Wikingowie: sezon 5, odcinek 12 – recenzja

Wikingowie w kolejnym odcinku nie zachwycają. Znów dużo scen o niczym, nudne postacie i słabe tempo.

Ocena recenzenta:
4/10

Wikingowie w kolejnym odcinku nie zachwycają. Znów dużo scen o niczym, nudne postacie i słabe tempo.

Adam Siennica

Adam Siennica

Tagi:  wikingowie 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Vikings stają się w miarę interesującym serialem w wątku Wessex. Bynajmniej nie dzięki Alfredowi czy Lagercie, ale dzięki Heahmundowi. Ta postać w wykonaniu Jonathana Rhysa-Meyersa jest niewyobrażalnie charyzmatyczna. To właśnie dzięki temu sceny rozmów z jego udziałem często są niejednoznaczne, a przemiana biskupa pod naporem relacji z Lagerthą zaczyna coraz bardziej być dostrzegalna. Najlepszą w tym momencie sceną jest właśnie finał, gdzie brutalnie zabija księdza, który nie tylko go szantażował, ale jeszcze zajął jego miejsce. Taka bezkompromisowość i pewność jest czymś potrzebnym w tym serialu i szkoda, że jest tego tak niewiele.

Tak jak mówiłem, Alfred w tej wersji zyskuje. Na razie są to odznaki, że ta postać staje się ciekawsza i ma potencjał do wykorzystywania w przyszłości. Można dostrzec to w rozmowach z Heahmundem czy Ubbe. W tych momentach widać, że ten młody aktor ma predyspozycje do wykrzesania z postaci tego, czego oczekujemy. Alfred w końcu ma ukształtowany wizerunek - zwłaszcza dzięki serialowi The Last Kingdom, więc dążenie do czegoś podobnego wcale nie jest pozbawione sensu. Dostrzegam przesłanki, że może coś z tej postaci jeszcze być.

Twórcy jednak wypełniają odcinek niepotrzebnymi, nudnymi zapychaczami, które tak naprawdę nic nie wnoszą. Musieliśmy oglądać jak Heahmund i Lagertha się czają, by być razem? Czy potrzebna była scena, w której narzeczona Alfreda koniecznie chce wejść do łóżka Bjornowi? Tego typu motywy sprawiają, że pomimo może jakiegoś znaczenia w przyszłości, Wikingowie stają się niewyobrażalnie nudni. Twórcy przestali się skupiać na tym, co ważne, i zapychają czas ekranowy zbytecznymi scenami.

Zresztą to samo mogę powiedzieć po raz kolejny o wątku Flokiego. Totalnie wciśnięty na siłę, bez pomysłu i werwy. Ten odcinek odbył się pod znakiem wątpiącego i płaczącego Flokiego. Trochę to boli, jak bardzo niepotrzebny jest ten element fabuły. Mamy go już któryś odcinek z rzędu i nic w tym aspekcie się nie zmienia.

Tak naprawdę w Kattegat nie jest wcale lepiej. Z jednej strony plusem jest wybranka Ivara, która ma ducha, smykałkę do polityki i widać, że manipuluje tą parodią wikinga. To jest dość ciekawy wątek z potencjałem na więcej i liczę, że jest na to jakiś pomysł. Z drugiej strony mamy rozmowy na temat polityki i dziedzica Ivara, który szybko się materializuje w brzuchu wybranki dzięki jej działaniom. Jej bezwzględność jest intrygująca i liczę na więcej. Tylko szkoda, że nic więcej ten wątek nie ma do zaoferowania. Nawet kwestia byłej dziewczynki Ubbe, którą sobie wziął  jego młodszy brat, to oczywistość i - po raz kolejny - nuda.

Niewiele mogę powiedzieć dobrego o tym odcinku Wikingów, który wydaje się być typowym przeciąganiem historii do czegoś naprawdę interesującego. To jest dowód na to, że rozbudowanie sezonów tego serialu do większej liczby odcinków odbija się na jakości, bo wyraźnie ta grupa scenarzystów nie ma już pomysłów na dobre prowadzenie historii. Być może w całokształcie sezonu wyjdzie z tego z 10 dobrych odcinków, a to jest smutne, gdy pomyślimy o najlepszych czasach Wikingów, gdy ten tytuł był na topie.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Wikingowie

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV