Superman #01: Syn Supermana. Tom 1 – recenzja komiksu

Superman #01: Syn Supermana to niezwykle udane otwarcie projektu DC Odrodzenie na polskim rynku. Teoretycznie to kolejna opowieść o herosach, w praktyce zaś prawdziwy traktat na cześć rodzinnego życia.

Ocena recenzenta:
8/10

Superman #01: Syn Supermana to niezwykle udane otwarcie projektu DC Odrodzenie na polskim rynku. Teoretycznie to kolejna opowieść o herosach, w praktyce zaś prawdziwy traktat na cześć rodzinnego życia.

W całym projekcie DC Odrodzenie postać Człowieka ze Stali ma znaczenie fundamentalne. Nie ma też przypadku w tym, że jednym z pierwszych komiksów eventu, które ukazały się na rodzimym rynku, jest Superman #01: Syn Supermana. Scenarzyści tej historii, Peter J. Tomasi i Patrick Gleason, podejmują wątki znane już z dwóch opowieści z Drogi do Odrodzenia - Droga do Odrodzenia. Superman – Lois i Clark oraz Superman - Ostatnie dni Supermana. Dzięki temu, po raz kolejny mamy okazję zagłębić się w rzeczywistość rodziny Kentów, która ukrywa się przed światem pod nazwiskiem Smith na oddalonej od Metropolis farmie. Ich - zdawałoby się - sielankowe życie raz po raz rozbijane jest przez pojawiające się na horyzoncie zagrożenie. Dodatkowo młody Jonathan zaczął objawiać swoje moce, więc cała familia ma ciężki orzech do zgryzienia - jak uchronić tradycyjne wartości i domowe ognisko przed światem, na którym bądź co bądź jest jedynie gościem?

Clark Smith to postać pełna nadziei, może nawet nieco naiwna w swoim postępowaniu. Ciągle wierzy w powrót poprzedniego Supermana, tworząc karkołomną analogię do tego, co przytrafiło się jemu samemu po wyniszczającej walce z Doomsdayem. Nowy Człowiek Jutra od samego początku budzi również nieufność członków Ligi Sprawiedliwości - nie ma się czemu dziwić, w końcu zrozumienie niedawnych wydarzeń wcale nie jest takie proste. Największym zmartwieniem Clarka wydaje się jednak jego syn, Jonathan. Podrostek zaczął dawać znać o swoich kryptonijskich korzeniach, a to pomagając ojcu przy budowie obory, a to... przypadkowo masakrując niewinnego zwierzaka. Trudno stwierdzić, co z młokosa wyrośnie. W końcu tańczą w nim dwie zupełnie różne natury, a wieść o tym przyciąga na Ziemię śmiertelnie niebezpieczną istotę, Eradicatora...

Cała opowieść staje się doskonale wyważoną mieszanką superbohaterskiego łubudubu z opowieścią o rodzinie i zachodzących w niej przemianach. Jest tu subtelny humor (walcząca Lois), okazywanie sobie nawzajem uczuć, przekazywanie życiowej mądrości z pokolenia na pokolenie. Dopiero gdzieś na tym tle wyłania się obraz świata, w którym Supermana zabrakło - prości, zwyczajni ludzie zachodzą więc w głowę, widząc czerwoną pelerynę. Tomasi i Gleason w zasadniczą oś fabularną starają się wpleść szarą rzeczywistość pozbawioną nadziei, którą dawał im Człowiek ze Stali. Ten ostatni, już w nowej wersji, de facto marzył o prowadzeniu spokojnego życia na prowincji, choć otaczająca go rzeczywistość nieustannie wzywa. Z drugiej jednak strony nawet niecne plany Eradicatora, z punktu widzenia całości fabuły, stają się w pierwszej kolejności katalizatorem dla pogłębienia relacji troskliwego ojca i niesfornego syna. Rodzina ponad wszystko - jej fundamenty najlepiej oprzeć jeszcze na prawdzie i sprawiedliwości.

Siła komiksu leży przede wszystkim w odświeżającym podejściu do ukazywania postaci Człowieka ze Stali. Nawet na poziomie rysunków (zwróćcie uwagę na różnicę w wyglądzie oczu rodziny Smithów i pozostałych bohaterów) mamy tu do czynienia z klasyczną, pełną dobroci i nadziei wersją herosa. Kilka razy w historii przybiera on pozy doskonale znane wszystkim komiksowym czytelnikom - to ten sam Superman, emanujący nieopisaną energią. Nie sposób jednak przeoczyć, że do tego typu zabiegów dołączono zupełnie nowe. I tak Człowiek Jutra wciąż pielęgnuje wspomnienie dnia wczorajszego, w dodatku próbując odnaleźć swoje miejsce w nieznanym otoczeniu. Szlachetność rezonuje tu w obawach, siła w wątpliwościach, troska w pojedynkach na śmierć i życie. Charakterologiczny miszmasz jest ryzykownym, choć niezwykle opłacalnym posunięciem twórców. Dzięki niemu postać Supermana, roztaczającego opiekę nad żoną i synem, staje się nam dużo bliższa. Nieprzypadkowo w opowieści pojawia się wątek sąsiedztwa, tak jakby Tomasi i Gleason chcieli zapytać czytelników o to, czy nie mieliby nic przeciwko temu, gdyby rodzina Smithów pojawiła się w naszej bezpośredniej okolicy.

Superman #01: Syn Supermana to niezwykle udane otwarcie dla DC Odrodzenia. W trakcie lektury zapewne będziemy mieli świadomość, że pełni ona jedynie funkcję wprowadzenia, a największe zagrożenia dopiero nadejdą. O dziwo takie podejście jest niezwykle ożywcze, a wielu z nas będzie niecierpliwić się, by poznać dalszy ciąg przygód rodziny Smithów. Co więcej, komiks można śmiało polecić zarówno starszym komiksowym wyjadaczom, jak i tym z czytelników, którzy dopiero chcą rozpocząć przygodę ze światem superbohaterów. Samo słowo "Odrodzenie" prawdopodobnie najlepiej wpisuje się w postać Człowieka ze Stali - męża i ojca, który do spółki z rodziną raz jeszcze postanowi ochronić mieszkańców naszej planety. Stary znajomy w nowym, niekoniecznie wspaniałym świecie.

Źródło: Zdjęcie główne: DC

Superman #01: Syn Supermana

Co o tym sądzisz?

naEKRANIE Poleca

naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca

Dzisiaj urodziny obchodzą

Robin Wright

Robin Wright

ur. 1966, kończy 54 lat

Katee Sackhoff

Katee Sackhoff

ur. 1980, kończy 40 lat

Patricia Arquette

Patricia Arquette

ur. 1968, kończy 52 lat

Taylor Kitsch

Taylor Kitsch

ur. 1981, kończy 39 lat

Sung Kang

Sung Kang

ur. 1972, kończy 48 lat

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV