrze było też zobaczyć ekipę w całości. Jest między nimi świetna chemia. Nie oznacza to jednak, że to idealna grupa. Widać po nich niezręczność nawet w chwili przebywania ze sobą. Bardzo mi się to podobało. Podobnie ma sens to, że Chris ostatecznie zdecydował się na porzucenie tego świata po kolejnym odrzuceniu przez Harcourt. Niestety, jak już wspomniałem – to już było.

To nie był zły odcinek Peacemakera, ale niewiele wniósł on do fabuły czy rozwoju postaci. Można się było dobrze bawić – szczególnie na scenach z Timem Meadowsem czy podczas widowiskowej masakry z Orzełkiem – ale zabrakło mi czegoś więcej fabularnie. Mam nadzieję, że kolejny epizod ruszy z kopyta, bo otrzymaliśmy obietnicę multiwersum i konfliktu z Flagiem, a na razie dostaliśmy tylko Adriana Chase'a w majtkach.
Poznaj recenzenta
Wiktor Stochmal


naEKRANIE Poleca
ReklamaKalendarz premier seriali
Zobacz wszystkie premieryDzisiaj urodziny obchodzą
ur. 1971, kończy 54 lat
ur. 1959, kończy 66 lat
ur. 1981, kończy 44 lat
ur. 1990, kończy 35 lat
ur. 1986, kończy 39 lat

