Strażnicy Galaktyki. Tom 1 - recenzja komiksu

Strażnicy Galaktyki. Tom 1 to komiks, który sprawnie łączy superbohaterską jatkę z akcentowaniem tego, co dla tytułowej drużyny najbardziej charakterystyczne - ogromnych pokładów humoru i dostarczania nam pierwszorzędnej rozrywki.

Ocena recenzenta:
8/10

Strażnicy Galaktyki. Tom 1 to komiks, który sprawnie łączy superbohaterską jatkę z akcentowaniem tego, co dla tytułowej drużyny najbardziej charakterystyczne - ogromnych pokładów humoru i dostarczania nam pierwszorzędnej rozrywki.

Nie mam żadnych wątpliwości, że również w naszym kraju znajdzie się spore grono miłośników kosmicznej części uniwersum Marvela - zarówno tego w ekranowym, jak i w komiksowym wydaniu. Na rodzimym rynku już wcześniej ukazały się choćby całkiem dobrze przyjęte serie Anihilacja i Anihilacja: Podbój. Jeśli czekaliście na kolejne międzygwiezdne przygody spod znaku Domu Pomysłów, wydawnictwo Egmont postanowiło wyjść naprzeciw Waszym oczekiwaniom. Polscy czytelnicy mają już bowiem okazję nabyć komiks Strażnicy Galaktyki. Tom 1, który, wychodząc od wątków ukazanych w obu wspomnianych wcześniej opowieściach, staje się jedną z najlepszych pozycji traktujących o tytułowej drużynie bohaterów. Z jednej strony to kulminacja trwającego od przeszło dekady procesu cementowania się grupy, z drugiej zaś oryginalna w formie i treści historia z pogranicza heroicznych powinności i superbohaterskiej awangardy. Jej scenarzyści, Dan Abnett i Andy Lanning, zadbali o to, aby stała się ona przystępna dla możliwie najszerszego grona odbiorców; znajomość anihilacyjnej serii jest więc jedynie opcjonalna. Koniec końców mamy tu do czynienia z nowym otwarciem dla Strażników Galaktyki - to po prostu doskonała okazja, by poznać ich jeszcze lepiej. 

Źle się dzieje w Marvelowskim wszechświecie. Dopiero co opadł kurz dwóch poprzednich międzyplanetarnych wojen, a już powstał cały szereg nowych zagrożeń. Na horyzoncie widać możliwe pęknięcia czasoprzestrzeni, Skrulle w swoim stylu szykują się do tajnej inwazji, zaś od planety do planety podróżują członkowie tajemniczego Powszechnego Kościoła Prawdy, którzy mieszkańców kolejnych lokacji biorą w niewolę. Jak w galaktyce trwoga, to do... Star-Lorda. Peter Quill w odpowiedzi na ogarniającą kosmos pożogę postanawia stworzyć zespół, którego członkowie doświadczenie w ujarzmianiu chaosu co prawda mają, ale na próżno szukać u nich papierów na efektywną kooperację w ramach zespołu. Powoli formuje się nowa grupa, w skład której wejdą szop Rocket, Groot, Gamora, Drax, Adam Warlock, psi telepata Kosmo, Quasar, Mantis i dzierżący tarczę Kapitana Ameryki Major Zwycięstwo. Charakterologicznie różni ich niemal wszystko, jednak w tym szaleństwie Star-Lorda tkwi metoda. Relatywnie szybko okaże się, że mieszanka wybuchowa bohaterów potrafi się dopełniać, a każdy z nich posiada specjalizację, która stanie się pomocna w starciu ze złem. W żaden sposób nie zmieni to faktu, że ta bitwa będzie prowadzona równolegle do walki z nieufnością względem siebie samych. 

Już z samego opisu fabuły możecie wnioskować, że dla czytelników przyszykowano jatkę jak się patrzy. Składa się jednak tak, że Abnett i Lanning znajdują odpowiednią równowagę pomiędzy superbohaterską naparzanką a wątkami obyczajowymi, co owocuje eksponowaniem na pierwszym planie relacji pomiędzy poszczególnymi członkami Strażników. W dodatku znani z klasycznych opowieści Domu Pomysłów bohaterowie pokroju Draxa czy Warlocka dostają nieco odmienny rys charakterologiczny; zetknięcie się tak nieszablonowych postaci siłą rzeczy musiało doprowadzić do fabularnych fajerwerków. I te faktycznie są, zaklęte choćby w przezabawnej rywalizacji Kosmo i Rocketa czy meta-komentarzach postaci do aktualnych wydarzeń - na te elementy z całą pewnością musiał zwracać uwagę James Gunn. Wielką zaletą tej opowieści jest także to, że przy całym spektrum zasadniczych wątków, z walką z Kościołem Prawdy i zgłębianiem tajemnicy uratowanego z dziury czasoprzestrzeni jednego ze Strażników na czele, udaje się jednocześnie nakreślić historie indywidualne i naprawdę sprawnie je poprowadzić. Tytułowa drużyna herosów zyskuje najmocniej tam, gdzie scenarzyści mocno akcentują jej oryginalność; to przecież banda dziwaków tudzież odmieńców, którzy nieustannie mierzą swoje cojohones ku uciesze odbiorcy. Bywa tu podniośle, ale tom ma w pierwszej kolejności charakterystyczny dla Strażników Galaktyki lekki i humorystyczny wydźwięk. 

Znakomicie ze scenarzystami współpracują rysownicy, Wes Craig, Paul Pelletier i Brad Walker. W warstwie graficznej widać inspiracje światem gwiezdno-wojennym, a naprawdę intrygująco prezentują się kontrasty pomiędzy wizualnymi ekspozycjami poszczególnych postaci, jak choćby w przypadku stylizowanego tu na kosmicznego wojownika Star-Lorda i jego towarzyszy. Kolejne ilustracje dobrze oddają również dynamikę zmieniających się wydarzeń; gdy trzeba, autorzy ilustracji pozwalają sobie również na sporą dozę nonszalancji, stawiając na efektowność kadrów. Warto jeszcze odnotować, że warstwa wizualna, pomimo jej tworzenia przez kilku rysowników, prezentuje się naprawdę spójnie.

Strażnicy Galaktyki. Tom 1 to opowieść, która powinna trafić w gusta i najmłodszych, i nieco dojrzalszych czytelników. Jej autorzy nie pretendują do stworzenia historii z jakimś większym przesłaniem, ale udaje im się naprawdę przekonująco wydobyć to, co dla tej tytułowej drużyny bohaterów najbardziej charakterystyczne - rozrywkowe przeznaczenie ich przygód i swoisty korowód dziwadeł. Nawiązywanie do klasycznych serii z kosmicznej części uniwersum Marvela idzie tu ramię w ramię z próbą uchwycenia ducha czasu; Strażnicy zmieniają się i formują na nowo, pozostając przy tym jednymi z najbardziej ludzkich superbohaterów, dziwakami z krwi i kości, do których za sprawą MCU zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Po lekturze tego komiksu możecie nawet zapragnąć jeszcze bardziej zagłębić się w świat Star-Lorda i spółki. 

Źródło: Zdjęcie główne: Marvel

Strażnicy Galaktyki. Tom 1

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV