Ocena recenzenta:
9/10

Przełęcz ocalonych: Świadectwo ducha – recenzja

Oparta na prawdziwej historii Przełęcz ocalonych to kino wojennej najwyższej klasy, powalające realizmem i mocą przekazu.

Mel Gibson nie reżyseruje wiele, ale jego dotychczasowy dorobek pokazał, że jeśli nawet spod jego ręki wyjdze obraz nie do końca udany, to z pewnością będzie to obraz, o którym będzie głośno. Nie inaczej jest tym razem, choć śmiało można stwierdzić, że w przypadku Przełęczy ocalonych mamy do czynienia z kinem wybitnym.

Fabułę filmu Gibson oparł na prawdziwej historii szeregowego Desmonda Dossa, obdżektora (czyli w skrócie osoby odmawiającej noszenia broni), który pełnił podczas II wojny światowej funkcję sanitariusza i uratował kilkadziesiąt osób podczas walk na Okinawie. Jego biografia jest w zasadzie gotowym materiałem na film, ale trzeba ją jeszcze umieć pokazać; bez zbędnego patosu czy popadania w skrajności. I z tego zadania ekipa tworząca Przełęcz ocalonych wywiązała się znakomicie.

Początek filmu zajmuje pozornie przydługa ekspozycja, której zadaniem jest przybliżenie głównego bohatera, jego rodziny i środowiska, z którego się wywodził. Jest w tym odrobina humoru, pojawia się trochę smutku, a nawet znalazło się miejsce, jak przystało na film o dzielnym wojaku, na wątek romantyczny. Poszczególne sceny niekoniecznie w pierwszym momencie układają się w spójną całość, ale powoli wyłania się z nich jasny przekaz.

Dalej jest już z pozoru klasycznie: wpierw obóz szkoleniowy, gdzie Doss, z racji swoich przekonań, jest szykanowany na najprzeróżniejsze sposoby, ale z tych prób wychodzi obronną ręką. A później przychodzi czas na sedno, czyli wojnę. To około godziny brutalnych, krwawych i bardzo realistycznych scen batalistycznych, wybuchów, krwi, nawałnicy ognia i gnijących trupów. A w tym piekle oddział mniej lub bardziej przygotowanych rekrutów z różnych środowisk, którzy stają naprzeciw niosących śmierć żółtych diabłów… Tak, Japończycy nie polubią swojego obrazu w tym filmie, bo są sprowadzeni niemal wyłącznie do roli okrutnych, bezdusznych wrogów.

A pośród tego chaosu on, szeregowy Doss wykazujący się niezwykłą odwagą i ratujący rannych towarzyszy z pola bitwy, cały czas proszący Boga, by pomógł mu ocalić jeszcze jedną osobę. Cały film to hołd dla jego siły ducha i niespotykanego heroizmu, obraz chłopaka wyjątkowego i innego niż wszyscy. I nie ma w tym moralizowania czy epatowania jego religijnością: taka jest po prostu jego natura. Wybór Andrew Garfielda do tej roli sprawdza się doskonale. I chociaż początkowo gdzieś w podświadomości patrzy się na niego przez pryzmat Spider-Mana, to szybko przekonujemy się do jego kreacji. A gdy jego twarz pokryje krew i błoto, dawno już widzimy go tylko jako człowieka wiernego swoim zasadom do samego końca.

Przełęcz ocalonych - plakat
fot. materiały prasowe

Jeśli mielibyśmy szukać na siłę jakiś minusów, to jest nimi do pewnego stopnia umowne podchodzenie tak do wydarzeń z życia Dossa, jak i samego przedstawienia bitwy na Okinawie. Brak jest szerszej perspektywy, prób zarysowania kontekstu. Z drugiej strony czy to aby na pewno wada? Wszak jest to historia o zwykłym człowieku, a wydarzenia przedstawione są z jego, siłą rzeczy, ograniczonej perspektywy. Usunięcie z tego punktu widzenia zbędnych informacji czy nawet zmiana umacnia przekaz, wysuwa człowieka i jego historię na pierwszy plan.

Gibsonowi udała się rzecz rzadka: nakręcił film epicki, pełen rozmachu i z silnym przesłaniem, a przy tym niewpadający w banał czy nadmierny patos. Nie uświadczymy tu powiewającego Gwieździstego Sztandaru, nie będzie górnolotnych przemów, a jednak postawa Dossa mówi do widza mocniej, niż jakiekolwiek słowa. Można się zachwycać – lub być nimi przerażonym – świetnie nakręconymi scenami batalistycznymi, ale Przełęcz ocalonych to przede wszystkim film o człowieku, który to, co inni uważali za słabość, przekuł w siłę.

Recenzja pierwotnie została opublikowana 26 października 2016 roku

Źródło: fot. materiały prasowe

Poznaj recenzenta

Tymoteusz Wronka
Piszę o popkulturze, a przede wszystkim książkach i komiksach, już kilkanaście lat. Wyrosłem na fantastyce, ale obecnie chętnie sięgam po inne gatunki. Cenię przede wszystkim oryginalność, dobrze skonstruowanych bohaterów i wizję. Lubię dobrą rozrywkę, ale nie pogardzę też poważniejszymi produkcjami.

Najlepsze z 24h

Adam Siennica
breaking
0 -

Zdjęcia z filmu Pitbull. Ostatni pies.…

Dystrybutor Kino Świat ujawnia nowe informacje o filmie Pitbull. Ostatni pies. Za kamerą stoi Władysław…

Adam Siennica
breaking
0 -

Nowe Gwiezdne Wojny – oto oficjalny…

Zakończyły się zdjęcia do filmu , którego bohaterem będzie młody Han Solo. Ron Howard zdradził…

Norbert Zaskórski
0 -

Łowca umysłów: sezon 1 – recenzja

Mindhunter to nowy serial, którego producentem jest legendarny reżyser, David Fincher. Produkcja opowiada o początkach…

Ocena recenzenta:
9
Magda Muszyńska
0 -

Michael Fassbender – najlepsze role

Michael Fassbender to jeden z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia. Co roku gra w kilku…

Adam Siennica
0 -

Gra o tron – Marc Rissmann…

Marc Rissmann jest pierwszym nowym aktorem, który dołącza do obsady 8. sezonu serialu Gra o…

Michalina Reda
0 -

Reklamy Botoksu kłamią? Do urzędu trafia…

Portal OKO.press składa oficjalną skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rady Etyki Mediów.…

Co o tym sądzisz?